Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Rocznicowe refleksje

Sowiecka tradycja obchodów okrągłych rocznic każe nam przypominać osiągnięcia i sukcesy. Jednak tym razem chce się podzielić kilkoma refleksjami i spostrzeżeniami, które nasuwa obchodzona właśnie 10 rocznica powstania SZ "Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej". Spostrzeżeniami, które się tyczą nie tylko tej jednej organizacji, lecz szerzej całej społeczności polskiej na Białorusi.

Zastanawiające jest to, że mimo dziesięciu lat aktywnej działalności polskiej oraz pewnego przyzwyczajenia się Polaków na Białorusi i w kraju do faktu istnienia kilku różnych polskich organizacji, wciąż trzeba tłumaczyć dlaczego na Białorusi jest jeszcze "coś" oprócz Związku Polaków. Czyżby nie wystarczy zwyczajnej zasady demokracji: każda osoba ma prawo do zrzeszania się. Ciągle się mówi o jedności, o potrzebie jedności, mając na uwadze najczęściej jedność organizacyjną. Natomiast historia ostatnich dziesięcioleci i Polski i Białorusi dowiodła zgubność tego typu jedności, jedności sowiecko-komunistycznego typu. Można zaprzeczyć, że obecnie jest demokracja (przynajmniej w organizacjach pozarządowych), członkowie decydują o chrakterze organizacji i kierunkach jej działalności. O tym jaka jest demokracja na Białorusi pięknie świadczą przebieg i wyniki ostatnich wyborów w tym kraju. Polacy są częścią szerszej społeczności lokalnej i w omawianej kwestii praktycznie niczym się nie różnią od reszty ludności. Najczęściej wszystko zależy od kierownika: jaki kierunek wybierze szef organizacji, taki kierunek i będzie reprezentowany przez organizację. W tej sytuacji jest konieczna wielotorowość kultywowania polskości. Absolutnie nie neguję potrzeby jedności, lecz w pierwszej kolejności jedności celów, dążeń Polaków, jedności, która prowadziłaby do szeroko rozumianej współpracy.

Drugą kwestią jest współpraca oraz kontakty Polaków z Białorusi i Polaków w kraju. Do Lidy przyjeżdża sporo różnych delegacji - organizacji społecznych, delegacje Sejmu i Senatu Rzeczpospolitej, czy Rządu... Powstaje takie pytanie: do kogo przyjeżdżają ci goście? Najczęściej o takiej wizycie nie ma żadnej informacji i zaprasza się wąskie grono działaczy Związku Polaków. Dlaczego poza zasięgiem tych spotkań jest jeszcze szersza rzesza niezrzeszonych Polaków? Czyżby dzielono Polaków na gorszych i lepszych. Również istnieje przecież TKPZL, członkowie którego mają coś-niecoś do powiedzenia i nie powierzali prawa reprezentowania ich interesów jako Polaków, oddziałowi ZPB. Dla szerszej opinii polskiej ważne jest przedstawienie całego wachlarza poglądów na sprawy polskie na Białorusi, a nie tylko jednego, reprezentowanego może i przez najliczniejszą polską organizację, lecz nie przez wszystkich Polaków. Dla fundatorów w kraju jest oczywiście łatwiej, gdy istnieje jakieś jedne centrum, jakiś jeden rozdzielnik funduszy, który prawdopodobnie łatwiej skontrolować.

Powstaje pytanie, dlaczego Polacy w kraju, którzy mają dziesiątki i setki różnorodnych organizacji pozarządowych, np. kombatanckich lub harcerskich, tyle partii, chcą żeby poza Polską była jedność organizacyjna. Czy to jest relikt epoki komunistycznej? Uważam, że Polska właśnie poprzez organizacje polskie może oddziaływać na społeczeństwo białoruskie w ten sposób, żeby ono się rozwijało w kierunku demokratyzacji, szacunku do prawa, poszanowania godności ludzkiej. Niestety, właśnie tego brakuje.

Jest jeszcze jedna strona tych polsko-polskich kontaktów. Takie spotkania z Polakami, reprezentującymi różne polskie organizacje, prowadzą do lepszego poznawania jeden jednego, do przedstawienia własnych idei, do zaprezentowania swoich metod pracy, a z biegiem czasu doprowadziłoby do zbliżenia oraz współpracy między tymi organizacjami. Oby ziścili się słowa modlitwy wiernych, wypowiedziane podczas uroczystej Mszy świętej: "Niech polskie organizacje na szego miasta i całego kraju, przesiąknięci duchem bratniej miłości i jedności, przyczyniają się do odrodzenia tradycyjnej duchowości i moralności naszego narodu".

Aleksander Kołyszko

 

Grażyna Łukasz, studentka 4 roku Historii KUL.

Cieszę się bardzo, że w Lidzie jest taka organizacja, która gromadzi Polaków, która pozwala im spotykać się, dzielić się doświadczeniami, kultywować tradycję. Znalazła się w Towarzystwie dzięki harcerstwu: kiedy przyszłam na pierwszą harcerską zbiórkę, dowiedziałam się o istnieniu TKPZL i nie wahając się zostałam jego członkiem.

Myślę, że Towarzystwo będzie miało świetlaną przyszłość... Nie wiem, czy moje losy będą związane z Towarzystwem, ponieważ mam przed sobą jeszcze dwa lata studiów, a potem nie wiadomo co będę robiła, ale myślę, że jeśli wrócę do Lidy, to nadal będę jego członkiem, będę prowadziła działalność, nie wiem jako kto, ale będę to robiła na pewno.

