Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

77 Pułk. Mobilizacja

 

22 sierpnia 1939 r. dowódca 19. DP gen. Józef Kwaciszewski otrzymał rozkaz dowódcy DOK III Grodno ściągnięcia z ćwiczeń wszystkich jednostek do garnizonów i postawienia ich w stan czujności. Pułki miały kontynuować szkolenie w pobliżu koszar. Jednak już następnego dnia zarządzono mobilizację alarmową, a godziną "A" wyznaczono na godz. 7.00 24 sierpnia. Dowództwo 19. DP osiągnęło gotowość zgodnie z planem (A+24) i przystąpiło do mobilizacji poszczególnych jednostek. 77. pp przydzielony był do grupy "zielonej" i poszczególne pododdziały miały osiągnąć gotowość:

- I i II bat., komp. p.panc. (Z+18),

- dowództwo, komp. gosp., komp. zwiad., plut. pion., plut. art., plut. łącz. plut. p.gaz. (Z+ 28),

- III bat. (Z+36)

- komp. kol, kolumny taborów nr 309 i 310 (Z+48).

Godzinę "Z" wyznaczono na godz. 5.00 25 sierpnia. Mobilizacja przebiegała na ogół bardzo sprawnie. Stawiennictwo rezerwistów - 100 %, w nakazanym czasie. Element - przeważnie Białorusini. Morale bardzo wysokie. Nieznaczne opóźnienia w gotowości poszczególnych pododdziałów wskutek zbyt późnego doprowadzenia koni z Komisji Rozdzielczych. Konie zbyt drobne dla artylerii, prawie zupełnie nie kute. Wozy prawie wyłącznie jednokonne, zbyt małe i nietrwałe. Uprząż zupełnie nie nadająca się dla wojska. Odbija się to fatalnie na późniejszych działaniach. Inne relacje oficerów oraz akta 19 DP potwierdzają, że o ile mobilizacja żołnierzy przebiegała planowo - rezerwiści stawiali się nawet przed czasem, to pobór materiałowy napotykał na kłopoty we wszystkich pododdziałach dywizji. Mimo starań Komisji Poboru Koni, brakowało znacznej ilości zwierząt, a część dostarczonych była bardzo słaba. Braki te w szczególnie dotknęły artylerię i tabory. Były też problemy z właściwym obsadzeniem stanowisk dowódczych i pewne braki w uzbrojeniu. Większość niedociągnięć udało się jednak usunąć do 28 sierpnia kiedy pierwszy rzut pułku załadowano do transportów kolejowych (I i II bat.). Następnego dnia wyruszyła reszta pododdziałów. Przejazd trasą Lida - Czeremcha - Warszawa - Łowicz odbył się bardzo sprawnie i bez zakłóceń - trwał ok. 19 godzin. 30 sierpnia pułk wyładowywał się w rejonie Łowicza i przeszedł ok. 15 km na południe od tego miasta, gdzie do 1 września rozlokował się w rejonie miejscowości Jeżów. Tu dowództwo nad pułkiem objął ppłk. August Wiktor Nowosielski.

 

Wybuch wojny

 

19. DP wchodziła w skład armii odwodowej "Prusy", dowodzonej przez gen. Stefana Dąb-Biernackiego, która była potężnym związkiem operacyjnym - w jej skład wchodziło: 8 dywizji piechoty (3., 12., 13., 19., 29., 36., 39., 44.), Wileńska Brygada Kawalerii, 2 bataliony czołgów 7 TP (1 i 2), 81. zmotoryzowany batalion saperów, 2. i 3. pułk art. ciężkiej, 3 dywizjonów art. najcięższej (11., 12., 13.). Wszystkie jednostki były dość dobrze wyposażone i wyszkolone. Liczyły one ok. 140 tys. żołnierzy wyposażonych w 610 dział i moździerzy, 189 dział ppanc. i 98 czołgów.

