Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Mytlański gościniec i dworska droga

 

Jeżeli spytać kogoś z młodego pokolenia pochodzącego z pogranicza lidzkiego i werenowskiego rejonz o Mytlański gościniec to większość z nich nie będzie w stanie powiedzieć coś konkretnego. Raczej bedą zdziwieni nazwą takiego gościńca, chociaż w niedalekiej przeszłości była to dość ruchliwa drogowa arteria w północno-zachodniej części obecnego lidzkiego rejonu.

Sowietyzacja i kolektywizacja życia społecznego na naszych terenach aktywnie przyczyniła się do poważnych zmian w terenie. Zniknęło wiele niewielkich wsi, okolic, kolonii, dworów i folwarków z całkowitym zrujnowaniem wszystkich budowli. Zostały skreślone z map stare wiejskie szlaki i gościńce. Taki los również spotkał Mytlański gościniec, dworską drogę przez dwór Żyrmuny i sam dwór.

Mytlański gościniec zaczynał się od szosy Żyrmuny-Lida na skrzyżowaniu z ulicą wsi Wielkie Sioło (w 1,5 km od miasteczka Żyrmuny) i pod ostrym kątem odchodził w prawo w południowo-zachodnim kierunku. Przebiegał ze wschodniej strony koło wsi Szawdziuki, z zachodniej strony za wsią Bielewicze, około wsi Nowickie i Krupowo, w pobliżu wsi Chrule, Zapole, Dajnowo, naprzeciw wsi Myto przecinał rzekę Dzitwę i wychodził na szosę do Wawiórki, skąd była droga do Wasiliszek. Ten Mytlański gościniec w niektóre pory roku był dość ruchliwy. Zmarły w ubiegłym roku (2000) 98 letni mieszkaniec wsi Bielewicze ś.p. Bronisław Bieszteń wspominał, że za jego dzieciństwa i wczesnej młodości w zimowym okresie to był bardzo ruchliwy trakt. Gdy mieszkańcy wsi ukończyli wszystkie niezbędne prace w gospodarstwach i nastawał okres odprężenia, jak również stawała dobra zimowa droga, w tym czasie w Wasiliszkach zaczynały się wielkie jarmarki, szczególnie słynące z wyrobów będnarskich. Fachowcy z Nalibok (Iwienieckich) i okolic dostarczali na jarmarki w Wasiliszkach wiele różnych swych wyrobów z drewna. Tu można było kupić płozy i sanie, koła i wozy, wózki, a w szczególności bardzo dużo i dobrej jakości można było nabyć naczyń z drewna, jak beczek do kiszenia kapusty i ogórków, dzieżek z dębowymi klepkami dla ciasta na chleb, różnego rodzaju beczułek, bójek do bicia masła, dojniczek dla dojenia krów, kołowrotków, wiader dla wody i wiele wiele innych ciekawych wyrobów, o których już trudno wspomnieć, gdyż wyszły dawno z użytku. Takiego wyboru wyrobów z drewna nie było w pobliżu na innych kiermaszach, dlatego ciągnęli potokiem chłopskie sanie po Mytlańskim gościńcu z Werenowa, Trokiel i ich okolic do Wasiliszek po zakupy, a jednocześnie też coś wiozły na sprzedaż.

