Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

"Witaj, majowa jutrzenko, świeć naszej polskiej krainie..."

 

Tak śpiewaliśmy my, "Kresowiacy", "rzewnym sercem, łzawym okiem", podczas występów gościnnych w Wielkopolsce. Miesiąc maj, obfitujący w uroczystości narodowe i religijne, dostarczył nam, tam, w dalekim Poznaniu, tyle wrażeń i wzruszeń, że mogłoby tego wystarczyć na kilka tourne.

Wyruszyliśmy w drogę wczesnym rankiem 3-go maja. Wydawało się, że sama pogoda wróżyła nam pomyślność: im dalej, tym więcej słońca, ciepła, zieleni i kwiatów.

Pierwszym przystankiem w naszej podróży stał się Brześć. Tu pieczę nad naszym zespołem sprawowało sympatyczne małżeństwo - Ireny Kołyszko i Wiktora Mironowa.

W katedrze brzeskiej nas powitał biskup Kazimierz Nowosielec. Po krótkim odpoczynku i posiłku śpiewamy na mszy św. z okazji rocznicy uchwalenia konstytucji. Nawet niespodziewane wyłączenie prądu nie zepsuło uroczystości, wręcz odwrotnie, śpiew zespołu stał się jakby bardziej ciepły, żywy. W tym nastroju zaśpiewaliśmy jeszcze kilka utworów po mszy św. Obdarzeni kwiatami i wdzięcznością parafian skierowaliśmy się na kolejną placówkę koncertową. Był nią mały, sympatyczny kościółek na Kijówce, pw. MB Królowej Polski. Tam gorąco powitał nas gospodarz ks. Tadeusz Olszewski razem z siostrami zakonnymi. Czekał na nas nie tylko ciepły posiłek, ale także dużo uśmiechów, przychylności. Mieliśmy trochę czasu na odpoczynek i na próbę. Przygotowywaliśmy się do wieczorowej Mszy św.

Kościół na Kijówce jest mały i przypomina ozdobne drewniane pudełeczko. Ale jaki klejnot mieści się w tym "pudełeczku"! mam na myśli oczywiście wspaniałych ludzi. I w czasie nabożeństwa, i podczas koncertu wyraźnie wyczuwaliśmy między sobą głęboką więź. Naprawdę byliśmy zaskoczeni takim gorącym odbiorem naszej skromnej sztuki! Zmęczeni, pełni wrażeń udaliśmy się na nocleg do gościnnych parafian. Następnego dnia czekała nas długa droga do Poznania.

Rześki majowy poranek zapowiadał przyjemną podróż. W połowie drogi spotkała na nas miła niespodzianka: gościna u przyjaciół w Warszawie. Dawni lidzianie: Wanda Bauman oraz Ryszard Sieczkowski, zebrali się w mieszkaniu pani Heleny Ozonek, by poczęstować nas, podróżników, gorącym rosołem i domowym ciastem. Ale była to uczta nie tylko cielesna, lecz także duchowa. Nie brakowało nostalgicznych wspomnień, dowcipów i oczywiście piosenek...

Ale komu w drogę - temu czas. Zbliżamy się do celu naszej podróży - Poznania. Nie znaliśmy jeszcze szczegółów naszego tourne po Wielkopolsce, a jednak pewni byliśmy wielkiej i atrakcyjnej przygody z piosenką.

Wjeżdżamy w małą brukowaną uliczkę Knapowskiego. Pod tym adresem znajduje się biuro turystyczne "...wicze", które organizuje pełne sentymentu podróże na Kresy. Kieruje tym ciekawym przedsięwzięciem sympatyczne małżeństwo Krystyny i Ryszarda Liminowiczów. Właśnie pan Ryszard (nasz Rysiek) już po raz trzeci zaprosił zespół "Kresowiacy" do Poznania. I to jego sylwetka z rozpostartymi ramionami ukazała się teraz w bramie kamienicy. Dotarliśmy na miejsce. Wypiliśmy herbatkę w ogródku, ustaliliśmy godzinę o której mieliśmy się spotkać następnego dnia i życzliwi gospodarze zabrali nas wszystkich na nocleg.

Aż trudno uwierzyć, że za oknem maj, bo zapowiadają upały! Równie gorący i napięty, jak się okazało, był i program tourne. 5 maja mieliśmy Wileńską Majówkę! Czekała na nas scena na dziedzińcu Centrum Kultury Zamek. Wśród zebranej publiczności dojrzeliśmy znajome twarze. Trudno wystawiać ocenę własnym występom. Jedno jest pewne - radość z Wileńskiej Majówki była obopólną! Chodzi tu nie tylko o śpiew, nie mniej ciekawe były spotkania z widzami, które odbywały się po koncertach. Były to spotkania rodaków, pełne wspomnień, pytań, łez radości...