Armia "Prusy" była głównym odwodem Naczelnego Wodza i zajmowała szczególne miejsce w planach operacyjnych sztabu. Ponieważ spodziewano się, iż główne uderzenie niemieckie wyjdzie w kierunku Łodzi, została ona skoncentrowana w rejonie Tomaszów Mazowiecki - Kielce - Radom. Takie ugrupowanie miało osłaniać styk armii "Łódź" i "Kraków" i umożliwić działanie na korzyść obu tych związków operacyjnych. Głównym jednak zamierzeniem było przeprowadzenie siłami Armii "Prusy" kontrofensywy. W związku z tym, na wniosek dowództwa, Ministerstwo Komunikacji zbudowało dwa mosty żelazne na Pilicy: w rejonie Rzeczycy i na zachód od Nowego Miasta, a także przeprawę pod Maciejowicami. Plan działania nie był jednak dopracowany, a oddziały zostały ugrupowane zbyt daleko od armii pierwszoliniowych (75 - 120 km); ich wejście do walki wymagało przesunięcia sił, które zajęłoby 3 - 4 dni. Dodatkowo armia miała być gotowa dopiero w 15 dniu mobilizacji powszechnej i była pozbawiona wsparcia lotniczego.

Dowództwo niemieckie, zgodnie z przypuszczeniami polskich sztabowców, główne uderzenie planowało wykonać na kierunku Częstochowa - Łódź - Warszawa. Do ataku wyznaczono trzy armie (8,10 i 14), tworzące Grupę Armii Południe pod dowództwem gen. Gerda von. Runstedta, przyczym na głównej osi natarcia miała działać 10 armia gen. Waltera v. Reichenau. Składała się ona z 5 korpusów - łącznie 6 dywizji piechoty, 3 lekkie, 2 zmotoryzowane i 2 pancerne. Miała ona przebić się jak najszybciej do Wisły, rozbijając po drodze polskie oddziały. W związku z tym skoncentrowano w niej dużą ilości związków szybkich (7 dywizji), na korzyść których działała, wydzielona z 4. Floty Lotniczej, Grupa Lotnicza do zadań specjalnych (2 pułki bombowców nurkujących).

1 września w rejonie koncentracji armii "Prusy" znajdowała się tylko część oddziałów:

- 19. DP: 77., 86. i 85. (bez III bat.) oraz 19. pal,

- 29. DP: 76., 81. pp oraz 29. pal (41. pp i I/29. pal osłaniały Suwalszczyznę),

- Wileńska Brygada Kawalerii: 4., 13., 23. puł oraz 3. dak.

Pozostałe jednostki były w drodze lub dopiero mobilizowały się. Dowódca armii postanowił wykorzystać posiadane siły do osłony kierunku piotrkowskiego i styku armii "Łódź" i "Kraków". W tym celu przegrupował armię na Zachód. 2 września do sztabu armii nadeszła wiadomość o przerwaniu frontu przez niemieckie jednostki zmotoryzowane w okolicy Częstochowy. W związku z tym 19. DP została skierowana pod Piotrków aby stworzyć zaporę przeciwpancerną. Oddziały wyruszyły 2 września popołudniu i maszerowały całą noc i następny dzień. Poruszający się szosą I batalion 77. pp został ostrzelany przez samoloty wroga - padli pierwsi zabici i ranni. Po krótkim odpoczynku oddziały wznowiły ruch, aby osiągnąć wyznaczony rejon 4 września rano. 77. pp tak jak inne jednostki poniósł straty marszowe. Wielogodzinny wysiłek w czasie upału, brak snu i ciężar pełnego wyposażenia wyczerpały siły wielu żołnierzy.

 

Bitwa pod Piotrkowem Trybunalskim

 