Sytuacja przemysłowo-ekonomiczna nabierała tempo i coraz szerzej wyroby metalowe zaczęły wypierać wyroby z drewna i wasiliszkowskie jarmarki zaczęły tracić swoją sławę. Jednak Mytlański gościniec nadal został ruchliwą drogą, poneważ to była krótsza trasa niż przez Lidę w kierunku Wilna czy Szczuczyna. Ostatni wzmożony ruch po tym gościńcu obserwowano w końcu czerwca i początku lipca 1941 roku, kiedy Armia Czerwona wycofywała się w popłochu i bezładzie przed nacierającymi Niemcami w kierunku Trokiel i Trab, gdzie ostatecznie odwrót był zamknięty przez Niemców. Jedna z takich jednostek sowieckich 213 p.p. 59 dywizji zatrzymała się na krótko koło wsi Bielewicze i od miejscowej ludności dowiedzieli się, że Niemcy w Gudach już ulokowali swój obserwacyjny punkt. Dowódcy czerwonoarmistów postanowili zaatakować go, chociaż ludność Bielewicz bardzo prosiła żeby tego nie robić, bo obawiała się o swe życie i pożar wsi, który nie tak dawno już raz prawie doszczętnie strawił wieś. Radzono czerwonoarmistom skorzystać z przysłowia - "ciszej jedziesz - dalej będziesz". Nie poskutkowało, przypuszczono atak. Niemieccy żołnierze z punktu obserwacyjnego drogą radiową wezwali posiłek z Lidy, który przybył natychmiast. Czerwonoarmiści zostali rozproszeni pozostawiając na polu walki dziesiątki zabitych żołnierzy. W parę dziesiątków lat po wojnie z pomocą miejscowej ludności prochy czerwonoarmistów w większości zostały ekshumowane i złożone w zbiorowym grobie przy szosie Lida-Wilno koło wsi Gudy. Wyryty napis na pomniku głosi, że tu spoczywa 57 czerwonoarmistów.

Właśnie na tym pobojowisku mieszkaniec okolicznej wsi, Papieło, znalazł czynną sowiecką radiostację, która potem dzielnie służyła w AK pod kryptonimem W-19 (Wanda-19), nieraz przekazując ważne meldunki do Komendy Głównej w Warszawie oraz Dowództwa Sił Zbrojnych w Londynie. To właśnie przez tą radiostację została nadana depesza do Londynu o tragedii pod Surkontami.

Ostateczny cios Mytlańskiemu gościńcowi zadano, gdy w latach 1960-1961 budowano gazociąg Daszawa-Ryga, który na odcinku od wsi Bielewicze do wsi Szawdziuki został ułożony po gościńcu, a jego odcinki potem rekultywowano w grunty rolnicze.

Dworska droga, czyli pospolicie znana przez miejscową ludność "pańską" ze względu, że po niej mieli prawo przejeżdżać jedynie dziedzice okolicznych majątków zwani przez chłopów "panami". Kierowała się ona na wysokości wsi Szawdziuki w lewo w północnym kierunku wprost do dworu Żyrmuny, na dworskim dziedzińcu skręcała na północny wschód i przez wspaniałą bramę prostą liniją biegła do miasteczka Żyrmuny przed kościołem wychodząc na szosę Lida-Wilno. Kawałki tej drogi dobrze zachowały się od południowej strony dworu, za bramą w kierunku miasteczka, oraz w lesie przed miasteczkiem Żyrmuny. Droga była obsadzona liściastymi drzewami, pojedyncze drzewa zachowały się do dnia dzisiejszego. Inne odcinki tej drogi albo zarosły lasem, lub rekultywowane w grunty rolne. Obecnie zachowały się tylko ruiny architektonicznych budowli (p. ZL nr 38 - red.) na tej drodze. Z południowej strony dworu w odległości około półkilometra stoi obszarpana ceglana kolumna wysokości około 8 m. Na niej po ostatniej wojnie jeszcze długo stała drewniana figura człowieka grającego na skrzypcach zwana św. Janem, który w czasie swej świetności taką postawą jakby witał i żegnal gości dziedziców przejeżdżających przez dwór, lub do dworu. Ząb czasu i zacięte ateistyczne wychowanie dzieci w szkołach przyczyniło się do zniszczenia figury. Miejscowa ludność po dzień dzisiejszy orne grunty pod kolumną nazywa "pole pod świętym Janem". Kolumna ta jest widoczna z szosy Lida-Wilno. Uważnie oglądając budowę kolumny można zauważyć, że była poważnie remontowana. Świadczy o tym wiele wmurowanych cegieł dzisiejszego mniejszego rozmiaru (12x25 cm). Możliwe, że są to skutki carskiego ukazu zabranającego po 1864 roku budowy i remontów katolickich świątyń, kaplic i przydrożnych kapliczek w celu przyśpieszenia rusyfikacji Sewero-Zapadnoho Kraju, jak nazwano historyczną Litwę.

Niektórzy starsi okoliczni mieszkańcy twierdzą, że w dalekiej przeszłości takie kolumny, czy przydrożne kapliczki stały z czterech stron przy drogach wiodących do dworu. Prawdopodobnie parę takich zrujnowanych cokolów ludność po wojnie rozebrała na cegły.

