Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

OBWÓD NR 49/67 SZCZUCZYN-LIDA (DZIAŁALNOŚĆ W 1945)

 

W pierwszych miesiącach 1945 r. struktura organizacyjna AK w powiatach Lida i Szczuczyn uległa poważnym przekształceniom. Już zimą 1945 r. z terenów powiatu lidzkiego, objętych siecią konspiracyjną Zgrupowań "Północ" i "Połu­dnie", utworzony został Obwód Lidzki nr 67, dowodzony przez ppor. Ludwika Nienartowicza "Mazepę" (wcześniej, po śmierci por. "Krysi", był on komendan­tem Zgrupowania "Północ"). Organizacją AK na obszarze nadniemeńskim i w centralnej części powiatu (teren Zgrupowania "Południe") dowodził sierż. Anatol Urbanowicz "Laluś", wcześniej adiutant ppor. "Ragnera". Po wyjeździe rtm. "Boryny" za linię Curzona, "Mazepa" objął funkcję p.o. Komendanta Okręgu Nowogródek i kontynuował rozpoczęte przez "Borynę" działania zmierzające do likwidacji aktywów Nowogródzkiej AK. Być może wówczas na krótko formalną funkcję komendanta Obwodu nr 67 powierzono sierż. Urbanowiczowi "Lalusiowi".

W tym samym czasie z dawnego Ośrodka Szczuczyn (Zgrupowanie "Za­chód") utworzono Obwód Szczuczyński nr 49. Dowodził nim ppor. Anatol Radziwonik "Olech", "Mruk", "Stary", "Ojciec".

Wiosną 1945 r. Obwód Lidzki nr 67 i Obwód Szczuczyński nr 49 zostały połączone w jedną jednostkę organizacyjną - Obwód nr 49/67. Komendantem Obwodu 49/67 został ppor. A. Radziwonik "Olech". Trzeba jednak odnotować fakt, iż źródła sowieckie podają, że pierwszym komendantem tego Obwodu miał być sierż. A. Urbanowicz "Laluś" i dopiero po jego śmierci w maju 1945 r. dowództwo Obwodu przejął ppor. "Olech" ("Olech" jakoby początkowo miał być tylko dowódcą oddziału partyzanckiego). Raporty sowieckie donosiły, że przy zwłokach "Lalusia" znaleziono rozkaz rtm. "Boryny", nakazujący mu przekazanie oddziału partyzanckiego ppor. "Olechowi", w związku z objęciem funkcji Komendanta Obwodu 49/67.

Brak jest pełnych, wiarygodnych danych o wewnętrznej organizacji Obwodu 49/67. Źródła sowieckie podają, że w jego skład wchodziły kompanie kon­spiracyjne o kryptonimach "Cebula", "Wygon", "Pastwisko", "Dzitwa", "Horyń" oraz rejon "Kuba" złożony z 2 placówek. Są to struktury, o których NKWD zdołało zebrać szersze informacje. Wydaje się jednak, że w 1945 r., mimo stale zmieniającej się w wyniku aresztowań obsady dowódczej i zmniejszających się stanów osobowych, nadal istniały i działały wszystkie placówki i kompanie terenowe zorganizowane w okresie okupacji niemieckiej. Dopiero akcja repat­riacyjna i masowy wyjazd żołnierzy AK "do Polski" wpłynęły zasadniczo na zmniejszenie się stanów organizacyjnych. Należy zauważyć, iż nowym tworem w strukturze AK była kompania "Cebula", obejmująca centralną część powiatu lidzkiego (wraz z placówkami 311 i Ryłowce).