Gen. Dąb-Biernacki postanowił siłami 3 batalionów: 1/146. pp, II i III/86. pp wzmocnionymi artylerią ppanc. (2 kompanie ppanc.: pułkowa i dywizyjna oraz plut. art./86. pp - łącznie 20 dział) utworzyć obronę na płd.-zach. od Piotrkowi. 85. pp osłaniał północne skrzydło. 4 września oddziały zajęły wyznaczone pozycje, budowały i maskowały stanowiska, a saperzy rozłożyli na przedpolu 86. pp 400 min. Linia obrony została wybrana jednak niewłaściwie - płaski teren ułatwiał natarcie niemieckim czołgom, a duże odległości między oddziałami uniemożliwiały współdziałanie, dodatkowo tylko II/19. pal i część dział 19 daku mogło wspierać obronę wysuniętych pozycji. Nie było także styczności z oddziałami Armii "Łódź" (2. ppLeg. od południa 4 września toczył zacięte walki z pododdziałami nacierającego XVI KPanc.). Dowódca armii nie przyjął sugestii dowódcy 19. DP - gen. Kwaciszewskiego, sugerującego oparcie obrony o bagnistą rzeczkę Prudkę lub zabudowania Piotrkowa. Przez cały dzień niemiecka 4. flota lotnicza intensywnie rozpoznawała i bombardowała miejsce grupowania się oddziałów Armii "Prusy", które stosowały głównie obronę bierną (maskowanie), ale kiedy zorientowano się, że nieprzyjaciel wykrył już polskie pozycje, zaczęto otwierać ogień do nurkujących samolotów. Jeden bombowiec został strącony przez strz. Całusa z 1. komp. ckm 77. pp.

77. pp z I/86. pp i IV dyonem 19. pal, utworzył grupę ppłk. Augusta Nowosielskiego, która skoncentrowała się w lesie Lubień - Łęczno, osłanianym bagnistą rzeczką Luciążą. Aby zwiększyć mobilność oddziału tabory żywnościowe pozostawiono w lesie Budy na płn.-wsch. od Piotrkowa. Jednostki dowodzone przez ppłk. Nowosielskiego weszły wraz z Wileńską Brygadą Kawalerii w skład Grupy Operacyjnej gen. Rudolfa Dreszera, która miała wykonać uderzenie na tyły rozwiniętych do natarcia Niemców. Rolą nowoutworzonego ogniwa dowodzenia miało być koordynowanie natarcia oddziałów, jednak pozbawione środków łączności pozostało ono bez wpływu na walkę.

Nocą z 4 na 5 września 86. pp siłą 1 kompanii wykonał wypad na miejscowość Siomki, wprowadzając pewne zamieszanie w szeregach niemieckich. Rankiem, po silnym przygotowaniu artyleryjskim i bombardowaniu lotniczym, do ataku na Piotrków ruszyły pododdziały niemieckiej 1. DPanc. (4. DPanc. i 31. DP z XVI KPanc. były związane walką pod Borową Górą, a 14 DP była dopiero drodze. Atak załamał się w ogniu obrony ppanc. Niemcy stracili dużą ilość czołgów. Po południu, po huraganowym ostrzale i licznych atakach lotniczych natarcie wznowiono siłami całej dywizji. Jednocześnie wydzielony z 4. DPanc. pułk czołgów wszedł w lukę między polskimi oddziałami i ruszył w głąb ugrupowania obronnego. Ok. godz. 17.00 obrona 86. pp załamała się i żołnierze ponosząc olbrzymie straty (ok. 1000 rannych, zabitych i wziętych do niewoli) zaczęli się wycofywać, a nacierający Niemcy wdarli się do Piotrkowa i rozbili stacjonujący za miastem 85. pp. W tym czasie gen. Kwaciszewski, wezwany w krytycznym momencie bitwy na odprawę, poszukiwał dowódcy armii. Do dywizji powrócił już po jej rozbiciu i w czasie próby jej uporządkowania oraz nawiązania łączności z dowódcą armii dostał się do niewoli.

Gen. Dąb-Biernacki, dowiedziawszy się o zaistniałej sytuacji odwołał planowane uderzenie GO gen. Dreszera. Jednak już godzinę później montował nowy atak, tym razem włączywszy do akcji także 29. DP. Wkrótce znów zmienił rozkazy, Wileńska Brygada Kawalerii miała prowadzić rozpoznanie i osłonić zgrupowanie od południa, 29. DP była przewidziana do wykonania głównego uderzenia, a grupa ppłk. Nowosielskiego miała je wspierać. Ostatecznie nocą zrezygnowano z akcji zaczepnej.

