Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Miejsce zwycięstwa

". i włócznią przebito mu bok."

 

Po długich oczekiwaniach, po częstych zmianach terminu i w zasadzie prawie co do ostatniego dnia nie znanym czasie poświęcenia polskiego cmentarza w Katyniu, wyprawiamy się na tę wyjątkową uroczystość. Tuż przed wyjazdem nieoczekiwanie coś zatrwożyło się w głębi duszy. Może dlatego, że był to wyjazd na Wschód - kierunek przeciwny do tego w który zwykło się jeździć. Miejsce przez długi czas ukryte w mroku komunistycznego systemu, wśród smoleńskich lasów, miejsce gdzie katowano ludzi - KATYŃ. Jeden z prawosławnych duchownych powiedział następnego dnia o mieście, obok którego znajduje się las katyński: <Ńěîëĺíńę - ýňî âîđîňŕ â Đîńńčţ>.

Tuż po północy odjeżdżamy, by ofiarowując naszą podróż i siebie samych Królowej Polski oraz prosząc o wstawiennictwo Męczenników, przekroczyć o świcie granicę białorusko-rosyjską, oznakowaną skrzyżowanymi, w tak zwanym , sztandarami: trój kolorowym rosyjskim i czerwono-zielonym białoruskim.

Wkraczamy do Rosji. Po długiej podróży nieoczekiwanie, w lesie napotykamy masę Wojska Polskiego, harcerzy i przedstawicieli Rodzin Katyńskich. Rogatywki, karabiny, polskie sztandary, polska mowa. To tak zaskakujące w tym miejscu.

Nasza 32 osobowa grupa pielgrzymów jest na docelowym miejscu swojej wędrówki - na rozbudowanym cmentarzu - polskiej nekropolii. Dziwi niepotrzebnie wyolbrzymiona ilość milicji rosyjskiej otaczającej jej ogrodzenia. Idąc napotykamy duży drewniany krzyż prawosławny z umieszczonym na nim ryngrafem z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej i stojących przy nim na warcie honorowej dwóch żołnierzy rosyjskich. To jest miejsce pochówku obywateli rosyjskich zamordowanych również przez NKWD. Dalej - cmentarz Polaków. Obchodzimy w ciszy to święte miejsce - miejsce spoczynku 4,5 tyś. jeńców - ziemię zroszoną krwią 4,5 tyś. oficerów i żołnierzy polskich. 60-letnia odległość czasowa od popełnionej zbrodni wydaje się tu być dniem wczorajszym. Czas wraz z krzykiem ofiar jak by się zatrzymał wśród szumu sosen.

Do oficjalnego rozpoczęcia uroczystości pozostawało jeszcze trzy godziny, które staraliśmy wykorzystać jak można najpełniej, by głębiej przeżyć łaskę i wyzwanie obecnej chwili. Znicze, kwiaty, poczty sztandarowe, zdjęcia zaginionych, modlitwa i rozmowy z przybyłymi tu ludźmi. Z Polski przyjechało ponad tysiąc osób, z których 600 - z Rodzin Katyńskich. Jak powiedziała pewna pani z wyżej wspomnianych Rodzin: . Przedstawicielstwo Polaków z państw byłego Związku Radzieckiego również nie było zbyt liczne biorąc pod uwagę rangę wydarzenia. Moją uwagę przyciągnął wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej wyhaftowany na harcerskim sztandarze złotymi nićmi. Należał on do członków sześcioosobowej pielgrzymki rowerowej (ponad 600 km ) z Wilna. "Byłoby nas tu na dużo więcej - mówił o swoich harcerzach ks. Stańczyk - lecz bardzo drogie wizy z Litwy do Rosji to uniemożliwiły". Był też autokar ZPB - zbiorowa pielgrzymka z Grodna, Szczuczyna, Lidy, Mińska i Mohylowa. To wszystko, nie licząc wspólnoty "Dom Polski" ze Smoleńska. Prezes tej Wspólnoty, pani Stefania Afanasjewa, narzekała, że nie mogli u władz miejskich załatwić autokaru na ten wyjazd i tylko interwencja pewnego polskiego generała w ostatniej chwili tę sprawę pozytywnie rozstrzygnęła. Wielu pragnących nie mogło pojechać również z Lidy ze względu na dzień roboczy.
W uroczystości otwarcia cmentarza wzięli udział premier Polski Jerzy Buzek i wice-premier Rosji Wiktor Chrystienko. Mszę świętą celebrował prymas Polski kardynał Józef Glemp. Wspólnie modlili się również przedstawiciele wyznania prawosławnego, żydowskiego i muzułmańskiego.

Czesław-Piotr

 

 

Z historii zbrodni

 

Nad ranem 17 września 1939 roku, zgodnie z postanowieniami niemiecko-sowieckiego traktatu o nieagresji z 23 sierpnia i tajnego protokołu, w którym określono "granice sfer interesów" między oboma państwami, Robotniczo-Chłopska Czerwona Armia przekroczyła wschodnią granicę Rzeczypospolitej Polskiej. Sowieckie siły inwazyjne, liczące zrazu około pół miliona żołnierzy, przewyższyły stan miliona ludzi na początku października w korpusach piechoty i kawa­lerii i wspierane były jednostkami pancernymi, lotnictwem i artylerią.

W przededniu sowieckiego uderzenia na obszarze na wschód od Wisły znajdowało się ponad 200 tysięcy żołnierzy i oficerów wycofujących się w trakcie walk z jed­nostkami niemieckimi w kierunku tzw. przedmościa ru­muńskiego. Mniej więcej drugie tyle żołnierzy znajdowało się w ośrodkach zapasowych armii, zlokalizowanych w województwach wschodnich. Te oddziały złożone z rezerwistów, tylko w części uzbrojone i umundurowane, nie były zdolne do stawienia poważnego oporu sowieckim jednostkom regularnym, tym bardziej, że dowództwo polskie wezwało nie stawiać oporu wojskom sowieckim. Część z tych ośrodków, ewakuowanych z Wileńszczyzny w kierunku południowo-wschodnim, znajdowała się jeszcze w drodze, w transportach kolejowych. Lotnictwo było unieruchomione na ziemi z powodu braku paliwa i części zapasowych, artylerii nie było prawie wcale.

Jednak w niektórych miejscach te słabe siły polskie bohatersko przeciwsta­wiały się wrogowi, tocząc liczne walki i potyczki, w więk­szości krótkotrwałe. Ostatnie większe bitwy polsko-sowieckie trwały jeszcze 30 września i 1 listopada. W tych nierównych walkach siły polskie zadały agresorom spore straty, obliczane na około 2,5 - 3 tysięcy poległych i około 6 -7 tysięcy rannych. Po stronie polskiej zginęło około 2,5-3 tysięcy żołnierzy i osób cywilnych (w części zamordowanych przez grasujące bandy ukraińskie i białoruskie), około 20 tysięcy było rannych i uznanych za zaginionych. Do niewoli dostało się około 240 - 250 tysięcy żołnierzy, w tym około 10 tysięcy oficerów. Początkowo rozmieszczono ich w kilkunastu obozach na zajętych obszarach i na przygranicznych terenach ZSRR, następnie, po wstępnej rejestracji i segregacji, żołnierzy odesłano do budowy dróg na Wołyniu oraz do kopalń i hut żelaza na południowej Ukrainie zaś oficerów przewieziono do kilku obozów rozdzielczych, gdzie oczekiwali dalszych decyzji.