Znamy obsadę dowódczą niektórych placówek AK w nadniemeńskiej i środ­kowej części powiatu lidzkiego. I tak placówką 311 dowodziła Joanna Gordon-Lalewska "Rusałka", a od sierpnia 1945 r. Feliks Kozaryn "Grek", placówką Ryłowce - Adolf Tyrkin, Dajnowo - Antoni Kapcewicz "Puchacz", Jewsiewicze - Witold Burak "Soroka" (a od maja 1945 r. Czesław Tyrkin), Falkowicze - Henryk Krzywiec "Brodacz", Apollonowo - NN "Cygan", Stankiewicze - Roman Kulesza "Andrzej" , Zieniewicze - Wiktor Zmitriewicz, Jodki - Stanisław Kuczyński, Nieciecz - Henryk Chodźko "Huragan" (?), zaś placówką miałczańską miał dowodzić Bolesław Makianiec "Ciemny". Placów­ką Dierwieniki koło Hermaniszek miał dowodzić Jan Jankowski, zaś placów­kami w rejonie Myta i Zabłocia Skorb (komendantem AK w Zabłociu był Michał Machnacz "Kot").

Na terenie Obwodu 49/67 operował podlegający bezpośrednio ppor. "Olechowi" około czterdziestoosobowy oddział partyzancki, dowodzony od końca maja 1945 r. przez Bronisława Mickiewicza "Niedźwiedzia", działający w połu­dniowej i środkowej części Obwodu. "Olechowi" podlegała także grupa partyzancka, dowodzona przez Stanisława Rytkowskiego "Wodnego". Także w Szczuczyńskiem miał "Olech" grupę ludzi przeznaczoną do działań czynnych. Ponadto wszystkie kompanie, a nawet placówki terenowe, dysponowały pat­rolami prowadzącymi samoobronę. Np. patrolem kompanii Wawiórka "Wy­gon" dowodził osobiście jej komendant Józef Poczobut "Wilk", patrolem placówki 311 dowodziła J. Gordon-Lalewska "Rusałka", patrolem placówki Ryłowce A. Tyrkin. W rejonie Lidy operował kilkuosobowy patrol Leona Łapota "Magika" (byłego partyzanta IV/77 pp AK), zaś w rejonie Wasiliszek grupa "Biruka" (12 ludzi). Pomiędzy Raduniem i Werenowem chodziła grupa Grygielewicza "Bitnera" (10 ludzi), mająca stałą bazę w rejonie Ejszyszek. Raporty sowieckie informowały też o pojawianiu się w rejonie werenowskim grupek Wincentego Michno (6 ludzi) i "Narkuna" (5 ludzi).

W północnej części powiatu lidzkiego partyzantka AK była wiosną 1945 r. bardzo liczna. Operowały tu oddziały i grupy partyzanckie dowodzone przez sierż. W. Janczewskiego "Lalusia", plut. M. Tietiańca "Myśliwego", ppor. Cz. Stecewicza "Śmiałego", kpr. A. Łoszakiewicza "Iskrę", kpr. M. Nawrockiego "Wrzosa" i kpr. R. Kiersnowskiego "Puchacza" , kpr. J. Zarzyckiego "Piętkę", kpr. W. Więckiewicza "Zemstę", J. Chiniewicza "Groma", NN "Porębę", "Filara", "Winkla" oraz szereg mniejszych grupek wywodzących się z placówek terenowych. Żywot niektórych z tych grup był krótki. Oddział "Groma" przestał istnieć po aresztowaniu jego dowódcy, dość wcześnie znikła też z pola widzenia grupa "Zemsty". Na przełomie marca i kwietnia 1945 r. rozwiązano oddział "Filara". Ta dość silna grupa licząca 25 żołnierzy (3 drużyny), operująca na terenie gminy Raduń, w marcu 1945 r. zaatakowała jednostkę NKWD, toczącą bój z oddziałami "Poręby" i "Myśliwego". W wyni­ku wycofania się obu tych grup, "Filar" znalazł się w trudnej sytuacji i w toku dalszej walki poniósł porażkę. Ciężko ranny wpadł w ręce NKWD. Po pewnym czasie oddział został na rozkaz ppor. "Mazepy" rozwiązany, żołnierzy skierowa­no na placówki, a następnie do repatriacji.