 

Odwrót ku Wiśle

 

6 września, po przełamaniu obrony 13. DP w Tomaszowie Mazowieckim, niemiecki XVI KPanc., zajmując po drodze większe miejscowości, ruszył wzdłuż północnego brzegu Pilicy ku Wiśle. Natomiast na kierunku radomskim, w stronę mostu pod Maciejowicami, który był broniony przez Wileńską Brygadę Kawalerii, nacierał XIV KZmot. Między tymi kolumnami, w kompleksach leśnych pozostały rozdrobnione polskie 13.,19. i 29. DP oraz 81. b.sap. zmot. i 1. bat. czołgów lekkich. Pododdziały nie zachowywały już spójności, poruszały się w kilku zgrupowaniach, nie mając między sobą łączności. Nikt nie koordynował tego odwrotu, toteż straty w ludziach i sprzęcie były ogromne.

Po odwołaniu kontruderzenia na Piotrków pododdziały 19. DP otrzymały rozkaz koncentracji w rejonie miejscowości Koło. W czasie przemarszu w jej kierunku ppłk. Nowosielski dowiedział się, że jest ona już zajęta przez Niemców. Zawrócił więc swoją grupę na południe, ale utracił łączność z taborami bojowymi swojego 77. pułku, przez co oddziały zostały pozbawione zaopatrzenia. Dowódca taborów - kpt. Stanisław Juras podporządkował sobie napotkany konny pluton zwiadu i pod jego osłoną przemieszczał się w kierunku Opoczna. 8 września, pod miejscowością Ruski Bród koło Przysuchy, zgrupowanie zostało otoczone, wozy zostały zniszczone, a żołnierze podzieleni na małe grupy dołączali do innych oddziałów 19. DP (m.in. do 77 pp.). Podczas tych dramatycznych wydarzeń jeden z oficerów spalił akta pułku.

6 września po południu główne siły 77. pp wraz z I/86. pp przeprawiły się w bród przez Pilicę pod Sulejowem, jedynie IV/19. pal działa i taczanki przeszły po atakowanym przez lotnictwo moście w tej miejscowości. Następnie oddziały skierowały się w rejon miejscowości Błogie. Wobec wkradającej się demoralizacji ogłoszono, iż dezercja będzie karana śmiercią. Nawiązano kontakt z gen. Dreszerem, a ppłk. Nowosielski uzyskał od niego wsparcie 2 czołgów z 1 bat. czołgów lekkich 7 TP, pojazdy jednak zostały ostrzelane i uszkodzone przez własne oddziały. 7 września, w czasie postoju zgrupowania ppłk. Nowosielski wyjechał samochodem do Opoczna w celu odnalezienia dowództwa 19. DP, bądź jakiś własnych jednostek. Po drodze natknął się na kolumnę nieprzyjacielską. Mimo utraty samochodu, zdołał uniknąć niewoli i uratować przewożony sztandar pułku. Prawdopodobnie dołączył do któregoś z polskich oddziałów i z nim przekroczył Wisłę.

Dowództwo nad 77. pp objął ppłk. Stanisław Konstanty Gąsiorek. Po przejściu zgrupowania do lasu Antoninów, dołączył do niego II/85 pp mjr. Jerzego Maciejewskiego, a wraz z nim dowódca 85 pp - płk. Jan Kruk-Śmigla, który objął dowództwo nad całością składającą się z 5 batalionów piechoty, dywizjonu artylerii, pododdziałów pułkowych 77 i 85 pp oraz taborów Wileńskiej Brygady Kawalerii. Była to prawie połowa dywizji - razem ok. 7000 ludzi, 12 - 14 armat 75 mm i kolkanaście działek ppanc. oraz ok.1000 koni. 8 września, na odprawie zadecydowano, że oddziały pozostaną na tyłach niemieckich i będą atakować linie zaopatrzenia przeciwnika. W tym celu zgrupowanie przeszło do lasów na południe od Inowłodzi. Tam pozostawało od 9 do 11 września - żołnierze odzyskiwali siły, dołączali maruderzy. Wobec wyczerpania się zapasów żywności, podzielono między oddziały 200 tys. zł z kasy Wileńskiej Brygady Kawalerii i dokonywano zakupów u miejscowej ludności. Wszelkie przemarsze dokonywano nocą, bądź pod osłoną lasów. Rejon postoju zgrupowania ubezpieczano czatami bojowymi.

