Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Fragmenty z dziennika

 

20.06.01 r. Idę po ulicy. Na zegarku godzina 8.55. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień w Szkole Letniej Języka i Kultury Polskiej. Wchodzę do jednej z klas szkoły nr 11 i widzę, że zajęcia już się zaczynają. Najpierw każdemu wydano skierowanie do uczestnictwa w nich, potem przedstawiono plan zajęć. Nie mogę sobie wyobrazić, że czekają na mnie trzy wycieczki. Niestety, słowo "szkoła", mówi samo za siebie. Tematem dzisiejszej lekcji jest Biblia. Pani Janina Maciuk opowiada o pochodzeniu składzie i znaczeniu jej ksiąg. Wszyscy słuchają z zainteresowaniem. Kontynuując temat pani Maria Rak czyta o naszych patronach w niebie, o znaczeniu imion i o wybitnych postaciach historycznych, które miały takie same imiona. Dowiedziałam się między innymi, że Weronika - znaczy zwycięzca. I znówniespodzianka. Zaczynają się gry i zabawy. Tak wesoło spędzając czas doczekaliśmy godz. 12.30, kiedy to ruszyliśmy do stołówki, bo o 13.00 - obiad.

21.06.01 r. Ten dzień również zaczął się niespodzianką. Przyszedłszy do szkoły dowiaduję się, że plan został zmieniony i będą cztery wycieczki, jedna z nich, do lasu - dzisiaj. Ale wszystko po kolei. Najpierw rozmawiamy z Panem Aleksandrem Kołyszko o lidzkich okolicach. Zadajemy mu pytania, a on nam. Jest interesująco i ciekawie. Potem dwudziestominutowa podróż autobusem nr 9 i za oknem zobaczyłam krawędź lasu. Krótka wędrówka - i już jesteśmy u celu. Przed oczami zobyczyłam pomnik, który jest pamiątką po partyzantach zamordowanych przez hitlerowców pięć dni przed wyzwoleniem Lidy. Nieco dalej znajduje się drugi pomnik. Ale czas wracać. Jutro będzie nowy dzień i nowe przygody.

22.06.01 r. Dzień rozpoczyna lekcja Pana Tadeusza Stroczyńskiego, dotycząca zjawienia się pierwszych ludzi na terenach dzisiejszej Białorusi. Jak się okazuje, słowiańskie plemiona dotarły do tego kraju, gdy tu już zamieszkiwali Bałtowie. Z tego powodu tak często, nawet teraz, można usłyszeć litewskie słowa w nazwach wsi i nazwiskach ludzi. Chętnie słuchałabym go jeszcze przez jakiś czas, ale musimy iść na cmentarz, bo przecież godzina lekcyjna już upłynęła. Przy wejściu na cmentarz ukazał mi się tylko wysoki mur, składający się z dużych kamieni. Przechodzę przez wejście i nie wierzę własnym oczom. Wszędzie rośnie wysoka trawa. Żeby zrozumieć, gdzie się znajduję muszę dojrzeć ledwie widoczną szóstkę krzyży po lewej stronie. Później dowiedziałam się, że jest to mogiła zbiorowa, w której śpi snem wiecznym 78 legionistów. Zginęli oni podczas bitwy o wyzwolenie Lidy przez bolszewików w 1919 r. Wiadomo, że przez trzy godziny nie możemy posprzątać całego cmentarza, ale kilka nagrobków doprowadziliśmy do porządku. W tej chwili przypominam sobie swoich zmarłych krewnych, u których dawno nie byłam.

23.06.01 r. Zbieramy się na dworcu, ponieważ dzisiaj mamy wycieczkę do Bogdanowo. Szczerze mówiąc nic nie wiem o tej wsi, dlatego z niecierpliwością wsiadam do pociągu. Podczas podróży, pan Stanisław Uszakiewicz daje każdemu książki, czasopisma i gazety do czytania, dlatego się nie nudzę. Dowiaduję się, że Bogdanowo jest znane jako majątek Bogdana Sapiegi z drugiej połowy XVI wieku. Przypuszczalnie nazwa pochodzi od imienia właściciela. Od 1831 roku stał się posiadłością Ruszczyców. Tu narodził się, pewien czas żył i został pochowany słynny malarz, grafik - Ferdynand Ruszczyc. Po drodze wpadamy do wsi Mościszcze. "Wpadamy" - to zwrot w znaczeniu przenośnym, ponieważ idziemy na piechotę około 5 kilometrów. Bolą nogi, ale jestem zadowolona. Jak się okazało, Mościszcze mają ciekawą historię. Zbudowane zostały przez starowierów, przesiedleńców z Rosji w XVIII wieku. Na tych terenach nazywają ich jeszcze "burłakami". W centrum wsi znajduje się niewielka drewniana cerkiew. Teraz stoję w jej środku. Jest tu bardzo czysto i przytulnie. Na ścianach są obrazy Matki Bożej i Jezusa Chrystusa. Największe bogactwo - to wiekowe starodruki napisane po starosłowiańsku. Nie udaje się nic z nich odczytać. Właśnie z tych dużych ksiąg odprawiano nabożeństwa. Opowiadanie jednej z mieszkanek budzi we mnie żal. Ilość ludzi we wsi zmniejsza się, na wszystkim leży cień zaniedbania. Wielu jej mieszkańców ma miejsce stałego pobytu na Litwie.

Po niewielkiej przerwie obiadowej ruszamy dalej, do Bogdanowa. Wchodzimy do nowowybudowanego kościoła, a potem idziemy na cmentarz, na którym spoczywają trzy pokolenia Ruszczyców. Z tego miejsca okolica ukazuje się jak z lotu ptaka: wszystko jest takie malutkie. Wracamy zmęczeni..