Po kilku zmianach w systemie obozów, w październiku powstały trzy obozy o specjalnym znaczeniu: Kozielsk, Starobielsk i Ostaszków; podlegały one Ludowemu Komi­sariatowi Spraw Wewnętrznych (NKWD). W Kozielsku zgromadzono około 4,5 tysiąca oficerów, zwłaszcza młodszych, i podchorążych, w Starobielsku około 4 tysiące oficerów, w tym znaczną liczbę oficerów starszych, w Ostaszkowie około 6,5 tysiąca jeńców, głównie policjantów, a tak­że żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, żandarmów, sędziów wojskowych, też ziemian i kilkunastu księży - kapelanów wojskowych. Przebywali w nich pięć miesięcy i obchodzili święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy.

W marcu 1940 roku Ławrientij Beria, dyrektor Zarządu do spraw Jeńców Wojennych NKWD, skierował do Józefa Stalina wniosek, w którym propo­nował zastosować wobec nich karę śmierci. Motywy takiego rozstrzygnięcia sformułował następująco: "Wszyscy oni są zawziętymi wrogami władzy sowieckiej, pełnymi nienawiści do ustroju sowieckiego. Każdy z nich oczekuje oswobodzenia, by uzyskać możliwość aktywnego włączenia się w walkę przeciw władzy sowieckiej". Zatem tym powodem była patriotyczna postawa jeńców; pragnęli oni kontynuować walkę o niepodległość Polski i nie ukrywali tego wobec przesłuchujących ich oficerów śledczych NKWD. Wobec takiej postawy ludzi, którzy byli przygotowani do objęcia w społeczeństwie ról przywódczych i kierowniczych, należało raz na zawsze wyeliminować.

Decyzja wymordowania jeńców zapadła 5 marca 1940 roku na posiedzeniu Biura Politycznego Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Na jej podstawie, w okresie od 3 kwietnia do 19 maja rozstrzelano 14.552 jeńców z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie: w lesie katyńskim 4421 osób, w siedzibie zarządu NKWD w Charkowie 3820 osób, w siedzibie zarządu obwodowego NKWD w Kalininie 6311 osób oraz 7305 osób przetrzymywanych dotychczas w więzieniach. Ta akcja eksterminacyjna objęła w sumie 21.857 osób. Uratowało się zaledwie 395 osób, wyselekcjonowanych z niewiadomych powodów, przewiezionych do innych obozów. Większość z nich odnalazła się potem w Armii Pol­skiej na Wschodzie, inni w Dywizji im. Tadeusza Kościusz­ki pod dowództwem gen. Zygmunta Berlinga.

Od tego czasu na przeciąg następnych trzech lat zapadła nad tą sprawą głucha cisza.

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941 roku i nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między rządami polskim i sowieckim 14 sierpnia, władze polskie rozpoczęły organizować w ZSRR armię polską. Jej dowódcą został mianowany gen. Władysław Anders, zwolniony z więzienia moskiewskiego. Do armii zaczęli przybywać Polacy z najróżniejszych łagrów na odległej Północy, ale nie zgłosił się nikt z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa, poza kilkudziesięcioma. Władze wojskowe zorganizowały misję poszukiwawczą, ale jej starania nie przyniosły rezultatów. Także rozmowy 4 grudnia premiera rządu i naczelnego wodza, gen. Władysława Sikorskiego z Józefem Stalinem w Moskwie okazały się bezowocne. Poszukiwania tych jeńców zostały przerwane z chwila ewakuacji armii polskiej do Iranu w sierpniu 1942 roku, lecz aż do 25 kwietnia 1943 roku, tj. do czasu zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską przez rząd ZSRR, ambasada polska wielokrotnie kierowała do rządu sowieckiego noty w sprawie zaginionych jeńców.

Tymczasem szybko posuwające się armie niemieckie zajęty okolice Smoleńska 20 lipca 1941 roku. Robotnicy z Poznania i Wielkopolski, zmuszeni do prac pomocniczych na szlakach kolejowych za frontem, w październiku 1941 roku i w marcu następnego roku dowiedzieli się od miejscowej ludności, że w lesie katyńskim, położonym koło 15 km od Smoleńska, znajdują się groby jeńców polskich, przywiezionych tu wiosną 1940 roku i rozstrzelanych. Po wykonaniu niewielkich odkrywek i znalezieniu zwłok w pol­skich mundurach ustawili tam drewniane krzyże.