Drugą architektoniczną budową na tej drodze, zasługującą na szczególną uwagę jest murowana z cegły brama ulokowana tuż za dziedzińcem od strony miasteczka Żyrmuny i Wilna. Swą sylwetką przypomina tryumfalną arkę z Paryża czy Moskwy. Była to budowa piętrowa rozmiarem w planie 12x6 m z czterometrowym pośrodku przejazdem uwięczonym łukiem. W bocznych kwadratowych kolumnach z dwu stron są półokrągłe wnęki. Możliwe, że kiedyś tu stały figury. W prawej kolumnie znajdowało się pomieszczenie dla stróża i brama ciągle była zamknięta. Na piętrze znajdowała się biblioteka i archiwum. Wieść wiejska niesie, że tą "pańską" drogą miały prawo przejeżdżać fajetony (kryte bryczki) zaprzęgnięte w dwoje, czworo czy sześcioro koni tylko tych panów, co byli w przyjacielskich stosunkach z dziedzicami dworu, którym oddawano pokłon przejeżdżając przez dziedziniec i dalej jechano przez bramę na kościelne uroczystości do Żyrmun czy w stronę Wilna lub odwrotnie. Między innymi, nie każdy dziedziniec miał prawo na dowolną ilość końskich zaprzęgów do bryczki. Na to trzeba było mieć pozwolenie, które było wydawane w zależności od zajmowanego stanowiska i posiadanego bogactwa, to coś na kształt dzisiejszego prawa jazdy na samochód, autobus czy ciężarówkę. Zaprzęgi na czworo czy sześcioro koni były robione nie w zależności od ciężaru bryczki, lecz od honoru jej właściciela. Jeżeli ktoś naruszał zasady dobrosąsiedztwa z dziedzicami i wjeżdżał pod bramę, to stróż nie otwierał mu bramy i musiał robić zwrot od wrót i wyjeżdżać z upokorzeniem na drogę pospólstwa - Mytlański gościniec.

Kto był architektem i budowniczym tych przydrożnych dworskich budowli trudno jest ustalić nawet w źródłach piśmiennych. Jeden okoliczny sędziwy mieszkaniec wspominał, że to są pamiątki po Radziwiłłach. W rzeczywistości na początku XVIII wieku Radziwiłłowie po raz drugi stali się właścicielami dóbr żyrmuńskich. Tym razem posiadłości żyrmuńskie przeszły w ręce księcia Mikołaja Faustyna Radziwiłła. Mniej więcej w tymże okresie do żyrmuńskiego dworu przenosi się z Grodna Paweł Pieciun czy Pieczun. Zajmował się on remontem drewnianych kościołów i pracami budowlanymi w dworach. Mieszkając w Żyrmunach zmienił swe nazwisko na Pieczynski czy Pieczunski. Jego syn Jan około 1772 roku potwierdził swe szlachectwo i stał się zwać Podczaszyński. Około 1735 roku pobierał naukę budownictwa u znanego profesora Uniwersytetu Wileńskiego, Gucewicza. Po ukończeniu studiów powrócił do Żyrmun do Radziwiłłów i pracował jako architekt i wykonawca robót budowlanych. W latach 1788-1789, wedlug swego projektu, zbudował drewniany kościół w Żyrmunach zachowany bez większych zmian do dnia dzisiejszego. Fundatorem budowy kościoła w tym okresie był syn Mikołaja Radziwiłła, Stanisław Radziwiłł. Zmarł rok przed ukończeniem budowy i spoczął w podziemiach tegoż kościoła.

Chociaż za czasów Władysława Jagiełły i księcia Wielkiego Księstwa Litewskiego, Witolda Żyrmuny były obszernym hrabstwem, a jego dziedzice nieraz odgrywali ważną rolę w dziejach Wielkiego Księstwa Litewskiego, to nigdy w żyrmuńskim dworze nie została wzniesiona okazała murowana rezydencja. Tego zadania podjął się ks. Stanisław Radziwiłł. Wybudował dwie oficyny, bramę wjazdową, ale niestety, śmierć przerwała jego dalsze zamiary. Można śmiało twierdzać, że tych wszystkich budowli dworskich i przydrożnych był architektem i wykonawcą Jan Podczaszyński. Do wojny, jak twierdzą starsi ludzie, z piętra lewej oficyny była zbudowana drewniana galeria na słupach dla przejścia do biblioteki i archiwum nad bramą.

