Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Rzymskie święto Nowogródzian

 

5 marca Ojciec Święty beatyfikował 11 Sióstr Nazaretanek, które ofiarowały swe życie za 120 zakładników i zostały rozstrzelane 1 sierpnia 1943 r. w podnowogródzkim lesie. W uroczystościach uczestniczyła pielgrzymka Grodzieńskiej diecezji.

  28 lutego. Rześki poranek. Msza święta dla wszystkich uczestników pielgrzymki dobiega końca. Przyjmujemy błogosławieństwo od naszego biskupa. Czy to posadzka taka zimna, czy to błogosławieństwo takie gorące? W ogólnej atmosferze daje się odczuć podniecenie, lekką trwogę i radość. Przyglądam się twarzom ludzi. Wkrótce wyruszymy do Stolicy Piotrowej. Opatrzność Boża sprawiła, że i ja znalazłam się wśród nich. Mamy być świadkami i uczestnikami wielkiej uroczystości - beatyfikacji 11 sióstr nazaretanek, męczenniczek z Nowogródka. Wielka to radość dla wszystkich wiernych grodzieńszczyzny od Pana otrzymać 11 orędowniczek.

Przekraczamy białorusko-polską granicę i przez Zambrów, Warszawę docieramy do pierwszego punktu naszej pielgrzymki - Niepokalanowa. Zwiedzamy Bazylikę, muzeum św. Maksymiliana, modlimy się u stóp Niepokalanej, bo matczynej opieki nigdy nie ma za dużo. Gorąca herbata, którą proponuje gospodarz Niepokalanowa rozgrzewa nas przed celem dnia dzisiejszego - Częstochową.

29 lutego. 5.00 rano. Wszyscy pielgrzymi spotykają się u Pani Jasnogórskiej na Mszy świętej, którą poprzedzają odśpiewane Godzinki i odsłonięcie Cudownego Obrazu. W oczach wielu naszych ludzi widzę łzy, ale na pewno każdy z nas przeżywa widok Czarnej Madonny na swój sposób. Kogo zobaczyłam ja? Nie miałam ani cienia wątpliwości: stałam przed Hetmanką narodu polskiego. To uczucie potęgowały dźwięki trąb i litaurów. Razem czy osobno toczymy walkę z niewidzialnym, ale potężnym wrogiem. I tylko takie dowództwo może gwarantować nam nie tylko przewagę, ale i zwycięstwo. Te rozważania nie opuszczały mnie w ciągu następnych kilku godzin, podczas których zwiedzaliśmy Jasną Górę.

Częstochowa pożegnała nas zimnym wiatrem. Przed nami była długa droga i trzy granice do przekroczenia: czeska, austriacka i włoska. Z Bożą pomocą przez wszystkie kontrole graniczne przebrnęliśmy bez żadnych przeszkód. Z ciekawością przyglądaliśmy się obcym krajobrazom migającym za oknem autokaru. Powoli zapada zmrok. Zanim wszystkich zmorzył sen towarzyszący nam, ksiądz Jarosław, zaproponował nam wspólną modlitwę. Tę noc spędziliśmy w drodze.

1 marca. Jesteśmy już we Włoszech! I trochę rozczarowani - gdzie słońce, gdzie ciepło!? Ale niestrudzony ks. Jarosław nie pozwała nam pogrążyć się w smutne rozważania i zaczyna ciekawie opowiadać o regionie i mieście, do którego wjeżdżamy. A jest to przecież Wenecja! Bajeczne karnawałowe miasto. Najpierw jedziemy wodnym tramwajem, potem idziemy nabrzeżem. Wychodzimy na plac św. Marka. Pierwsza Msza święta we Włoszech ma być odprawiana tu, w Jego Bazylice, w krypcie, tuż przy grobie Ewangelisty. A do tego, w liturgii słowa czytanie z Ewangelii św. Marka. To wszystko napawa obecnych niezwyczajnym uczuciem. Odczułam różnicę między bogatymi turystami, których sprowadza tu ciekawość, a nami, którzy znaleźliśmy się tu z łaski Bożej. To uczucie będzie towarzyszyło nam w ciągu całego naszego pielgrzymowania.

Wszędzie na ulicy widać pozostałości po karnawału: confetti, serpentyny. W powietrzu unosi się zapach smażonej ryby i kawy. Mijają nas barwne postacie uczestników karnawału, które chętnie, jeśli je o to poprosić, zgadzają się pozować do zdjęć. Wenecka przygoda dobiega końca i nasze autokary już wiozą nas do Ankony. Dotarliśmy tam późnym wieczorem. Ciemność i ulewa sprawiły, że trochę pobłądziliśmy. Spotyka nas tu gorące powitanie. Tę burzę emocji wywołał ks. Jarosław Hrynaszkiewicz, który przez osiem lat pracował w tutejszej parafii.

