Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Spoczął w swojej parafii

Dnia 12 maja b.r. w godzinach popołudniowych przed kaplicą katolicką w Juraciszskach (rejon Iwjewski) licznie zebrali się parafianie. Przyczyną tak niezwykłego zgromadzenia stało się przeniesienie prochów Antoniego Twarowskiego księdza-męczennika, pierwszego proboszcza tej parafii oraz tamtejszego kleryka Marczyka. Kaplica mieści niewiele ludzi, dlatego, aby wszyscy przybyli na uroczystość mogli wziąć w niej udział, w sadzie umieszczono prowizoryczny ołtarz oparty na cokole, o ironio, na którym swego czasu stał pomnik największego zbrodniarza XX wieku, "ojca narodów," Iosifa Stalina. Pamiętam jak my, uczniowie Juraciszskiej szkoły, w 1953 roku w dzień jego pogrzebu musieliśmy pod przymusem oddawać mu po raz ostatni hołd.

Na uroczystość przybyli ks. Biskup Kazimierz Nowosielec z diecezji Pińskiej oraz księża z sąsiednich parafii dziekanatu Iwjewskiego.

O godzinie 18 uroczysta procesja z ks. Biskupem, Mariuszem Iljaszewiczem proboszczem Łazduńskiej parafii (obsługuje również parafię Juraciszską i był organizatorem tej uroczystości), z przybyłymi księżmi i klerykami, z licznie zgromadzonym ludem wiernych i z prochami męczenników wyruszyła z kaplicy i po przejściu przyległymi ulicami dookoła byłej szkoły, przyszła do prowizorycznego ołtarza. Tu ustawiono urnę z prochami męczenników i pomnik, który ma stanąć na ich grobie. Mszę Świętą celebrował ks. Biskup z przybyłymi księżmi. W słowie Bożym wskazał jak nieszczęśliwi są ci ludzie i państwa, w których wyrzekają się Boga, bo tam zanika miłość bliźniego, zaczyna się szerzyć nienawiść i mordy. Świadectwem tego są znajdujące się przed ołtarzem prochy pomordowanych księży Juraciszskiej parafii.

Po uroczystym nabożeństwie procesja ruszyła ulicami miasteczka na cmentarz, gdzie zostały złożone na wieczny spoczynek prochy męczenników. Na cmentarzu przed grobem męczenników miejscowy krajoznawca, Walenty Wróblewski, w krótkich słowach wspomniał o swym proboszczu, jakim Go zapamiętał, gdy zdawał egzaminy z katechezy. Z jego rąk po raz pierwszy przyjął Ciało Chrystusa. Wspomniał również, że to właśnie Antoni Twarowski wyświęcił ten cmentarz, a na nim, jako pierwszego, pogrzebał własnym kosztem biednego wiejskiego pastuszka. Teraz sam powrócił do swojej parafii, by po 61 latach spocząć wśród swych parafian.

Ksiądz Antoni Twarowski urodził się w 1908 r. Ukończył Seminarium Duchowne w Wilnie. Świę­cenia kapłańskie przyjął w 1929 r. Od 1932 r. był pierwszym proboszczem Juraciszskiej parafii. W ciągu trzech lat zbudował w niej drewniany kościół i plebanię, która przetrwała do dziś. Kościół, za czasów komunizmu spotkał smutny los: początkowo go zamknięto, przerobiono na klub, potem rozebrano i przerobiono na dom kultury, po którym nie zostało i śladu.

Napis na pomniku głosi: "Męczennicy Juraciszskiej parafii ks. proboszcz Antoni Twarowski zabity 19.9.1939 r.; i kleryk Marczyk (imię nie zostało ustalone) zabity 19.9.1939 r. Wdzięczni parafianie z Juraciszek. Dnia 12.5.2000 r. Pokój ich duszom."

Co do daty śmierci mogą być kilkudniowe rozbieżności, gdyż po tylu latach pamięć ludzka zawodzi.

Ta bolesna historia miała następujący przebieg. Ks. Antoni Twarowski był zmobilizowany jako kapelan w wojnie obronnej Polski we wrześniu 1939 roku. Po zakończeniu działań wojennych razem z klerykiem Marczykiem wracał do swej parafii. Koło wsi Kniazikowcy, (niektórzy twierdzą, że w zaroślach krzewów koło cerkwi) bolszewiccy bojówkarze z miejscowej ludności zatrzymywali podejrzanych, jadących po szosie ludzi, według nich - podejrzanych. Tak stało się z księżmi. Powóz, którym oni jechali, zatrzymali i odprowadzili do wsi, a księży podprowadzili pod Ściganie, zamordowali i odeszli, lecz po krótkim czasie powrócili i zrewidowali im kieszenie. Miejscowa ludność obserwowała to zajście i, gdy rozpoznała, że zamordowani to księża, niezwłocznie zawiadomili księdza w Lipniszkach. Na jego polecenie ciała ofiar zostały przewiezione i pogrzebane na tamtejszym cmentarzu. Członkowie grupy bolszewickich bojówkarzy wkrótce po tym zajściu zjawili się w nocy również przed mieszkaniem miejscowego prawosławnego księdza, podstępem wywołali go na podwórko, znieważyli (zaprzęgli w pług i orali), a następnie zamordowali.

W 1941 roku, ludność Kniazikowców rozpoznała niemieckiego szpiega i zawiadomiła strażników sowieckich ochraniających kolejowy most na rzece Żyżma. Został schwytany i rozstrzelany, lecz było ich dwóch i ten drugi schowawszy się gdzieś w krzakach wszystko to obserwował. Po wkroczeniu niemieckich oddziałów we wsi zjawili się żołnierze i zarządzili zbiórkę wszystkich mężczyzn, a następnie wybrano co trzeciego i rozstrzelano za wsią, gdzie dziś na ich grobie jest ustawiony pomnik. Wśród zamordowanych większość niewinni ludzie, niektórzy twierdzą, że była to Boża kara.

Stanisław Uszakiewicz