25.06.01 r. Po niedzielnym odpoczynku z niecierpliwością czekam na kolejne spotkania w szkole. Wygląda na to, że dzisiaj jest dzień twórczości. Najpierw podzielono wszystkich na grupki po 3-4 osoby i każda grupa ma zaprezentować swój projekt korony dla Bolesława Chrobrego. Po 20 minutach zbieramy rysunki i przyklejamy do tablicy, żeby każdy mógł porównać swój rysunek z innymi. Zaraz po tym rozpoczęto konkurs na najlepszą gazetę. Tym razem są tylko dwie grupy, każda musi narysować swoją gazetę. Trudność polega na tym, że każdy z nas ma swój punkt widzenia na to, jak ona powinna wyglądać, dlatego sprzeczamy się, ale wreszcie dochodzimy do porozumienia i po kilkugodzinnej pracy wychodzi na świat kolorowa gazeta "Promienie" z dużym uśmiechniętym słońcem w środku. Jesteśmy zadowoleni ze swojej pracy.

26.06.01 r. Wycieczka autokarowa do Gojciuniszek. Rano, jak zwykle bierzemy ze sobą suchy prowiant i wyruszamy naprzód. Pierwszą miejscowością po drodze są Żyrmuny. I znowu pan Stanisław jest z nami i opowiada o historii tego miasteczka. Pierwsi właściciele - Jerzy (ojciec) pospolicie zwany Jurgo oraz syn Jan Butrymowie. Jan w 1410 r. wchodzi w poselstwo króla Władysława Jagiełły do Pragi Czeskiej. Podczas Soboru w Konstancji w 1418 roku delegacja soboru wyjeżdża na Litwę z wspaniałym orszakiem księcia Witolda. Na czele orszaku stoi Jan Butrym z Żyrmun. W 1813 r. część dóbr zostaje zabrana na rzecz skarbu państwa rosyjskiego za udział Michała Radziwiła w kompanii 1812 r. po stronie Napoleona. Ciekawym zabytkiem architektonicznym jest drewniany kościół. Został zbudowany około 1522 roku. 2 maja 1660 r. - wojsko moskiewskie doszczętnie obrabowało świątynię i plebanię.

7 października 1790 r. - urodził się w Żyrmunach Karol Podczaszyński. Jego dziad, Paweł Pieciun, remontował drewniane kościoły i dwory i osiadł w Żyrmunach. Jan Podczaszyński (ojciec Karola) był architektem w Żyrmunach wg. jego projektu zbudowany został w latach 1768-1789 obecny drewniany kościół. Tu był ochrzczony Karol Podczaszyński. Właśnie on zaprojektował kościół w Żołudku i pałac w Żyliczach. Karol został profesorem Uniwersytetu Wileńskiego.

Dalej droga prowadzi do Bieniakoń. Tu w lesie znajduje się kamień, koło którego pożegnały się na zawsze dawno-dawno temu dwa zakochane w sobie serca: Adama Mickiewicza i Maryli Wieraszczakówny. Oglądamy dom, w którym kiedyś mieszkała Maryla.

Jednego dnia dowiedziałam się tylu ciekawych rzeczy o wybitnych ludziach, o ich życiu! Ach, żeby takie wycieczki były zwykłym zjawiskiem i w mojej szkole...

27.06.01 r. Historia Lidy w opowiadaniach pana Aleksandra Kołyszki. Nigdy bym nie pomyślała, że z moim miastem jest związane imię Józefa Piłsudskiego. Ten wybitny człowiek przez pewien czas mieszkał w Lidzie, niedaleko szkoły, gdzie obecnie siedzimy. Nawet kiedyś była ulica jego imienia (teraźniejsza ulica Czapajewa). Później, na zajęciach z panią Grażyną Kołyszko dowiedziałam się czegoś nowego o sobie. Taką możliwość dają testy. Robienie testów pochłonęło wszystkich.

28.06.01 r. Znów wycieczka! Tym razem do Nowogródka. Zawitaliśmy i do muzeum Adama Mickiewicza, i do muzeum historii miasta, zwiedzamy ruiny Zamku Nowogródzkiego. Kiedyś miasto to było potężnym obronnym punktem w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego, pierwszą stolicą Księstwa. Tu pierwszy Wielki Książe Litewski - Mindowg w 1252 r. przyjął chrześcijaństwo. Dużo legend narodziło się na tych terenach, jeszcze więcej związano z jednym z najpiękniejszych jezior Białorusi - Świtezią. Sam Adam Mickiewicz wiele czasu spędzał na jego brzegach. Co się tyczy mnie, to Świteź i w mojej duszy budzi wspomnienia z dalekiej przeszłości. Kiedyś całą rodziną wyruszaliśmy nad to jezioro na parę dni, żeby odpocząć od hałaśliwego miasta.

29.06.01 r. Spędzamy cały dzień około lidzkiego jeziora. Jest tak gorąco, że każdy z nas chce popływać rowerem wodnym, wykąpać się. Lecz ja bałam się kąpieli, ponieważ wiem, że jezioro znajduje się na miejscu dawnego cmentarza.

30.06.01 r. Dzisiaj ostatni dzień, ale wcale nie jest smutno. Podsumujemy wszystko, co zrobiliśmy w ciągu 10 dni Szkoły Letniej. Odbył się konkurs "Szukamy talentów", w którym były wystąpienia, piosenki, wiersze, scenki. Później otrzymywaliśmy nagrody (książki, plakaty, ciastka).

Jeśli w przyszłym roku też będzie organizowana taka szkoła, to ja na pewno będę jej uczestnikiem.

 

Weronika Żemojciak