10 września na szosie Inowłódź - Opoczno, pomiędzy Kraśnicą a Dębami, jedna z nich, wystawiona przez 1 komp. ckm 77 pp. i dowodzona przez kpr. pchor. Władysława Dawgierta ostrzelała niemiecki samochód osobowy. W wyniku potyczki zginął gen. SS i policji Wilhelm von Roettig. Kpr. pchor. Leonard Sawoń tak opisał to wydarzenie: Stanowisko ckm było na skraju zagajnika z lewej strony bliżej szosy i miało doskonałe pole ostrzału całego łuku szosy. Celowniczym ckm był żołnierz służby czynnej st. strzelec Bronisław Sołtysiak, celowniczym rkm Żyd Wesler. Około godz. 10.00 latał nad nami samolot, byliśmy jednak doskonale zamaskowani. Nawet koń z biedką był przykryty ściętymi brzózkami. [...] W czasie posiłku (ok. godz. 14.00) czujka złożona z 2 żołnierzy, leżących przy skarpie szosy (z naszej strony), oddała kilka strzałów. Również żołnierze placówki [...] otworzyli ogień, bowiem na szosie od strony Opoczna pojawił się samochód limuzyna koloru wiśniowego (odkryty). [...] Niemcy wyskoczyli z samochodu z lewej strony szosy w kierunku ich jazdy do Inowłodza i otworzyli ogień z pistoletów maszynowych. Ponieważ nasza strzelanina nie dawała efektów, pchor. Dawgiert dał rozkaz zaatakowania Niemców ogniem bocznym. W tym celu wyszliśmy z zagajnika i tyralierą staraliśmy się przeskoczyć na lewą stronę szosy.

Zaskoczeni tym manewrem Niemcy, podnieśli ręce do góry. Przerwaliśmy ogień. W chwili gdy pchor. Dawgiert z karabinem w ręku zbliżył się jako pierwszy do samochodu, zza pleców stojących Niemców padł strzał, trafiając Władka w samo serce. Polacy odpowiedzieli ogniem - generał został zabity podobnie jak jeden z towarzyszących mu oficerów, drugiemu udało się uciec. Wcześniej zginął również kierowca samochodu.

Po 20 - 30 min. od strony Opoczna zauważono auto ciężarowe [lub jak mówią inne relacje transporter opancerzony z żołnierzami jakiejś jednostki art. p.lot.]. Krótka seria z ckm zatrzymała auto. W dalszym ciągu strzelano w skrzynię. Szofer zdążył wyskoczyć i rowem wycofać się. Siedzący obok niego Niemiec wyskoczył również, lecz padł w rowie. Przybiegłem do auta z podch. Grabowskim R. W aucie leżało 7 zabitych (relacja J. Raubo).

Przy zabitym generale znaleziono dokumenty i mapy z naniesionymi pozycjami niemieckich jednostek. Ze względu na wagę zdobytych informacji zdecydowano się wysłać w przebraniu sierż. Webera, aby dostarczył dokumenty do dowództwa w Warszawie - nie ma jednak żadnych informacji czy wykonał on swoją misję. Kpr. podch. Władysław Dawgiert został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznym, a jego zwłoki spoczęły na cmentarzu parafialnym w Kraśnicy. Potyczka stoczona 10 września była jedynie drobnym epizodem walk, ale w znacznym stopniu podniosła ona nadszarpnięte odwrotem morale żołnierzy. Wieść o niej dotarła bardzo szybko do wszystkich żołnierzy zgrupowania płk. Jana Kruk-Śmigli.

