Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Armije małżeńskie

 

Często i teraz, między starszymi wiekiem Lidzianami, słyszeć można tytuły: "kapitan Laskowiczowskiego regimentu" - "major Walowskiego regimentu" i tym podobne, jakimi żartobliwie nazywają ludzi żonatych. Tytuły te wzięły swój początek z następnego zdarzenia.

Był w lidzkim powiecie możny obywatel starosta Wal, dziedzic Iszczołny, Hołdowa i innych dóbr, człowiek niemłody, który się ożenił z panną Szukiewiczówną, a zakochany, całą fortunę przed ślubem jej zapisał.

Walowa musiała być energiczną kobietą, bo samowładnie rządziła nie tylko majątkiem, ale i osobą męża, o którym zapomniano nawet, że żyje; mówiono tylko o pani Walowej. Staruszek do tego stopnia był zawojowany, że go jejmość niekiedy posyłała z listami do swoich przyjaciółek, a siedząc u stołu, we własnym domu, na szarym końcu, rzadko sobie pozwalał wtrącić się do ogólnej rozmowy. Przybyłym paniom, bogatszym znajomym swojej żony nie zawsze nawet był prezentowanym i pewnego razu, gdy w dyskusję u stołu Wal kilka razy się odezwał, jedna z takich pań zapytała z cicha Walową: "jak się nazywa ten staruszek, rezydent zapewne pani", - a ta, zarumieniona, wycedziła przez zęby: "to mój mąż".

Z siostrą pani starościny Walowej ożenił się Karoł Laskowicz, człowiek małej fortuny, lecz dobrej głowy i mocnej woli. Ten, przeciwnie, despotycznie rządził swoją połowicą, która równie, jak Wal u żony, u męża swego nie miała żadnego głosu. Oba te małżeństwa razem mieszkały, bo Laskowicz był plenipotentem Walowej i zajmował się wszystkimi jej interesami. Walostwo nie mieli dzieci i skutkiem zapisów Walowej, cały majątek po ich zgonie przeszedł do Laskowicza.

Karol Narbutt, krajczy i pisarz ziemski lidzki, człowiek wesołego temperamentu, ufundował między żonatymi powietnikami swymi dwie armie: Walowską i Laskowiczowską. Wszyscy mężowie pod pantoflem u żon będący, lub też powodujący się ich zdaniem, byli oficerami armii Walowskiej i stosownie do stopnia zasług, to jest im kto więcej lub mniej był pokorny i uległy, otrzymywali patent na rangi, aż do stopnia generała. I odwrotnie: mężowie, trzymający krótko żony, byli oficerami armii Laskowiczowskiej. Armia Walowska miała i kapelanów, którymi mianowani byli proboszczowie, zawojowani od swoich gospodyń.

Patenty armii Walowskiej mniej więcej brzmiały następnie: "My z jejmościnej łaski feldmarszałek armii Walowskiej, oznajmujemy wszem wobec i każdemu zosobna, komu o tem wiedzieć należy, iż za odznaczenie się N. N. kapitana (tu wypisany był czyn dający prawo do nagrody), mianowaliśmy go majorem naszej armii Walowskiej; przeto rozkazaliśmy i rozkazujemy: wszystkim generałom, sztab i ober-oficerom, jako też i żołnierzom owego N.N. za majora uznawać i należne mu honory wojskowe oddawać. Dan w głównej kwaterze naszej." Podpis feldmarszałka i szefa sztabu i pieczęć na wosku. Na pieczęci było wyobrażenie tłustej baby, siedzącej w fotelu z dyscypliną, a przed niej klęczący mąż; wokoło nadpis: "pieczęć armii Walowskiej". Na pieczęci armii Loskowiczowskiej wyobrażony był barczysty mężczyzna w nakazującej postawie, a przed nim nachylona kobieta i napis pod spodem: "oto ja, służebnica pana mojego". Wokoło zaś nadpis: "pieczęć armii Laskowiczowskiej". Jeżeli się kto z oficerów armii Walowskiej zdobył na odwagę być samodzielnym w domu, translokowany był do armii Laskowiczowskiej"; rzadko się to jednak zdarzało, a częściej oficerowie armii Laskowiczowskiej przechodzili do Walowskiej, boć niedarmo Krasicki napisał: "my rządzimy światem, a nami kobiety".

Wałowczycy mieli osobny katechizm: obowiązani byli wierzyć, że odkupiła i oświeciła ich jejmość. W nagrodę zasług wyżsi oficerowie dostawali od jejmości racye podpłomyków, to jest blinów bez ognia i wody, białą rączką pani na marsowych ich policzkach wypieczonych. Szlachecki dobry humor objawiał się w tych żartach. Żartowano z siebie wzajemnie, licząc się do najstarożytniejszych rycerzy, bo pierwszy człowiek Adam w raju już został w służbie Ewy, a tytuły te tak weszły w modę w Lidzkim, że prawie każdego obywatela nazywają pewnym stopniem wojskowym, wnosił stąd o zawiązaniu się jakiejś konfederacji; ale miejscowe władze objaśniły go, jakiego rodzaju są ci wojskowi. Wtenczas chciał poznać twórcę małżeńskich armii i gdy mu, bawiącemu wówczas z żoną w Perepeczycach, przedstawiono krajczego Narbutta, rzekł do niego: "Jestem feldmarszałkiem armii rosyjskiej i rad był bym wiedzieć, jakibym mógł zajmować stopień w jakiej z armii utworzonej przez pana". Na to mu odpowiedział Narbutt: "To zależeć będzie od dostrzeżonych zasług waszej książęcej mości na tem odrębnem polu chwały, wyłącznie dla tych armij przeznaczonem".

Po niejakim czasie damy namówiły księżnę Repninową, aby się zbliżyła do męża grającego w karty i pogłaskała go po twarzy, co też ona uczyniła. W kilka chwil potem wniósł na tacy kamerdyner duży pakiet zapieczętowany i podał go księciu. Otworzywszy go znalazł Repnin dla siebie patent na stopień podchorążego armii Walowskiej. Ucieszony, zachował ten patent, mówiąc, że go dołączy do innych, jakie otrzymał na stopnie wojskowe i ordery.

 

Tygodnik ilustrowany. Fragment Pamiętnika Bronisława Narbutta, tom I, nr 18; 29.04.1876 r.