Gospodarze przygotowali nam kolację, po której parafianie zabierali nas do swoich domów. Ja trafiłam do bardzo sympatycznego młodego małżeństwa Simony i Giovanniego. Już tego samego wieczoru przy herbatce rozmawialiśmy o ... wszystkim. Ale w końcu trzeba było pomyśleć o odpoczynku. Jutro na nas czeka Loretto.

2 marca. Loretto - nieduże miasteczko, położone na wybrzeżu Andriatyckim przyciąga nie tylko tłumy pielgrzymów z całego świata, ale także licznych turystów. Tu, w Bazylice Matki Bożej Loretańskiej, w tzw. sali skarbca, nasi kapłani odprawili Mszę św. Z bijącym sercem klęczałam ze wszystkimi w Domku Nazaretańskim. Tu zostawiliśmy swoje liczne prośby i dziękczynienia. Jest w Loretto jeszcze jedno miejsce drogie sercu każdego Polaka - cmentarz żołnierzy generała Andersa. Krzyże, polskie flagi, wizerunki Matki Bożej Ostrobramskiej, wieńce i znicze... Dołączamy swoje, przywiezione ze sławnej ziemi Nowogródzkiej. Przemawiający kapłani nie kryją wzruszenia. Wszyscy razem modlimy się za dusze naszych sławnych ziomków. Później chodzimy po cmentarzu, szukamy znajomych nazwisk, modlimy się... W Loretto także są angielski i francuski cmentarz, lecz tylko Polaków spotkał taki zaszczyt, że zostali pogrzebani przy samej Bazylice. W ten sposób mieszkańcy uczcili pamięć żołnierzy, którzy uratowali Bazylikę podczas jednego z bombardowań. Gaude Mater Polonia!...

Powróciliśmy do Ankony na wspólną z gospodarzami Mszę św. Modliliśmy się po polsku i włosku. To było niecodzienne przeżycie prawdy o naszym Kościele Powszechnym.

3 marca. ... Piątkowy poranek. Dzień zapowiada się ciepły i słoneczny. Żegnamy Ankonę, tych wspaniałych ludzi, którzy nas gościli. W oczach wielu widać łzy...

Szlak pielgrzymi prowadzi nas dalej, do Asyżu. Po Mszy św. w jednej z bocznych kaplic Bazyliki św. Franciszka jeden z braci franciszkanów oprowadza nas po bazylice. Zaglądamy do salki, która stanowi swoiste muzeum świętego. Połatany habit, chusty, róg podarowany przez sułtana... Schodzimy do podziemia, by w ciszy pomodlić się przy grobie św. Franciszka. Powietrze jest przepojone ciszą, modlitwą i zapachem lilii. Mamy jeszcze pół godziny na spacer krętymi uliczkami Asyżu.

Zostawiamy tą błogosławioną ziemię i późnym wieczorem docieramy do miejsc noclegu w Rzymie. Moja grupa znalazła się w spartańskich warunkach zamieszkania. Ale cóż to znaczy kiedy plac i Bazylika św. Piotra są obok.

4 marca. Sobota została przeznaczona na zwiedzanie Rzymu. Ale nie był to dzień zwyczajny - 4 marca dzień św. Kazimierza, patrona naszej diecezji. W tym dniu spotkaliśmy się z naszymi biskupami, którzy przewodniczyli Mszy św. odprawionej w kościele św. Alfonsa. Modliliśmy się za naszą diecezję, za naszych bliskich, za swoje rodziny zostawione w domu. Ks. biskup Aleksander nie zapomniał również o solenizantach, znajdujących się wśród nas. Pośredniczyła we wszystkich tych modlitwach Matka Boża Nieustającej Pomocy, której to oryginalny obraz od wieków doznaje czci w tym kościele. Umocnieni współudziałem w uczcie Eucharystycznej, ufni mocy wstawiennictwa naszego Patrona, św. Kazimierza, i MB Nieustającej Pomocy wyruszyliśmy odkrywać dla siebie cud, któremu na imię - Rzym. Ze szczególnym wzruszeniem czekaliśmy na zwiedzanie czterech Bazylik Jubileuszowych. W tym dniu przekroczyliśmy trzy Santa Porta (Święte Bramy): św. Piotra, Matki Bożej Większej, św. Jana na Lateranie. Nie sposób opisać piękna, jakie zobaczyłam w tych świątyniach. Arcydzieła sztuki uświęcają się tu, służąc Najwyższemu, a Stwórca w dziełach rąk ludzkich ukazuje nam odrobinę boskiego piękna i majestatu. Place, fontanny, pomniki, kościoły. Utrwalamy to wszystko na kliszy fotograficznej i w sercu.