W okresie wiosennym 1 945 r. znaczną aktywność wykazywał dwudziestoosobo­wy oddział "Iskry", pełniący rolę żandarmerii organizacyjnej na terenie dawnego Zgrupowania "Pomoc". Przeznaczony był przede wszystkim do likwidacji agentów NKWD i donosicieli. Raporty NKWD tak oceniały jego działalność: "W kwietniu-maju 1945 r. na terytorium rejonu lidzkiego obwodu grodzieńskie­go nasiliły się wypadki zabójstw działaczy aparatu radzieckiego, funkcjonariuszy partyjnych i wojskowych Armii Radzieckiej. Na podstawie danych agenturalnych ustalono, że wszystkie zabójstwa zostały dokonane przez bandę, określaną jako "otriad karatielnyj", dowodzony przez Adama Łoszakiewicza ps. "Iskra".

W celu likwidacji oddziału "Iskry" oraz dla rozpoznania polskiej sieci konspiracyjnej, lidzkie NKWD wysłało w teren kolejny oddział prowokacyjny, pozorujący polską partyzantkę. W wyniku donosu w dniu 24.05.1945 r. zlokalizowane zostało miejsce postoju oddziału "Iskry" w Dajnowie. Grupa operacyjna lidzkiego NKWD zaskoczyła i rozbiła oddział. W czasie walki poległo 5 partyzantów (w tym "Iskra"), zaś 2 dostało się do niewoli. Sowieci zdobyli 2 rkm, 3 pm, 2 kb i pistolet. Przy poległym "Iskrze" znaleziono rozkaz rtm. "Boryny" nakazujący demobilizację oddziału i przerzut ludzi w ramach akcji repatriacyjnej za linię Curzona.

Dość szczęśliwie działał w północno-zachodniej części pow. lidzkiego oddział ppor. "Śmiałego" (o stanie nie przekraczającym 20 żołnierzy). Unikał większych starć, przede wszystkim likwidował informatorów NKWD (brał udział w akcji "Rocznica" i grudniowej akcji na areszt w Ejszyszkach, wykonał kilka wyroków śmierci koło Koleśnik, Ejszyszek i Naczy). Wiosną 1945 r. (kwiecień?) zaatako­wany przez grupę operacyjną NKWD we wsi Pierełańce zdołał oderwać się od przeciwnika ze stratą 2 poległych ("Grzelak" i "Zwiadowiec").

Dawna drużyna dyspozycyjna "Krysi", dowodzona obecnie przez sierż. W. Janczewskiego "Lalusia", uległa znacznej rozbudowie (około 30 partyzantów). W kwietniu 1945 r. oddział "Lalusia" przeprowadził koło Wersoki udaną zasadzkę na grupę operacyjną NKWD, wiozącą aresztowanych. Akcja powiodła się, więźniowie zostali uwolnieni. W dniu 07 (lub 08).05.1945 r. w starciu z NKWD koło wsi Wojdagi oddział "Lalusia" stracił 2 zabitych (Jana Grzywacza "Komara" i Stanisława Krukowskiego "Młota").