Nocą z 10 na 11 września, oddziały ppłk. Kruk-Śmigli przeprowadziły dwa wypady na niemieckie jednostki tyłowe. 4. komp. 85. pp zniszczyła kolumnę zaopatrzeniową nieprzyjaciela (ok. 20 samochodów i kilkudziesięciu żołnierzy) na szosie spalskiej, a następnie zaatakowała Inowłódź, ale tam została odparta. 6. komp. 85. pp przekroczyła Pilicę i zaatakowała lotnisko polowe w Rzeczycy, mimo załamania się na skutek paniki szturmu zniszczono kilka samolotów. 11 września, po przeprowadzeniu rozpoznania 77. pp uderzył na Opoczno, ale stacjonujący tam batalion nieprzyjaciela (prawdopodobnie z 46. DP) wycofał się - walka zakończyła się ...bez większych strat ale i bez poważniejszych wyników. Ppłk. Kruk-Śmigla postanowił przesunąć swoje oddziały na wschód. W nocy z 13 na 14 września zgrupowanie przesunąłem do lasów na północ od m. Ryczywół [Odrzywół], skąd dalsze działania prowadziłem już w dwóch kolumnach: północna pod moim dowództwem, w składzie II/85. pp, I/86. pp i tabor Wileńskiej Brygady Kawalerii, południowa pod dowództwem ppłk. Gąsiorka w składzie: 77. pp i IV/19. pal. Dawało to szerszy zasięg w działaniu, możliwości łatwiejszego krycia przed lotnictwem i łatwiejszego wyżywienia wojska, co sprawiało duże trudności. By zdobyć żywność dla przeszło 7 tysięcy żołnierzy i paszę dla przeszło tysiąca koni, trzeba było najpierw przepędzić Niemców z okolicznych miejscowości i dopiero organizować wypiek chleba i zakup innych środków żywności i paszy. Pieniędzy dostarczało kwatermistrzostwo Wileńskiej Brygady Kawalerii. W dzień Niemcy zbliżali się do zgrupowania ze wszystkich stron, bez próby jednak wejścia do lasu, a na noc odskakiwali na odległość kilkunastu kilometrów. Oddziały przepędzały nieprzyjaciela m.in. z Nowego Miasta i Białobrzegów, a na południu z szeregu miejscowości, [...] zadając często większe straty spowodowane zaskoczeniem. Cały czas prowadzono intensywne rozpoznanie, które wykazało obecność dwóch lotnisk na południe od Białobrzegów. Ppłk. Kruk-Śmigla miał uderzyć ze swoją grupą na Suchą Szlachecką, a południowa kolumna (77. pp + IV/19. pal) na Podkamień (obecnie Kamień). Niestety, Niemcy wiedzieli już o obecności większych sił polskich i nie dali się zaskoczyć.

14 września około południa oddziały niemieckiej 1. DLek., otoczyły rejon postoju polskiego zgrupowania. Nieprzyjaciel wykonał szereg niezbyt silnych ataków, wspieranych przez artylerię i lotnictwo. Najsilniej nacierał północną kolumnę w rejonie Stawiszyna (II/85. pp), zaszła konieczność wsparcia obrony ogniem dotychczas ukrywanych dział. 77. pp również odparł kilka ataków o charakterze rozpoznawczym. Jednocześnie oddziały ponosiły duże straty w ludziach i sprzęcie od ognia artyleryjskiego i bombardowań. Szczególnie dokuczliwe były ładunki zapalające, powodujące pożary lasu. Wobec wykrycia miejsca zgrupowania, ppłk. Kruk-Śmigla postanowił przebić się przez linie niemieckie pod osłoną nocy i skoncentrować się w Grabowym Lesie. Z południowej kolumny wydzielił I/77. pp wsparty 2 działami IV/19. pal. Oddział ten odwodzony przez mjr. Władysława Włodygę miał przejść przez groblę w miejscowości Pierzchnia, skręcić na północ i bocznym uderzeniem otworzyć drogę północnej kolumnie nacierającej przez bagnistą rzeczkę Pierzchniankę w rejonie miejscowości Suski Młynek. Główne siły 77. pp. i IV/19. pal odeszły na południe i łukiem przez Jakubów - Kiełbów - Kadłubek nie niepokojone udały się do wyznaczonego rejonu. Natarcie I/77. pp. opisał dowódca 1. komp. ckm kpt. - Leon Gnatowski: ... z chwilą zbliżania się do grobli w rej. Potworów, baon został zaskoczony przez Niemców ogniem ckm i rkm oraz oślepiony rakietami. Na skutek nagłego zaskoczenia ogniem i światłem oraz dużych strat, w baonie powstało zamieszanie. Po zorganizowaniu natychmiastowego wsparcia ogniowego z ckm i dwóch dział, udałem się na czoło baonu by ustalić położenie. Widząc bierne zachowanie się żołnierzy poderwałem ich i uderzyłem na najbliższych Niemców. W czasie uderzenia zostałem ranny w prawe ramię. Po nałożeniu opatrunku, pomimo dotkliwej rany, ze względu na sytuację i brak w tym miejscu d-cy baonu objąłem dowództwo nad znajdującymi się koło mnie żołnierzami i uderzyłem na następne bronione przez Niemców punkty oporu. Pod nagłym i zdecydowanym uderzeniem Niemcy wycofali się na całym odcinku.