Wojskowe władze niemieckie dopiero w lutym 1943 roku zdecydowały o podjęciu poszukiwań. Po przesłuchaniu kilku Rosjan zaczęto w końcu marca rozkopywać wskazane miejsca i odkryto siedem wielkich dołów wypełnionych zwłokami. 11 kwietnia 1943 roku niemiecka agencja prasowa "Transozean" opublikowała pierwszy oficjalny ko­munikat o odkryciu masowych grobów oficerów polskich w lesie katyńskim pod Smoleńskiem. 13 kwietnia wiadomość tę powtórzyło radio berlińskie, następnego dnia "Nowy Kurier Warszawski", "Goniec Krakowski", "Gazeta Lwowska" i inne dzienniki niemieckie wydawane w języku polskim w Generalnym Gubernatorstwie. Niebawem rozpoczęto druk wykazu zidentyfikowanych zwłok. 15 kwietnia skomentował te doniesienia "Biuletyn Informacyjny", centralny organ prasowy Armii Krajowej. Komunikaty prasowe i radiowe odkryły przed światem niebywałą i jedyną w swoim rodzaju zbrod­nię: funkcjonariusze rządu ZSRR, kraju, który wówczas, w 1940 roku, nie prowadził żadnej wojny, wymordowali oby­wateli sąsiedniego państwa, wziętych do niewoli na terenie własnego państwa, podczas niewypowiedzianej kampanii wojennej. Ofiarą tej zbrodni padło około jednej trzeciej stanu przedwojennego korpusu oficerskiego. Okaza­ło się ponadto, dlaczego poszukiwania tych osób, prowadzone przez polskie władze wojskowe w ciągu dwóch lat nie mogły przynieść wyniku.

Komisja Techniczna Polskiego Czerwonego Krzyża prowadziła ekshumacje w lesie katyńskim od 17 kwietnia do 9 czerwca, pracując w odsłoniętych już dołach: znaleziono też jeszcze jeden dół. W tych ośmiu zbiorowych dołach śmierci odkryto 4027 zwłok, z których 2730 udało się zidentyfikować na podstawie zachowanych dokumentów.

Ekshumacji nie dokończono, gdyż nie opróżniono całkowicie dołu nr 8, odkrytego dopiero l czerwca. Powodem tego były upały, ale zwłaszcza nadciągający front i wycofywanie się wojsk niemieckich spod Smoleńska. Odkopane zwłoki, zaopatrzone w znaczki identyfikacyjne, zostały pieczołowicie pochowane w sześciu zbiorowych, bratnich mogiłach na zbudowanym cmentarzu wojskowym. Członkowie Zarządu PCK sądzili, że po wojnie można je będzie ekshumować i przenieść do indywidualnych grobów żołnierskich. Niestety, tego zamiaru nie można było zrealizować.

25 września 1943 roku Armia Czerwona wyparła siły niemieckie z okolic Smoleńska. Polski cmentarz wojsko­wy w lesie katyńskim został rozkopany i kilkaset zwłok wydobyto z grobów celem przygotowania ich do zbadania przez komisję sowiecką. Jak wynika z oficjalnego komunikatu, ogłoszonego z początkiem 1944 roku, w drugiej połowie stycznia komisja przeprowadziła badania 925 zwłok i na tej podstawie orzekła o winie Niemców za zbrodnię, której mieli dokonać jesienią 1941 roku. Wiosną, na całym terenie zajętym pierwotnie przez doły śmierci z 1940 roku i cmentarz z 1943 roku, przeprowadzono prace ziemne; teren został wyrównany a ślady grobów zupełnie zatarte. I znowu nad mogiłami katyńskimi zapadła głucha cisza na ponad 45 lat.

(opr. AK)