Zimą 1945 r. NKWD w Wilnie podjęło operację zmierzającą do likwidacji polskiego podziemia na terenie LSRR, oferując oddziałom AK ujawnienie i "amnestię". W operację tę NKWD zaangażowało szereg znanych dowódców i żołnierzy AK z okresu okupacji niemieckiej, znajdujących się obecnie w więzieniach. Celem tej akcji, jak można oceniać, było wyłącznie zdemas­kowanie polskich struktur i likwidacja ich, oraz eliminacja elementu pełniącego funkcje przywódcze w Armii Krajowej. Po raz pierwszy z inicjatywą taką wystąpiło wileńskie NKWD w stosunku do oddziałów AK jeszcze za życia por. "Krysi". W styczniu 1 945 r. Rosjanie usiłowali doprowadzić do spotkania z por. "Krysią", jak można sądzić, w celu zlikwidowania go lub aresztowania. "Krysia" wysłał jednak na rozmowy swoich delegatów: Michała Tietiańca "Myśliwego" i Stanisława Ochwata "Bąka". Jako warunek wstępny do podjęcia rokowań zażądał zwolnienia aresztowanych żołnierzy AK, na co sowieci nie chcieli przystać. Ze swej strony nalegali na zorganizowanie spotkania z "Kry­sią". W tej sytuacji "Krysia" uznał sowieckie propozycje za kolejny podstęp i nie kontynuował rozmów. W podobny sposób NKWD usiłowało rozłożyć od wewnątrz oddział "Komara", o czym była już mowa. Pośredniczką w kontak­tach z NKWD była przyjaciółka "Myśliwego", komsomołka Urbanowicz. Po raz kolejny przedłożyła ona AK propozycje sowieckie w okresie komendantury "Mazepy". Ten podjął rokowania, grając na zwłokę, gdyż zależało mu na czasie w związku z prowadzoną demobilizacją oddziałów i przerzutem ludzi "na zachód". W jednym z raportów dla swych przełożonych NKWD LSRR tak oceniało owe rozmowy "amnestyjne": "Aktualnie prowadzimy rozmowy o legalizację z stojącym na czele "Północne­go Zgrupowania" Armii Krajowej "Mazepą" [przejął dowództwo nad tym zgrupowaniem po zabiciu kapitana AK Jana Borysewicza "Krysia"] i dowódcy oddziału tego zgrupowania Tietiańca Michała [...]. 25 kwietnia br. Tietianiec powinien był zjawić się w trockim oddziale NKWD razem z "Mazepą", by prowadzić dalsze rozmowy i podjąć ostateczną decyzję o legalizacji, lecz ujawnienie się zerwali z niewiadomych przyczyn.

Agentura sprawdza dalsze zamiary "Północnego Zgrupowania" i stosuje przedsięwzięcia niezbędne do rozpadu i legalizacji pozostałych band".

W efekcie w wyznaczonym terminie na punktach zbornych dla ujawniających się (m.in. w Ejszyszkach), nikt się nie stawił. Jedyną ofiarą operacji "amnestyj­nej" spośród nowogródzkich akowców padł "Myśliwy". Mimo faktycznego zaangażowania w przygotowywanie "ujawnienia" został aresztowany przez NKWD, a następnie postawiony przed sądem i skazany na karę śmierci. Należy oceniać, że taki właśnie los czekałby amatorów ujawnienia, zwłaszcza pełniących funkcje dowódcze. Znamienne, że nie ujawnili się także podkomendni "Myśliwe­go" z jego oddziału partyzanckiego. Grupa ta kontynuowała działalność zbrojną pod dowództwem Wacława Kislowskiego, wykonując szereg drobnych akcji. 05.04.1945 r. oddział wymknął się sowieckiej obławie w sile dwóch batalionów 267 p. strz. WW NKWD przetaczającej się przez południową część Puszczy Rudnickiej . Następnego dnia w udanej zasadzce rozbił grupę operacyjną 8 komp. tego pułku, zmuszając przeciwnika do ucieczki (NKWD straciło 3 ludzi). Oddział, liczący 45 żołnierzy, został rozwiązany 15.06.1945 r. we wsi Dawciuny.

