Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Śladami polskości

(cd. z nr 39)

 

Pierszaje - nieduża wieś niewele ponad dziesięć kilometrów po drodze z Wołożyna do Iwieńca. Nad całą wsią dominują białe wieżyczki katolickiego kościoła św. Jerzego. Pierszaje jest szczególnym miejscem naszej pielgrzymki. Tu są pogrzebani ojcowie franciszkanie Achiles Józef Puchała i Herman Karol Stępień. Podczas ostatniej pielgrzymki Ojciec Święty Jan Paweł II wyniósł na ołtarze 108 męczenników za wiarę, a wśród nich proboszcz i wikariusz kościoła w Pierszajach. Grób błogosławionych oo. Franciszkanów znajduje się przy kościele. O tych tragicznych wydarzeniach opowiedziała nam mieszkanka wsi Zofia Korotkina z d. Mazowska. 19 lipca 1943 ro­ku podczas pacyfikacji wsi przez hitlerowców kapłani dobrowolnie przyłączyli się do aresztowanych parafian, aby towarzy­szyć im w ostatnich chwilach życia. Hit­lerowcy zamordowali bestialsko obu kapłanów, a mieszkańcom Pierszaj darowano życie, zamieniając wyrok śmier­ci na wywóz na roboty. Całkowicie zdewastowany za czasów sowieckich kościół obecnie przeżywa nowe narodzenie, trwa remont, czekają na zawieszenie dwa nowe dzwony, ofiarowane przez przyjaciół w Polsce. Parafianie martwią się tylko, żeby ich kapłani byli przy nich, a nie zostali zabrani do pobliskiego Iwieńca, gdzie odradza się do życia wspaniała świątynia franciszkańska. Jeszcze jedną ciekawostką wsi jest to, że w tym kościele był ochrzczony Wiaczesław (Mieczysław) Kiebicz, były premier Białorusi.

Jesteśmy już w Puszczy. Droga cały czas biegnie lasem. Mijamy kilka niedużych wsi i wjeżdżamy do Iwieńca, położonego nad rzeką Wołmą. Miasteczko jest znane z 14 stulecia. Należało najpierw do Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda, następnie nim władali Sołohuby. Pierwszy kościół został wybudowany w 1606 r. Kościół i klasztor franciszkanów został założony w 1702 r. przez stolnika mińskiego Wańkowicza. Za czasów okupacji sowieckiej i niemieckiej w podziemiach kościoła katowano i rozstrzeliwano ludzi. Po wojnie budynek został przekształcony na filię mińskich zakładów ciągników. Do dnia dzisiejszego wierni nie mogą zwalczyć oleje występujące na fundamentach i murach. W budynkach klasztornych trwa remont. Ksiądz proboszcz z dumą pokazywał odbudowany budynek, w którym zostało wykonać prace wykończeniowe.

Drugi kościół, tzw. czerwony, wybudowano na początku XX wieku w tak popularnym wówczas stylu neogotyckim. Wnętrze kościoła (w kościele mieściła się filia Biblioteki Narodowej) zachowały się w dobrym stanie. Tra­fiamy na mszę św. Świątynia jest wypełniona wier­nymi, sporo dzieci i młodzieży. Liturgia w języ­ku polskim. W odróżnieniu od ziemi lidzkiej do mszy służą starsi panowie. Obok kościoła, krzyż wystawiony przez Straż Mogił Polskich z Wro­cławia, poświęcony pamięci żołnierzy AK, któ­rzy 19 czerwca 1943 r. pod dowództwem ppor. Wa­lentego Parchimowicza i ppor. Kaspra Miłaszewskiego w walkach z Niemcami zdobyli Iwieniec i od tej chwili przeszli do służby leśnej ("Białoruska Encyklopedia Historyczna" twierdzi, że to zrobili czerwoni partyzanci). Warto zaznaczyć, iż w przygotowaniu akcji brali udział brat Feliksa Dzierżyńskiego Kazimierz z żoną, wkrótce po tym zostali zamordowani przez Niemców. Opuszczając Iwieniec przejeżdżamy obok budującej się w centrum miasteczka, tuż przy pomniku poległym w ostatniej wojnie, cerkwi. Nie sposób zauważyć, iż żyjemy w państwie popierającym chętniej bu­dowę świątyń prawosławnych niż katolickich.

Za Iwieńcem krajobraz trochę się zmienia - połacie lasów są przemieszane polami, jedziemy w kierunku dawnych rubieży Wielkiego Księstwa Litewskiego, do Rubieżewicz. Miasteczko, znane z 12 wieku, z czasem i poszerzeniem się granic na wschód i południe straciło swe znaczenie obronne. Nic już nie mówi o wspaniałej przeszłości mieszkańców. Natomiast uraził nas swoją wspaniałością kościół, prawdziwa puszczańska perełka. Został wybudowany w 1911 roku dzięki zaparciu i poświęceniu mieszkańca miasteczka Antoniego Tura. Przy murach kościelnych stoi kamień z napisem, że w tym miejscu zostanie wybudowany kościół i datą - 1866 rok. Trzykrotnie chodził Antoni do Petersburga z prośbą o pozwolenie na budowę świątyni. Za zbieranie po wsiach podpisów pod prośbą został zesłany z całą rodziną na Sybir. Jednak to nie złamało go. Po powrocie z zesłania w 1903 roku przyniósł pozwolenie od cara z warunkiem, że kościół będzie dużych rozmiarów i zostanie wybudowany w ciągu trzech lat. Według danych z 1919 roku ludność katolicka stanowiła tu około 90-95 % mieszkańców.