Po przebiciu się i ujęciu baonu w garść, usłyszałem walkę z kierunku marszu lewej płn. Kolumny ppłk. dypl. Kruk-Śmigla. Nie namyślając się uderzyłem z boku na broniących przejście Niemców i tutaj pod nagłym i niespodziewanym dla Niemców (zeznanie jeńca) uderzeniu z tego kierunku nie wytrzymali i zaczęli się wycofywać, a ja połączyłem się z kolumną ppłk. dypl. Kruk-Śmigla...

Atak odrzucił Niemców i zadał i pewne straty ... zniszczono 2 reflektory, 2 samochody i uszkodzono 2 czołgi. Niestety, Polacy też ponieśli pewne straty, co gorsza oddziały uległy wymieszaniu, zatraciły spoistość, a dowódcy przestali na jakiś czas panować nad całością. Sytuację pogarszały ciemności i nękający ogień artylerii niemieckiej. W zamieszaniu ranny ppor. Józef Roubo dostał się do niewoli. Wkrótce jednak zbiegł dzięki pomocy sołtysa Pierzchni, z którym z pobliskiej miejscowości zabrał wóz oraz biedkę wypełnione porzuconym wyposażeniem 81. pp (3 aparaty telefoniczne, płaszcze, koce, maski pgaz., uprząż itp.) i przekazał je dowódcy. Na skutek ciemności i wypadów Niemców, kolumna ppłk. Kruk-Śmigli uległa rozproszeniu - jej dowódca na czele grupy w łącznej sile ok. 3 komp. dotarł do lotniska Podkamień, na którym nie było już jednak samolotów. Później tocząc potyczki z napotkanymi oddziałami nieprzyjaciela kontynuował marsz na Zachód. Dostał się do niewoli po przekroczeniu Wisły, a prowadzone przez niego resztki II/85. pp rozwiązał dowódca batalionu.

Dowództwo nad I batalionem 77. pp. objął kpt. Leon Gnatowski, który zbierając rozbitków dotarł wieczorem 15 września do Grabowego Lasu. Oddział utracił połowę żołnierzy i obie przydzielone mu armaty. Dowódca batalionu - mjr Władysław Włodyga, dowódca plut. łącz. - ppor. Wacław Morawski, plutonowy 3. komp. - ppor. Alfons Sylwester Jezierski wraz z dwudziestoma kilkoma żołnierzami przedzierali się na własną rękę ku Wiśle, lecz zostali otoczeni przez niemiecką piechotę zmotoryzowaną i dostali się do niewoli.

Przez cały dzień zgrupowanie ppłk. Gąsiorka, podobnie jak stacjonujący niedaleko I/77. pp, było bombardowane. Po południu rozpoczęła ostrzał niemiecka artyleria, a samoloty oprócz zrzucania bomb, ostrzeliwała las z lotu koszącego. Dobrze zamaskowany IV dywizjon 19. palu nie poniósł większych strat, natomiast w 77. pp było wielu zabitych i rannych, utracono też część zaprzęgów. Część żołnierzy rozproszyła się, a wszyscy byli zszokowani i przemęczeni. Brak dział plot. i nieskuteczność ognia ckm czyniły zgrupowanie bezbronnym wobec ataków lotniczych. Ponieważ oddziałom groziła zagłada dowódca postanowił przebić się do Wisły i przez nią przeprawić między Ryczywołem a Magnuszewem.