Należy jeszcze omówić działalność kpr. M. Nawrockiego "Wrzosa". Był to pluton 2 oddziału SCZW "Tumrego". Wysłany w celu rozpoznania przejścia za linię Curzona w rejonie Puszczy Grodzieńskiej, nie zdołał już dołączyć do swej macierzystej jednostki, rozbitej 29.01.1945 r. pod Rowinami. Przez pewien czas operował w północnej części powiatu lidzkiego, po czym w lutym 1945 r. podjął rajd na teren Pojezierza Wileńskiego. Wykonał szereg drobnych akcji, m.in. zlikwidował kilku żołnierzy sowieckich z posterunku w Wołczunach. Osiągnął teren jeziora Narocz, a nawet tereny leżące na wschód od niego. Po drodze natknął się na sowiecki oddział prowokacyjny, udający partyzantkę anty­komunistyczną. Uniknął jednak zagłady, udając straż przednią dużego pol­skiego oddziału. Na Pojezierzu Wileńskim przeprowadził kilka udanych akcji. Uderzył na miasteczko Worziany, gdzie rozbił posterunek wojskowy i zniszczył sielsowiet. Podczas akcji na mleczarnię w Żodziszkach zlikwidował 3 ujętych sowieckich funkcjonariuszy. W Lidzkie wracał dłuższą drogą, dochodząc do dawnej granicy polsko-litewskiej na zachód od Mejszagoły. Wilno ominął od strony zachodniej. 15.02.1945 r. w potyczce, jaka się wywiązała przy likwidacji kilkuosobowej grupy funkcjonariuszy sowieckich, ranny został "Wrzos". Do­wództwo oddziału przejął kpr. R. Kiersnowski "Puchacz". Przez następny miesiąc oddział operował na południowym skraju Puszczy Rudnickiej. Następ­nie przeprowadził wypad na teren Ośrodka "Cis", gdzie wykonał akcje na sielsowiet w Gieranonach (priedsiedatiela rozbrojono i puszczono wolno). Wracając na swe stare tereny nocą 25.04.1945 r. oddział "Puchacza" spalił akta sielsowietu w Bieniakoniach. W końcowym okresie działalności oddział "Pucha­cza" mimowolnie popadł w konflikt z Komendą Okręgu, gdyż przez pomyłkę wykonał akcję zaopatrzeniową na "melinę" "Mazepy" (było to nieporozumie­nie, miano "rozbombić" gospodarstwo donosiciela, patrol pomylił jednak domy). W efekcie "Mazepa" potraktował oddział jako "dziką" grupę bandycką i nawet ponoć polecił ją rozbroić. Nieporozumienie zostało jednak wyjaśnione, gdyż w początkach maja 1945 r. oddział został objęty akcją "rozładowywania lasów", jego żołnierze zaś po wyjeździe do Wilna ewakuowani w transportach PUR "do Polski".

Na południowym skraju Puszczy Rudnickiej działał też kilkunastoosobowy oddział kpr. J. Zarzyckiego "Piętki". Grupa ta została zdemobilizowana a jej żołnierze wyjechali w transportach repatriacyjnych za linię Curzona. Warto przytoczyć ocenę działalności polskiej partyzantki po lipcu 1944 ? ., sfor­mułowaną przez J. Zarzyckiego: "Co dało utrzymywanie naszych oddziałów zbrojnych po przejściu Armii Sowieckiej w 1944 roku? Będę mówił o swoim terenie działania: - Nie doszło do utworzenia siatki konfidentów, co ograniczyło liczbę prowoka­cji i represji wobec miejscowej ludności. - Nie doszło do stworzenia najniższego szczebla administracji sowieckiej (sielsowietów) i przez to ograniczyło możliwość interwencji w życie społeczeńst­wa polskiego. - Nie zebrano podatków i nie obciążono gospodarstw obowiązkowymi dostawami w miesiącach wojny, niszczących egzystencję miejscowej ludności. - Zapewniono minimum bezpieczeństwa rannym i poszkodowanym uczest­nikom konspiracji. - Ograniczono skuteczność masowych represji wobec społeczeństwa polskiego podczas łapanek i blokowania terenu przez siły bezpieczeństwa i wojsko.

- Przyczyniono się do znaczącego zmniejszenia liczby wywiezionych do łagrów na katorżnicze roboty oraz liczby wcielonych do obcej armii. - Istnienie polskiej siły zbrojnej zapobiegło rozniecaniu waśni narodowych i konfliktów społecznych oraz odstępstwom od zasad międzyludzkiego współ­życia".

Ocena ta wydaje się w znacznym stopniu trafna, aczkolwiek jej punkt pierwszy sformułowany został zbyt optymistycznie (sieć agentów i donosicieli NKWD istniała także w północnej części powiatu lidzkiego).

Od kwietnia 1945 r. prowadzona była w Obwodzie 49/67 na rozkaz rtm. "Boryny", a następnie ppor. "Mazepy", stopniowa demobilizacja oddziałów partyzanckich, oraz przerzut żołnierzy (także z sieci terenowej) za linię Curzona. Operacją tą kierował osobiście "Mazepa". Rozwiązano oddziały "Poręby", "Piętki", "Puchacza", "Filara" i "Myśliwego" oraz kilka innych grup. Więk­szość ich żołnierzy, wyposażona przez organizację w dokumenty repatriacyjne na fałszywe nazwiska, wyjeżdżała w transportach PUR "do Polski". Trasa przerzutu wiodła zazwyczaj przez Wilno i Białystok (dla żołnierzy z terenów LSRR) i przez Lidę i Białystok (dla żołnierzy z terenu BSRR). Ewakuacja miała objąć też oddział "Iskry", jednak został on wcześniej zniszczony przez NKWD 24.05.1944 r. pod Dajnową. Punkty kontaktowe dla ewakuowanych żołnierzy Okręgu Nowogródzkiego zlokalizowane były w Białymstoku, Sokółce,Zabłudowie, Wasilkowie (a według niektórych źródeł nawet w Przemyślu). Można oceniać, że znaczna część żołnierzy została przerzucona za linię Curzona już w maju 1945 r. W czerwcu 1945 r. w północnej części powiatu lidzkiego pozostawały jeszcze w polu oddziały "Lalusia" i "Śmiałego" (skupiające żołnierzy całkowicie zdekonspirowanych, którzy nie zdecydowali się na przerzut w transportach repatriacyjnych) oraz oddział "Myśliwego" - rozwiązany w połowie miesiąca. Oddziały "Lalusia" i "Śmiałego" miały przedzierać się "na zachód" z bronią w ręku. Ich demobilizacja miała nastąpić dopiero na terenie "Polski lubelskiej". W maju 1945 r. odbyła się narada "Mazepy" z dowódcami obu oddziałów, podczas której ustalono szczegóły operacji przemarszu na "zachód". Wbrew przyjętym wówczas ustaleniom, zakładającym jednoczesne przesunięcie obu grup, oddział "Śmiałego" odszedł z rejonu Ejszyszek pierwszy.

Oddziały Nowogródzkiego Okręgu AK przechodząc za linię Curzona korzys­tały z pomocy organizacji terenowej AK-AKO Obwodu nr 10 Grodno-Prawy Niemen. Pierwsza wzmianka o przesuwaniu się na zachód oddziałów nowo­gródzkich pojawia się w meldunkach tego Obwodu już w kwietniu 1 945 r. Należy sądzić, że jakieś grupy żołnierzy nowogródzkiej AK przechodziły tędy jeszcze przed oddziałem "Śmiałego" . Jeden z meldunków Obwodu nr 10 z kwietnia 1 945 r. zawiera informację o dwóch takich grupach, z których pierwsza składała się z 4 podoficerów i 16 szeregowych, zaś druga z l podoficera i 6 szeregowych. W maju 1945 r. dowódca 6 kompanii terenowej Obwodu nr 10, ppor. Konstanty Wiszniakow "Kański" informował Komendanta Obwodu: "l. Od Oran posu­wają się 2 grupy polskie - nawiązali oni kontakt z Marcinkańcami przez Orany - żądają powiadomić: "Zmiana 10 B". Gr[upa] pod dowództwem "Śmiałe­go".

Oddział "Śmiałego" otrzymał żądany kontakt ze st. sierz. Franciszkiem Ziemkiewiczem "Zmianą", komendantem Obwodu Grodno-Prawy Niemen, gdyż już 24.05.1945 r. "Zmiana" tak pisał do swego drugiego zastępcy, ppor. Mieczysława Niedzińskiego "Mena", "Rena", przebywającego na terenie 5 kompanii na placówce Druskienniki: "Na terenie 6-ej komp[anii] [Porzecze] ukrywa się oddział] partyzantki polskiej w sile kilku podoficerów i 24 szeregowych] i szukają kontaktu do obwodu. Proszę to sprawdzić i o ile jest możliwość utrzymania im się w lasach Hożańskich ułatwić im to, w przeciwnym wypadku dać im kontakt do grupy pierwszej w lasach Bersztańskich (kontakt do lasu Berszt[ańskiego] przez ob. Byczka plut[on] Porzecze, do ob. Bartek - kontakt już podany - znany obywatelowi).

Kontakt do grupy partyzant[ów]: wieś Sidorowicze, gm. Hoża, Antoni Miłosta pseud. Czerwiak.

Zmiana".

Z relacji żołnierzy oddziału "Śmiałego" wiadomo, że nie nawiązał oni kontaktu z grupą w lasach bersztańskich, pozostając w rejonie Hoży.

Liczebność oddziału "Śmiałego" określana w relacjach i zeznaniach jego żołnierzy różni się znacznie od oceny zawartej w piśmie "Zmiany". Określają one maksymalny stan grupy na 18 ludzi zorganizowanych w 2 drużyny, dowodzone przez Romualda Bardzyńskiego "Pająka" i NN "Rolanda". Z pisma "Zmiany" wynika, że grupa liczyła około 30 ludzi. Różnice tę zapewne należy sobie tłumaczyć tym, że w czasie marszu do oddziału dołączali pojedynczy żołnierze sieci terenowej, którzy chcieli odejść "na zachód". Kolejna informacja o oddziale "Śmiałego" pojawia się w "meldunku sprawozdawczym za czerwiec 1945 r." dowódcy 5 kompanii terenowej Obwodu nr 10 "Lelka": "W miesiącu czerwcu przez teren kompanii przeszedł oddział por. "Śmiałego", któremu umożliwiłem kilkudniowy wypoczynek na swoim terenie. Oddziałek ten przyszedł z kierunku Marcinkańc i poszedł na teren 7 kompanii, celem przejścia przez linię Curzona".

Oddział "Śmiałego" przebywał na terenie Obwodu Grodno-Prawy Niemen ponad miesiąc, korzystając z pomocy kompanii 5, 6 i 7. Pojawił się na Grodzieńszczyźnie w trzeciej dekadzie maja, zaś odszedł stamtąd w końcu czerwca. W dniu 29.06.1945 r. przekroczył linię Curzona na wysokości Rygola, przy czym doszło do wymiany ognia z pogranicznikami NKWD. Dołączył następnie do oddziałów partyzanckich AK-AKO w Puszczy Augustowskiej. Na dzień przed lipcową "obławą" NKWD na Puszczę odłączył się i na własną rękę przetrwał najtrudniejszy okres. Żołnierze "Śmiałego" ukrywali się na obrzeżach Puszczy Augustowskiej do września 1945 ? ., stopniowo wyjeżdżając na Ziemie Odzyskane.