Okazało się jednak, że scenariusz dnia nie został jeszcze wyczerpany. Wieczorem w ogródku państwa Liminowiczów obchodziliśmy urodziny gospodarza, w kręgu jego rodziny i najbliższych przyjaciół. Sto lat dla solenizanta.

Następnym punktem na mapie naszego tournee była Piła. Mimo tego, że spotkanie odbyło się w dzień powszedni, w sali miejskiego domu kultury zebrało się sporo ludzi. W trakcie koncertu, za kurtyną, dyrektor placówki ogłosił przyjemną niespodziankę: telewizja "Pilsat" pragnie tuż po koncercie nagrać program z zespołem. Nagranie odbyło się w kawiarni dziennikarskiej, gdzie nie tylko śpiewaliśmy, ale i opowiadaliśmy o historii zespołu. Przy okazji widzowie telewizyjni dowiedzieli się z ust naszego prezesa, Aleksandra Kołyszko, o działalności Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej.

Dzień następny był dla nas dniem szczególnym: pojechaliśmy do miasta-kolebki polskiej państwowości i duchowości - Gniezna. Muzeum Archidiecezji, katedra - aż trudno dziś uwierzyć, że staliśmy w miejscu tak ważnym dla wszystkich Polaków. I występ również w samym sercu Gniezna, na rynku. Wieczorem śpiewaliśmy we wspaniałej restauracji "Kresowianka", której właścicielką jest pani Małgorzata Ogonowska.

8 maja, we czwartek, ponownie byliśmy w Poznaniu. Tym razem jednak nie było koncertu, lecz zwiedzanie miasta. Słoneczna pogoda sprzyjała powolnym spacerom i ciekawym opowieściom naszego pilota. Stary Rynek z ratuszem, koziołki, fara, katedra z podziemiem - tu się przeplatają epoki i dzieje. Jeden dzień to tak mało. Wieczorem czekała jeszcze jedna niespodzianka: pan Ryszard zaprosił nas do znanej restauracja "Kresowa". Tu, w miłej, przyjaznej atmosferze obchodziliśmy imieniny naszego dyrygenta i kierownika, Stanisława Januszkiewicza.

9 maja pojechaliśmy do niedużego miasteczka, Kostrzynia. Po drodze zwiedziliśmy kilka wspaniałych miejsc: Rogalin Raczyńskich, jakże zasłużonych dla Polski i Poznania i pałac Zamojskich-Działyńskich w Kórniku. Cud przyrody i rąk ludzkich - arboretum - w tymże Kórniku, zachwycił każdego. Sala miejskiego ośrodka kultury zebrała tych, którzy pragnęli spotkać się z kulturą dawnych kresów. Byliśmy wprost zaskoczeni tak gorącym przyjęciem naszych gospodarzy, z burmistrzem miasta na czele. Kwiaty, uśmiechy przez łzy - czy to da się kiedyś zapomnieć? Wątpię.

W sobotę żegnamy się z gościnnym Poznaniem i naszymi gospodarzami. Na zakończenie pobytu jeszcze wywiad dla radia "Merkury". Po drodze stajemy się uczestnikami święta miasta Jastrowia w amfiteatrze. Niech żyje bal!

Zostały jeszcze dwa dni, pojechaliśmy nad morze. Bałtyk w Jarosławcu powitał nas słońcem, błękitem nieba i chłodną jeszcze o tej porze wodą. Ale wszyscy cieszyli się z tej morskiej przygody.

Nocowaliśmy w Sławnie, u rodzeństwa pana Liminowicza. Potraktowano nas jak członków tej rodziny: szczerze i serdecznie.

W Sławnie spotkała nas kolejna niespodzianka: zaproszenie do parafii, gdzie proboszczem jest ksiądz Dziemianko, kuzyn naszego biskupa Antoniego. Duszpasterz parafii przywitał nasz zespół na początku mszy św. tak płomiennym kazaniem, że trudno było powstrzymać się od łez.

Ostatni koncert odbył się wieczorem w miejskim domu kultury. Ostatni występ, ostatnie ognisko, ostatnie chwile pożegnania. Można by było napisać: wszystko minęło jak piękny sen. Lecz tak nie jest. Takie przeżycia pozostają w sercu na zawsze, zwłaszcza w sercu rozśpiewanym, rozmiłowanym w ojczystej kulturze.

Z serca dziękujemy panu Ryszardowi z rodziną, jego kolegom i tym mieszkańcom Poznania, Piły, Gniezna, Kostrzynia, Jastrowia, Sławna, dzięki którym przeżyliśmy wspaniałą Wielkopolską Majówkę. Niech żyją nam! Niech żyją nam! W radości i zdrowiu niech żyją nam!

Lilia Tumilewicz