Do budowy kościoła wielce przyczyniła się okoliczna drobna szlachta zaściankowa, a wśród nich Wołosewicze, mieszkające w folwarku Nieszota (w 1949 r. przemianowany na Ruczyn). Tu w 1857 r. urodziła się Benigda, przyszła matka Janki Kupały, która w 1879 roku porwała więzi rodzinne, gdy w brew woli rodziców wyszła za mąż za Dominika Łucewicza. Pierwszym jej synem był Jaś, przyszły poeta. Matka Jasia przekazała cudami słynący obraz Matki Bożej Ostrobramskiej proboszczowi tego kościoła Aleksandrowi Abramowiczowi, podpisującemu swe utwory Andrej Ziaziula. Prawdopodobnie, że obraz ten był przechowywany przez babcię Jasia Katarzynę. Po wojnie Wołosewicze wyjechali do Polski, od majątku pozostały tylko lipy.

Dojeżdżamy do Derewna. Tu znajduje się jedna z najstarszych w regionie parafii, która niedawno obchodziła 400-lecie. Dzięki postawie ludno­ści istniała w czasach bolszewickich. Podczas blokady puszczy Niemcy rozstrzelali tu probosz­cza ks. Pawła Dołżyka. Na wygonie derewieńskim 11 XI 1943 r. odbyły się obchody Dnia Niepodległości zorganizowanego przez Komen­dę Obwodu AK Stołpce. Z parafii derewieńskiej pochodzi biskup pomocniczy diecezji grodzieńskiej ks. Antoni Dziemianko.

Wśród przetrzebionych lasów puszczańskich mijamy Niwno, Nesterowicze i wjeżdżamy do Nalibok, stolicy Puszczy Nalibockiej. Zwiedza­my kościół pw. Wniebowzięcia NMP, założony przed 1447 r., odbudowany ok. 1600 r. przez Olbrachta Stanisława Radziwiłła. Po zawierusze wojennej odbudowany niedaw­no, wysiłkiem parafian przy pomocy naliboczan rozrzuconych po całym świecie. Czuje się tu powiew historii. Miejscowość jest znana nie tylko z wspaniałych wielkoksiążęcych, a później królewskich i radziwiłłowskich łowów, lecz chyba w pierwszej kolejności ze słynnej huty szkła założonej przez Annę z Sanguszków Radziwiłłową. "Panie kochanku" sprezentował piękny kryształowy serwis miejscowej produkcji dla króla Augusta Stanisława Poniatowskiego, wspomniany w liście królewskim.

Składamy wieniec na cmentarzu przy pomniku pamięci ofiar rosyjskich i niemiec­kich. 8 maja 1943 roku partyzantka sowiecka napadła na Naliboki i zamordowała 127 mieszkańców, szczególnym okrucieństwem wyróżnił się wówczas oddział żydowski pod dowództwem Tobiasza Bielskiego. Lecz mimo mordów, prześladowań ludność zachowała język ojczysty, co szczególnie rzuca się w oczy na tej wysepce w żywiole białoruskim.

Słońce już się chyliło ku zachodowi ale nie mogliśmy ominąć słynnego jeź. Kromań, gdzie znajdował się obóz oddziałów AK, które party­zanci rosyjscy l XI 1943 r. podstępnie chcieli rozbroić. Moczymy nogi w ciepłej wodzie, nie­którzy zażywają kąpieli.

Do widzenia Puszcza Nalibocka. Jeszcze tu wrócimy.

Aleksander Kołyszko

 

Ojciec Achilles Józef Puchała (1911-1943). Pochodził ze wsi Kosina koło Łańcuta. W ro­ku 1924 wstąpił do ma­łego seminarium ojców franciszkanów we Lwowie. Trzy lata póź­niej został przyjęty do zakonu francisz­kańskiego, a w roku 1936 przyjął świę­cenia kapłańskie. Jako kapłan pracował w Grodnie oraz w Iwieńcu, koło Mińska Białoruskiego, gdzie go zastała II wojna światowa. Na początku 1940 roku ojciec Achilles z polecenia władz kościelnych objął wakującą funkcję proboszcza w pobliskich Pierszajach. 19 lipca 1943 ro­ku podczas pacyfikacji wsi przez hitle­rowców, wraz z ojcem Hermanem Stęp­niem dobrowolnie przyłączył się do aresztowanych parafian, aby towarzy­szyć im w ostatnich chwilach życia. Hit­lerowcy zamordowali bestialsko obu kapłanów, a mieszkańcom Pierszaj da­rowano życie, zamieniając wyrok śmier­ci na wywóz na roboty.