Inna Cydzik, studentka 5 roku ekonomii na Akademii Politechnicznej w Koszalinie.

Dokładnie nie pamiętam, kiedy zostałam członkiem TKPZL. Wszystko się zaczęło od tego, że najpierw moja mama wstąpiła do tej organizacji, później, zgodnie z tradycją rodzinną, ja też. Zaczęłam od nauki języka polskiego przy Domu Twórczości.

Myślę, że ta organizacja będzie istniała, póki Polacy mieszkający na Ziemi Lidzkiej będą interesować się swoją kulturą i życiem swoich przodków a przy tym wspierać działalność Towarzystwa. Co zaś tyczy się mnie, to, jestem Polką i lidzianką od urodzenia i bez względu na to, gdzie będę mieszkała w przyszłości, to mam nadzieję, że zawsze będę miała miejsce w rzędach członków TKPZL.

Irena Kasper, studentka 3 roku polonistyki w Łodzi. Jestem członkiem TKPZL od 4 lat. Ponieważ wyjechałam na studia do Polski, to niestety nie mam bliskiego kontaktu z działalnością Towarzystwa. Mimo to nadal uważam się za członka TKPZL. Potwierdza to również moja polska narodowość a przynależność do Towarzystwa jest takim zewnętrznym znakiem narodowej i własnej kultury. Ta organizacja jest dla Polaków w Lidzie bardzo ważna, chcę, żeby nadal działała. W przyszłości mam zamiar dołączyć się do jej wszelakich działań.

Irena Wojtkiewicz , nauczycielka. Dla mnie są ważne te spotkania Polaków, na których możemy rozmawiać w ojczystym języku, śpiewać swoje piosenki. Obecnie uczę języka polskiego dzieci w przedszkolu. Dusza się raduje, gdy maluchy powoli zaczynają wymawiać polskie słowa, uczą się wierszy, gier i z radością oczekują na następne lekcje.

Anna Komincz , solistka zespołu "Kresowiacy". Kiedy oglądając film "Pan Tadeusz", usłyszałam ostatnie słowa głównego bohatera: "Nareszcie odzyskałem ojczyznę kochaną", zamyśliłam się. A ja, czy ja znam smak ojczyzny? Odruchowo chciałam powiedzieć, że nie. A jednak ja mam kawałeczek ojczyzny, to są moi przyjaciele-Polacy, mój zespół, moje Towarzystwo.

Wiktor Nosowicz , robotnik. Bycie członkiem TKPZL daje możliwość poczucia się Polakiem. Podczas imprez najbardziej wzruszają mnie małe dzieci, które uczą się mówić po polsku. My takiej możliwości nie mieliśmy.

Lilia Tumilewicz , pracownica apteki. Działanie w Towarzystwie stało się istotną częścią mego życia. Nawet najskromniejsze działanie wzmacnia moje poczucie tożsamości narodowej, jedności z wielką rodziną Polaków w Macierzy i na świecie. Wszystko, co zasmuca czy raduje Polaka w Europie, Ameryce czy Australii jakby dotyczy mnie bezpośrednio. Członkowstwo w polskiej organizacji potęguje i ujawnia we mnie charakterystyczne narodowe cechy. I pozytywne i negatywne. I jest to dobre.

Anna Mickiewicz , kierownik muzyczny w przedszkolu. Od kiedy jestem w Towarzystwie zaczęłam więcej poznawać swoją kulturę, historię, język. Dzięki temu i moje dzieci są bliżej kultury swego narodu, dostały się na studia. (Córki p. Ani, Irena i Antonina, są studentkami studiów zaocznych w Białymstoku - red.) Ale najważniejsi są ludzie, ludzie , którzy przyciągają. Poznałam i zaprzyjaźniłam się z wieloma wspaniałymi osobami. Całe moje życie się odnowiło.

Stanisław Uszakiewicz , emeryt. Wiedziałem, że tu są młodzi, energiczni ludzie, którzy najbardziej trzymali się hasła "Bóg, honor, Ojczyzna". Tu mogłem zrealizować swoje zamiary, przekazać innym to co znałem. Ta działalność cały czas mnie inspirowała. Polskość była zawsze dla mnie najważniejszą rzeczą, Ojczyzna była dla mnie natchnieniem nie tylko w czasach ciężkich, ale także w radości. W 1939 r. ukończyłem pierwszą klasę szkoły polskiej i już podczas okupacji bolszewickiej przeczytałem w kalendarzu takie słowa: "O Polacy, o pielgrzymi, pocóż wam religia nowa. Wasza ziemia krwią się dymi". Te słowa zawsze nosiłem w sercu. Polskie słowo pisane i mówione było ze mną przez całe moje życie. Przyjście do polskiej organizacji było kontynuacją mojej polskiej edukacji.

 

 

Módlmy się za naszych rodaków, zrzeszonych w Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Niech Bóg błogosławi ich poczynaniom, mającym znaczenie historyczne, kulturowe i wychowawcze. Ciebie prosimy...

Módlmy się o prawdziwą więź pokoleń w Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej, o wzajemny szacunek, oddziaływanie i współpracę na rzecz odrodzenia i rozwoju wspólnego dziedzictwa duchowego. Ciebie prosimy...

Módlmy się o rzetelną i owocną współpracę Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej z kościołem w duchu nauki wiary i tradycji historycznej. Ciebie prosimy...

Módlmy się za wszystkie polskie organizacje naszego miasta i całego kraju. Niech przesiąknięci duchem bratniej miłości i jedności przyczyniają się do odrodzenia tradycyjnej duchowości i moralności naszego narodu. Ciebie prosimy...