Do upadku żyrmuńskiego hrabstwa, a potem dworu, przyczynili się Rosjanie poczynając od najazdu wojsk moskiewskich cara Aleksieja Michajłowicza, następnie karne okrajanie ziemskich posiadłości za udział w walkach patriotyczno-powstańczych za czasów rozbiorów. Ostateczny cios zadano po 1945 roku, kiedy ulokowano we dworze jednostkę wojskową dla obrabiania ziemi. Ci zaczęli wypiłowywać w budynkach "zbyteczne" drewniane konstrukcje na poddaszu i innych miejscach i sprzedawać za bimber. Po nim ostateczny cios zadał kołchoz i sowchoz. Ulokowano farmę trzody chlewnej, a z bramy zrobiono wieżę ciśnieci, tzn. umieszczono pojemnik z wodą.

Dziś pozostały tylko same ruiny.

Jeszcze na zakończenie tego artykułu chcę dołożyć krótką informację o Karolu Podczaszyńskim, chociaż to inny temat. Też związany z Żyrmunami. Karol Podczaszyński, syn Jana Podczaszyńskiego, urodził się w Żyrmunach w 1790 roku i ochrzszczony w nowowybudowanym przez ojca żyrmuńskim kościele. Wcześnie został sierotą, lecz krewni i przyjaciele rodziny Podczaszyńskich zatroszczyli się o dobre wykształcenie chłopca.

Po śmierci matki, a następnie wkrótce i ojca, Karol zamieszkał w Żołudku, a potem Brześciu, gdzie pobierał początkowe wykształcenie. Następnie, w Liceum Krzemienieckim, po ukończeniu którego w 1813 roku wstąpił na Uniwersytet Wileński. Był współtowarzyszem A. Mickiewicza.

Wykazywał zdolności z dziedziny architektury i budownictwa. W latach 1814-1816 studiował architekturę w Akademii Petersburskiej, następnie dokształcał się w latach 1817-1819 w Paryżu, w roku 1819 studiował we Włoszech spuściznę architektury tego kraju. Następnie był profesorem Uniwersytetu Wileńskiego i znakomitym architektem, uczonym teoretykiem, założycielem romantyzmu w architekturze. Zawsze rozmawiał i swe prace pisał po polsku.

Jako zdolny architekt pozostawił po sobie pamiątki na Białorusi, Litwie i Ukrainie. Na Białorusi wg. jego projektu i pod bespośrednim nadzorem został wzniesiony wspaniały pałac dla rezydencji marszałka Bobrujskiego powiatu Ignacego Bułhaka w Żyliczach, rezydencja hrabiów Ginterów (Giunterów?) w Dobrowlanach (rej. Smorgoński). Z jego imieniem związane jest budownictwo kościoła w Żołudku, istniejącego po dzień dzisiejszy, a także istniejącego budynku niegdysiejszego gimnazjum w Słucku. Karol Podcząszyński i kierowane przez niego uczniowie swe projekty wzorowali na tradycjach budownictwa w WKL.

W 1843 roku w Warszawie został wydany jego podręcznik naukowy z architektury dla studiującej młodzieży, a w latach 1828-1856 było wydane jego 3 tomowe dzieło "Podstawy architektury dla młodzieży akademickiej". Początkowo miało to być 4 tomowe dzieło, lecz zamknięcie przez władze carskie Uniwersytetu Wileńskiego uniemożliwiło realizację tego zamiaru.

Zmarł Karol Podczaszyński 7 kwietnia 1860 roku w Wilnie i pogrzebany został w rodzinnym grobie na Rosach.

Gdyby ktoś z czytelników życzył poznać życie i działalność Karola Podczaszyńskiego odsyłam do czasopisma " Białaruski histaryczny czasopis" 1997, nr 2, str.187-195.

Stanisław Uszakiewicz