Niedziela, 5 marca. Musimy wstać bardzo wcześnie, już o godzinie 7 mamy być na placu św. Piotra. Pogoda dopisuje nam i tego dnia. W drodze spotykamy barwne grupy pielgrzymów z tych krajów, z których pochodzą błogosławieni dzisiejszego dnia. Stopniowo sektory wypełniają się ludźmi. Zbliża się czas rozpoczęcia uroczystości. Dokładnie o 10.00 cały plac jakby eksplodował okrzykami radości i oklaskami. W powietrzu zatrzepotały niezliczone kolorowe chorągiewki i chusty. Tak oto był witany Piotr naszych czasów, Jan Paweł II. Sam przebieg uroczystości nie różni się być może od poprzednich podobnych aktów. Tyle ich widział San Pietro za tego pontyfikatu. Ale czy może być za dużo świętych i błogosławionych, czy może być za dużo wiary i ofiary miłości w świecie zalewanym nienawiścią? Dlatego każda taka uroczystość jest niepowtarzalna, jest świętem Nieba i Ziemi. My, uczestnicy Mszy św. beatyfikacyjnej, stajemy się świadkami cudu - zapalenia się nowych gwiazd na firmamencie Kościoła Powszechnego. Właśnie tej powszechności doznajemy w czasie tej beatyfikacji. Razem z przedstawicielami innych narodów i kultur złączyliśmy się we wspólnej modlitwie, która rozbrzmiewała w różnych językach. W tej wielojęzycznej modlitwie dziękujemy Bogu za dar naszych błogosławionych. Jednocześnie uświadamiamy sobie, że nasze siostry nazaretanki, męczenniczki z Nowogródka, nie należą już wyłącznie do nas, a stały się tu skarbem całego kościoła.

Po Mszy św. Papież pozdrawia pielgrzymów z różnych krajów. Słyszymy słowa i pod naszym adresem. Naszą odpowiedzią jest śpiew lubianej przez Ojca Świętego "Barki". Nawiązując do tekstu piosenki Papież żartobliwie dodaje: "Chyba na brzegu Świtezi?" Nasza radość dosłownie nie ma granic...

Jeszcze nie ucichły w naszych sercach emocje, a już ponownie idziemy ulicami miasta, gdzie czas jest namacalny, gdzie każdy skrawek ziemi pulsuje żywą historią.

Wieczorem czeka na nas ogromna niespodzianka - audiencja u Papieża. Wracamy do San Pietro. Kierujemy się do Watykanu, wprost do sali Klementyńskiej. Witamy Papieża śpiewem, otaczamy Jego tron półkolem. Jest tak blisko! Na wyciągnięcie ręki! Ale dlaczego nie mogę długo patrzeć na Niego? Ta jasność, to oświetlenie. Co roztacza wokół siebie ten człowiek? Na pewno to światło Chrystusa, bo inaczej świat nie byłby podzielony na gorąco kochających i zionących nienawiścią! Tak krótko i jednocześnie długo trwało te spotkanie. Już musimy opuszczać salę...

... Ostatnia noc w Rzymie. Teraz dopiero uświadamiam sobie, że wkrótce będę musiała opuścić to miasto. Ale to dopiero jutro...

Poniedziałek, 6 marca. Ostatni dzień we Włoszech. W Bazylice św. Piotra zostaje odprawiona Msza św. dziękczynna, której przewodniczy ksiądz kardynał Edmund Szoka. Po Mszy mamy jeszcze czas by zejść do katakumb, gdzie znajduje się grób św. Piotra Apostoła. Klękamy, modlimy się w ciszy. Czas wracać. Na placu św. Piotra czeka na nas przyjemne nieoficjalne spotkanie z tymi, co zrobili, by ta pielgrzymka doszła do celu - ks. kardynał F. Macharski, ks. abp. Crescenzo Sepe, sekretarz Watykańskiego Komitetu Jubileuszowego i jeden z patrycjuszy rzymskich.

O godzinie 17 opuszczamy Wieczne Miasto, by zdążyć przed zmierzchem zwiedzić ostatnią Bazylikę Jubileuszową - św. Pawła za Murami.

Żegnaj, Stolico Święta! Żegnaj Roma! Czeka na nas trudna, półtorodobowa droga powrotna, w czasie której jeszcze pozostaniemy wspaniałą wspólnotą. Będziemy modlić się, śpiewać, a w chwilach ciszy każdy z osobna będzie wspominać i rozważać, co przeżył na tym pielgrzymim szlaku. Wrócimy do domu niby ci sami, a jednak inni. Przemienieni, wzbogaceni duchowo na tyle, na ile będziemy mogli wpłynąć dzisiaj na otaczającą nas rzeczywistość. Co więcej, współdziałać z naszymi siostrami męczenniczkami z Nowogródka, razem ze św. Franciszkiem z Asyżu, razem z Matką Bożą z Loretto. Dzisiaj, teraz budować nie mityczną "świetlaną przyszłość", lecz realne Królestwo Boże.

Lilia Tumilewicz