Oddziały wyruszyły w nocy na północny-wschód do lasu Trzebień. Drogę zagradzały wysunięte placówki piechoty niemieckiej, które ostrzeliwały poruszającą się kolumnę. Strażą przednią była kompania z III/77. pp, który rozwinęła się i spędziła nieprzyjaciela w rejonie Mariampola. Za nim posuwał się pluton art. pułku i resztki taborów, I/77. pp, IV/19. pal, a na końcu II/77. pp. O świcie12 bat./19. pal została ostrzelana ogniem ckm. Utracono większość koni, działa odprzodkowano i otworzono ogień, jednak idący z tyłu II/77. pp, skręcił do lasu i nie udzielił pomocy artylerzystom, w wyniku czego utracono tę baterię. Pośpiech wynikał z faktu uaktywniania się przeciwnika, w czasie gdy część sił pozostawała w otwartym terenie. Dowódca plutonu art. pułkowej - kpt. Jerzy Schmidtke, chcąc wesprzeć ogniem torujące drogę oddziały, rozkazał odprzodkować działa. Niestety, zatarasował tym samym drogę wozom taborowym. Wkrótce artyleria i lotnictwo nieprzyjaciela rozpoczęło bombardowanie wylotów dróg, a jednocześnie wzmógł się boczny ogień km. Stracono znaczną część koni i wozów. Ubyło też wielu rannych, zabitych i wziętych do niewoli np. w I/77. pp z szeregów ubyło 32 % żołnierzy.

Po dojściu do lasu Trzebień, okazało się, że rozpoznany wcześniej pod Ryczywołem bród jest silnie broniony i znajduje się pod ogniem dobrze wstrzelanej artylerii niemieckiej, tak że nie sposób było dojść do Wisły. W związku z przemęczeniem żołnierzy, którzy od dwóch dni prawie nic nie jedli, oddziały rozłożyły się na biwak. Wystawiono jednak silne ubezpieczenia i rozpoznawano okolicę. Wkrótce miejsce postoju 77. pp i IV 19. pal zostało wykryte przez Niemców i obłożone ogniem artylerii, a wysunięte placówki zaatakowały przez samochody pancerne i lekkie czołgi, które zostały jednak odparte ogniem działek ppanc. Miejscowa ludność poinformowała ppłk. Gąsiorka o istnieniu brodu pod Magnuszewem na wysokości miejscowości Ostrów. Postanowiono wykonać demonstracyjny wypad na Ryczywół, a nocą przeprawić się przez Wisłę. Głębokość rzeki (120 - 140 cm) uniemożliwiała zabranie ciężkiego sprzętu - żołnierze otrzymali rozkaz zabrania ze sobą tylko broni ręcznej i po 15 pocisków na karabin. Na brzegu pozostawiono działa, działka ppanc. i ckm z których usunięto zamki i przyrządy celownicze, a także wszystkie wozy i rannych. Przeprawę opisał dowódca I/77. pp baonu: Przeprawa się udaje, jednak cały sprzęt ciężki bojowy i tabor zostaje. Tu dopiero kraje mi się serce na ten widok, wiedząc że za Wisłą o nowe uzbrojenie będzie bardzo trudno. Z baonem swoim osłaniałem przeprawę i przeprawiłem się wobec tego ostatni. Postanawiam nie iść śladami poprzednich oddziałów i za wszelką cenę przeprawić przynajmniej ciężkie kar. masz. za Wisłę. Przy pomocy prowizorycznie sporządzonych juk na koniach przeprawiam wszystkie 12 ckm. Koniec przeprawy zastaje świt i Niemcy rozpoczęli bombardować z samolotów, jednak moi podoficerowie z komp. ckm tak się zapalili, że nie zważając na skutki bombardowania przewieźli jeszcze na łodziach, które na skutek bombardowania były często wywracane, 65 tys. amunicji do ckm.

W czasie przeprawy część żołnierzy zmyliła drogę i dostała się do niewoli m.in. kpt. Jerzy Schmidtke i większość żołnierzy z plutonu art. 77. pp. Ostatecznie na prawy brzeg Wisły przedostało się zgrupowanie liczące ok. 1500 żołnierzy 77., 85. i 86. pp oraz19. pal. pozbawione prawie całkowicie ciężkiej broni i sprzętu, ale wciąż przedstawiające pewną siłę bojową. Należy też zwrócić uwagę, że w szeregach pozostał element najbardziej wytrzymały i wykazujący największą wolę walki.

Wojciech Markert