Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

W Ferdynanda Ruszczyca stronach

 

26 czerwca b. r. można było zaobserwować na dworcu kolejowym w Lidzie sporą grupkę ożywionej szkolnej młodzieży wybierającą się w jakąś podróż. Była to młodzież z Letniej Szkoły Historii i Kultury Polskiej w Lidzie w ilości 27 dzieci i trzech starszych osób - opiekunów i przewodnika wyjeżdżających podmiejskim pociągiem Lida-Mołodeczno w bohdanowskie strony w celu zapoznania się z tym skrawkiem ojczystej ziemi. Gąównym celem wycieczki było zaznajomienie się z rodzinną ziemią Ferdynanda Ruszczyca, sławnego artysty-malarza, profesora Uniwersytetu Wileńskiego, aktywnego działacza społecznego, ukochanego syna tej ziemi, w której żył, pracował i spoczął.

Ponad godzinnego czasu młodzież nie marnowała tylko na przyglądanie się ładnym leśnym widokom migającym za oknami wagonu, ale mogła przeczytać kilka krótkich artykułów: o powstaniu osady Bohdanów i stacji kolejowej tejże nazwy, o historii kościoła w tej wsi i historii osiedlenia się w tych stronach rodu Ruszczyców. Wszystkie te artykuły zostały napisane przez syna artysty profesora Edwarda Ruszczyca. O obchodach 130 rocznicy urodzenia Ferdynanda Ruszczyca w Białorusi młodzież dowiedziała się z białoruskiej prasy: gazety "Literatura i mastactwa" ("Literatura i sztuka") oraz z katolickiego czasopisma "Dialog". Wysiedliśmy na przystanku Wojgiany i ruszyliśmy do oddalonej o kilka kilometry wsi Mościszcze, aby zapoznać się z jej mieszkańcami, historią ich osiedlenia się ich w tych stronach i życiem na tej ziemi.

Ciekawostką jest to, że mieszkają tu rosyjscy staroobrzędowcy, czyli potocznie znani starowiercy, w różnych stronach Białorusi nazywani też burłakami lub moskalami, ale dwa ostatnie określenia traktuje się raczej jako krzywdzące przezwiska.

Dzięki uprzejmości starszej pani, mieszkanki tej wsi dzieci na żywo zapoznały się z tragiczną historią rosyjskich chrześcijan staroobrzędowców, którzy sprzeciwiali się brutalnie przeprowadzonym reformom w rosyjskiej cerkwi prawosławnej. Z tego powodu musieli opuścić swoją ziemię rodzinną i znaleźć drugą ojczyznę w Wielkim Księstwie Litewskim. W miejscowej cerkwi dzieci mogły oglądać i dotykać kilkusetwiekowych ksiąg liturgicznych przywiezionych w owym czasie, napisanych w starosłowiańskim języku cerkiewnym. Całe nasze trzydziestoosobowe grono nie mogło przeczytać ani jednego zdania w tych księgach, za to świetnie czytała nasza przewodniczka.

Dalej droga wycieczki prowadziła do wsi Wojgiany. Tu, na skraju wsi zachował się skrawek drzewostanu z byłego majątku Wojgiany. Ponad sto pięćdziesiąt lat wstecz w tym majątku osiedlił się rod Ruszczyców na bohdanowsiej ziemi.

Idąc dalej, ze wsi Wojgiany do wsi Bohdanowo, studiowaliśmy obraz artysty: "Ziemia" i wydawało nam się, że lada chwila, zza któregoś pagórka wynurzy się obrazkowy oracz na wołach, bo teren był tak podobny do przedstawionego na obrazie.

Mile było odpocząć w cieniu wnętrza pięknie urządzonego wiejskiego kościółka. Mieszkanka wsi opowiedziała o tragicznym losie tej świątyni i jej odbudowie w ostatnich latach. Ruszyliśmy dalej, za wieś, na ładnie położoną wyżynę, na której znajduje się cmentarz parafialny, a obok - cmentarz rodzinny Ruszczyców. Na tym starannie dopatrzonym rodzinnym cmentarzu urządziliśmy sobie dłuższy wypoczynek zaznajamiając się z rodem Ruszczyców, a szczególnie z życiorysem artysty-malarza, Ferdynanda Ruszczyca, z okresem lat młodości i kształceniem się, z okresem nauki w Petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych i jej profesorami: I.Szyszkinym i A. Kuindżi, u których pobierał nauki malarstwa, z jego dziełami artystycznymi; z pracą nad odrodzeniem Uniwersytetu Wileńskiego po odzyskaniu niepodległości przez Rzeczypospolitę; z wieloma projektami artystycznymi z różnych dziedzin życia społecznego i państwowego. Nieocenionym wsparciem mocno przemawiającym do wyobraźni młodzieży służyły bogato ilustrowane "Dzienniki" artysty prowadzone przez niego niemal przez całe życie.

Na grobie artysty i jego żony złożyliśmy wiązankę żywych kwiatów przepasanych szatą narodową.

Przechodząc przez teren, gdzie kiedyś istniała okazała dworska rezydencja podziwialiśmy, jak piękny teren wybrał jej założyciel, Bohdan Sapieha, nazywając ją swoim imieniem - Bohdanów. Dziś na tym pięknym terenie stoi opustoszała kołchozowa ferma popadająca w ruinę, a obok niej leży ponad metrowej grubości kilkuwiekowy dębowy kloc - ostatni umarły świadek, który za swego życia widział wiele wzniosłych i smutnych chwil z życia bohdanowskiego dworu.

W osiedlu przy stacji kolejowej obejrzeliśmy kamienny głaz wystawiony na pamiątkę artyście Ferdynandowi Ruszczycowi. Wieczornym pociągiem młodzież, trochę zmęczona ale pełna historycznych wrażeń, powróciła do Lidy.

 

Stanisław Uszakiewicz

 

P.S. Dla ciekawskich chcę dodać, że wnuk artysty, również Ferdynand Ruszczyc obecnie piastuje godność dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie.