Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Polskie odrodzenie w Szczuczynie

 

O Polakach i polskości na Ziemi Szczyńskiej rozmawia z panią Joanną Michałowską redaktor "Ziemi Lidzkiej" Aleksander Kołyszko

 

ZL : Już prawie dwa lata pełni Pani funkcję prezesa oddziału ZPB i dyrektora Domu Polskiego w Szczuczynie. Co Pani uważa za największe swoje osiągnięcie w tej pracy?

J.M .: Myślę, że jest tym cała działalność Domu Polskiego, to że on funkcjonuje, że coś się tu dzieje. Odbywają się imprezy kulturalno-oświatowe, działa szkoła społeczna, w której kształci się nasza młodzież. Mamy dwie sale do nauki języka polskiego, w których codziennie spotykają się 3-4 grupy uczniów. Dzieci przychodzą 3 razy w tygodniu, uczą się jezyka, literatury, historii i geografii polskiej. Mamy nauczycielkę z Polski - Agnieszkę Grzelak z Turku. Czasami również dojeżdżają nauczyciele z Grodna i Białegostoku. W każdej z trzech miejskich szkół jest nauka języka polskiego jako przedmiotu obowiązkowego, są fakultatywy i kółka. Razem (w mieście i rejonie) języka ojczystego uczy się 840 dzieci. W szkole społecznej pobieramy symboliczne opłaty za naukę (równowartość 2 USD miesięcznie) dla zapewnienia funkcjonowania szkoły oraz na nieduże wypłaty dla nauczycieli. Uważam, że nie jest to żadnym przeciążeniem dla rodziców. Dzieci z biednych i wielodzietnych rodzin są zwolnione z opłat, jeśli przychodzi dwoje z rodzeństwa - jedno nie płaci.

W sobotę i niedzielę spotykają się przedszkolacy, którzy uczą się języka ojczystego w kółkach w przedszkolach (w sumie ponad 100 osób), a u nas mają zajęcia przez 3-4 godziny. Mamy miejsce, gdzie mogą zaprezentować się nasze zespoły. Chór "Promień" istnieje u nas już prawie 12 lat, jednak dopiero od dwóch lat można jego słuchać w Szczuczynie. Jest także dziecięcy zespół "Kochające serduszka". Zorganizowała go i prowadzi organistka, pani Anna Warceba. Prężnie działa drużyna harcerska. Młodzież ta była praktyczne bezdomna przez dłuższy czas. Teraz mają u nas harcówkę i opiekuna. Udało się nam również zorganizować drużyny w Wasiliszkach i Dziembrowie (Dąbrowie), w tym roku te drużyny zjednoczyły się w szczep.

Dla starszych osób mamy Klub Seniora, który działa bardzo aktywnie. Spotykają się co niedziela, organizują sobie czas, pomagają innym. Zajmujemy się także Sybirakami, którzy u nas, w przeciwieństwie od Lidy, są porozrzcani po całym rejonie, czasami mieszkają gdzieś na kolonii ponad dwadzieścia kilometrów od miasteczka. Obchodzimy wspólnie wszystkie święta narodowe i religijne, już ich nie trzeba chować w prywatnych domach.

ZL : Czy jest jakaś forma działalności, której nie ma w innych miejscowościach.

J.M .: Działa u nas muzeum. Ponieważ w rejonie nie ma muzeum historyczno-krajoznawczego, postanowiliśmy powołać taką placówkę tu. Zajmuje się nim pan Wacław Dzieżyc, który przez całe życie gromadził pamiątki materialne z dawnych czasów, przekazał swe zbiory do muzeum a obecnie pracuje tu. Muzeum jest połączone z biblioteką i czytelnią. Mamy napisaną historię prawie wszystkich wsi rejonu, większość zrobił również pan Wacław. Bardzo dużo dokumentów i zdjęć przynoszą ludzie. Muzeum powstaje wspólnym wysiłkiem całej społeczności.

ZL : Gdy pani rozpoczynała swoją działalność dużym problemem była praca poza Szczuczynem.