Ojciec Herman Karol Stępień (1910-1943). Pochodził z Łodzi z pa­rafii Podwyższenia Świętego Krzyża. W ro­ku 1926 rozpoczął na­ukę w małym semina­rium ojców franciszka­nów we Lwowie. Trzy lata później wstąpił do zakonu franciszkańskiego. Był człowiekiem wybitnie zdolnym. Studia odbywał między innymi na Pa­pieskim Wydziale Teologicznym Święte­go Bonawentury w Rzymie oraz na Wy­dziale Teologicznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1937. Jako kap­łan pracował w Radomsku, Wilnie, Iwieńcu i Pierszajach. 19 lipca 1943 ro­ku podczas pacyfikacji wsi przez hitlerowców wraz z ojcem Achillesem Puchałą dobrowolnie przyłączył się do aresztowanych parafian, aby towarzy­szyć im w ostatnich chwilach życia. Hitlerowcy zamordowali bestialsko obu kapłanów, a mieszkańcom Pierszaj darowano życie, zamieniając wyrok śmierci na wywóz na roboty.

 

 

Krótka pamięć

 

Tuż za wsią Bielskie na skraju lasu znajduje się stary zapomniany wiejski cmentarz katolicki. Dookoła cmentarza spod mchu i trawy zarysowuje się ogrodzenie zrobione z luźno ułożonych polnych kamieni. Po prawej stronie od wejścia widnieje płaski kamienny głaz porosły mchem. Po oczyszczeniu ze mchu da się odczytać napis: "Tu zrobiona pamiontka obmurowany mogiłki w 1874 roku mesą. pazdernika dnia 20". Napis zawiera wiele błędów, lecz gdzie ci ludzie mieli nauczyć się poprawnej polszczyzny skoro władze carskiej Rosji surowo zabraniali w tym czasie nauki w języku ojczystym. Więc pisali tak, jak ich nauczyli rodzice i dziadkowie. Na całym cmentarzu zachował się jedyny kamienny pomnik ś. p. Wincentemu Juncewiczowi, zmarłym w listopadzie 1899 r. w wieku 70 lat. Widnieje również kilka dołów po ekshumacji pogrzebanych. Na jednej z sosen zawieszono tabliczkę, zrobioną na pewno w Polsce po niejakim Paprockim, zmarłym w 1944 r. Możliwie, że to jest akowiec, którego Niemcy zastrzelili na szosie około Ostrowli, a koledzy broni pogrzebali go na tym cmentarzyku.

Cmentarz ten został zamknięty w 1936 roku po zbudowaniu kościoła na Słobudce, a zmarłych zaczęto grzebać w Ostrowli. Obok przechodził człowiek po sześćdziesiątce rodem z Bielskich. Spytałem go o tym cmentarzu. Powiedział, że jego rodzice są tu pogrzebani. Na moje pytanie, gdzie są ich groby, tylko machnął ręką i powiedział, że drewniane krzyże dawno zgniły, a groby zrównały się z ziemią i poszedł spokojnie dalej w kierunku Lidy.

St. Uszakiewicz

 

 

Wiejskie krzyże

 

Ciekawej konstrukcji są ustawione dwa krzyże we wsi Biernucie ( 6 km od Lidy). Jeden stoi w końcu wsi z zachodniej stronie (foto 1), a drugi niemal po środku w kierunku wschodnim (foto 2). Mieszkańcy twierdzą, że gdy go stawiano był tu koniec wsi. Kiedy i przez kogo zostali postawione te krzyże nikt ze starszych mieszkańców nic nie może powiedzieć. Twierdzą, że to zrobiono bardzo dawno, za czasów ich dziadów lub jeszcze dalszych pokoleń. Mieszkaniec sąsiedniej wsi Bielewicze, położonej 200 m od Biernuć 97-letni Bronisław Bieszteń twierdzi, że jego rodzice również nie wiedzieli ani daty wystawienia tych krzyży, ani autora. Ustne przekazy twierdzą, że krzyże zostały wystawione przez bardzo dalekich przodków tej wsi jako dziękczynne wota Bogu za błogosławieństwa w omijaniu wsi przez pożary i różne choroby zakaźne, które w tamte dalekie czasy wyniszczały zarówno zabudowania, jak i całą ludność. Konstrukcja krzyży składa się z trzech części: dolnej - fundamentu z polnego głazu zakopanego ziemię, cokołu z grubo ociosanego polnego kamienia, z trzema krzyżami na fasadzie, większy pośrodku i dwa mniejsze po bokach. Wieńczyły cokoły krzyże z żeliwa z figurką Chrystusa, co dobrze widać na f. 1. Na wschodnim, krzyżu podczas sowieckiej ateizacji ktoś złamał krzyż z żeliwa, więc mieszkańcy wsi ustanowili na jego miejscu żelbetonowy.

Niewiadome jak długo jeszcze przetrwa ta wieś, pomimo że znajduje się obok miasta, mieszkańcy to w większości starsze ludzie. Niech Bóg wciąż błogosławi tej wsi aby zachowała jak najdłuższy żywot.

Stanisław Uszakiewicz