J.M. : Ten problem wciąż istnieje. Mamy swoje oddziały w Wasiliszkach, Hołowiczpolu, Dąbrowie, Nowym Dworze, Żołudku, ale na wsi jest ciężko zorganizować ludzi. Nie ma miejsca, w któtrym ich można byłoby ich skupić i zorganizować polskie życie. Współpracujemy ze wszystkimi szkołami oraz nauczycielami, którzy uczą języka polskiego - 18 nauczycieli w 19 szkołach. Nauczyciele są centrami, wokół których skupia się praca z młodzieżą. Jednak w pierwszej kolejności praca oddziału, jak każdej organizacji, zależy od ludzi, ich aktywności, zainteresowania, chęci pracy. Tych oddziałów było więcej...

ZL : Dlaczego upadły?

J.M .: Przypuszaczam, że zabrakło pomocy od centralnego kierownictwa oraz typowe sprawy przyziemne - brak środków na dojazd oraz nasze codzienne życie, które obecnie jest takie ciężkie, a na wsi tym bardzie. Jak zaczynasz mówić, że jest takie święto narodowe, że warto przyjść do Domu Polskiego, a w odpowiedzi słyszysz: "A, jakie święto, gdy ja mam w domu tyle pracy, tyle problemów i nie mam czasu na święta." Myślę, że fala renesansu polskości już minęła i ta sprawa powinna być wspierana od nowa.

ZL : Czy dużo masz pomocników?

J.M .: Sporo. Oddział w Szczynie ma na liście ponad 2500 członków. Oddział istnieje już ponad 10 lat i był taki okres, kiedy ludzie wstępywali, żeby załatwić jakieś swoje sprawy. Według Statutu, ci którzy płacą członkowskie składki są uważani za pełnoprawnych członków. Obecnie na tą kwestię patrzy się dość ulgowo. Można znaleźć 500 osób aktywnych na cały rejon. W Szczuczynie, na 14000 mieszkańców - 53% to Polacy, w rejonie, w niektórych miejscowościach dochodzi nawet do 90%.

ZL : Jak się układa współpraca z władzami?

J.M .: Można powiedzieć; że za bardzo nam nie przeszkadzają, ale i nie pomagają.

ZL : W ciągu tych dwóch lat jaka była najbardziej udana impreza w tych progach?

J.M .: Najbardzie cieszy me serce "Spotkanie dwóch Szczuczynów". Jak wiadomo, w Polsce również jest miasteczko, które nosi nazwę Szczuczyn. Odbyła się konferencja historyczno-krajoznawcza, zostały przedstawione zarysy historyczne dwóch miast, szukaliśmy wspólnych korzeni i związków, które mogłyby połączyć nasze miasta.

ZL : Wiem, że była to twoja idea, odnalazłaś ten drugi Szczuczyn, nawiązałaś kontykty. Jak się to dalej rozwija?

J.M .: Tak, owszem, była to moja idea, ale ją poparł prezes oddziału Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" w Łomży, pan Jan Stypuła i dzięki jego inicjatywie z polskiej strony doszło do tych wszystkich spotkań. Byliśmy z rewizytą, mamy nadzieję, że na tym się nie skończy. Jednak wygląda na to, że nasze władze nie są zainteresowane podpisaniem stosownej umowy i ta współpraca narazie trwa na poziomie Domu Polskiego, a władze polskie są bardziej zainteresowane inicjatywą swoich odpowiedników na Białorusi. Mam nadzieję, że tym latem ponownie przyjadą do nas goście z polskiego Szczuczyna.

ZL : Swego czasu wokół Domu Polskiego w Szczuczynie powstał poważny konflikt (p. ZL38). Jak ta sprawa wygląda obecnie?

J.M .: Wygląda na to, że te konflikty już się skończyły. Ta osoba miała przyjść do pracy w Domu Polskim. Ludzie w mieście nie byli z tego zadowoleni, obawiali się, że na nowo rozpoczną sie konflikty, a już się uspokoiło. Udało nam się jednak pokazać, że w tym domu każdy jest przyjmowany z otwartym sercem, i że absolutnie nie dzielimy ludzi. Nie wiem co ta osoba o tym wszystkim myśli, ale ona też ma prawo przychodzić tu i żyć polskim życiem.

ZL : W takim razie, jeśli została zawarta ugoda, życzę aby ona doprowadziła do zgody, żeby Polacy w Szczuczynie współpracowali między sobą skutecznie i w pełnym wzajemnym zrozumieniu.