Oddział "Lalusia" przechodził linię Curzona miesiąc później wraz z dwoma oddziałami partyzanckimi Okręgu Wilno. W połowie czerwca 1945 r. w bazie partyzanckiej w Puszczy Rudnickiej zebrały się: oddział sierż. "Lalusia", tzw. "Siódemka Wilhelma", dowodzona przez Aleksandra Alesionka "Pioruna" (oddział kadrowy 7 Brygady Wileńskiej), oraz oddział dowodzony przez sierż. Zygmunta Kuleszę "Maroczego". Ten ostatni oddział powstał w kwietniu 1945 r. z połączenia tzw. "grupy kowieńskiej", zorganizowanej przez Franciszka Jeglińskiego z żołnierzy AK z terenu Litwy, z grupą sierż. "Maroczego" wywodzącą się z 3 Brygady Wileńskiej. Przybyło też 2 przewodników - pod­chorążych z Obwodu Grodno-Prawy Niemen, którzy mieli przeprowadzić oddziały na zachód (plut. pchor. Roman Chirkowski "Lech II" i kpr. pchor. Mieczysław Górewicz "Czeński"). Cała operacja została przygotowana przez ówczesnego Komendanta Okręgu AK Wilno, mjr. Wincentego Chrząszczewskiego "Kruka" oraz Inspektora kpt. Jerzego Bronikowskiego "Czarnego Jana". Skoncentrowane w Puszczy Rudnickiej oddziały zostały zreorganizowa­ne. Sformowano z nich jeden oddział, dowództwo którego powierzono sierż. W. Janczewskiemu "Lalusiowi", zaś A. Alesionek "Piorun" objął funkcję jego adiutanta. Żołnierzy podzielono na 4 drużyny dowodzone przez Poźniaka "Huragana" (z oddziału "Maroczego"), NN "Cygana" (z oddziału "Marocze­go"), Franciszka Jeglińskiego "Jurka" (z grupy kowieńskiej), i NN "Junaka" (z oddziału "Lalusia"). Lekarzem był Bogdanowicz "Czarny", łączniczkami: Leokadia Bojanowska "Nieznana" i NN "Lalka". Liczebność oddziału ocenia­na jest w różnych relacjach od 38 do 57 ludzi, w tym kilka łączniczek (do oddziału dołączali po drodze także ludzie "z placówek", stąd być może różnica w ocenie stanów osobowych). Grupa była bardzo dobrze uzbrojona, sam oddział "Lalusia" miał 4 rkm, znaczna część żołnierzy posiadała pistolety maszynowe lub SWT.

Około 20.06.1945 r. do bazy w Puszczy Rudnickiej przybył kpt. "Czarny Jan" z przedstawicielami Komendy Okręgu Wilno, przywożąc wiadomość, że wkrótce na Puszczę ruszy sowiecka obława. Prawdopodobnie 23.06.1945 r. oddział wyruszył w drogę "do Polski". Mijając Orany osiągnął teren Obwodu Grodno­-Prawy Niemen, gdzie nawiązał kontakt z miejscową siecią AK-AKO. Trasa przemarszu została bardzo starannie przygotowana przez obu przewodników, którzy kilka tygodni wcześniej przemierzyli ją dwukrotnie, ustalając kolejne punkty kontaktowe i "meliny". Oddział odpoczywał m.in. w ziemiankach grupy samoobrony kompanii terenowej AK-AKO Druskienniki. F. Jegliński tak wspomina ten przemarsz: "Koło Porzecza spotkaliśmy partyzantów litewskich, którzy naświetlili [nam] sytuację w terenie. Gdy mijaliśmy stację kolejową w Porzeczu, słyszeliśmy wyładunek wojska sowieckiego, które później prowadziło obławę na nas w tej okolicy. Na nas natknęli się, gdy nocowaliśmy w pewnej wsi. Po krótkiej strzelaninie usłyszeliśmy głos: "Towariszcz bandit - chodzi na dogawor" [Towarzyszu bandyto - chodźcie na pertraktacje]. Wówczas sierż. "Maroczy" zawołał: "To ty bandit, zachwatczyk, ty chadzi k nam!" Oderwaliśmy się od nich i po długim marszu i postojach przybyliśmy w okolice Druskiennik, gdzie założyliśmy obóz i staliśmy prawie przez dwa tygodnie. Tam wizytował nas przedstawiciel Komendy AK "Mieczysław" - nazwisko Wnuk - znany mi osobiście z kontaktów w Kownie. Przesunęliśmy się do granicy, jeszcze były lasy, ale stary las już się kończył. Wyruszyliśmy w kierunku granicy. Było to z piątku na sobotę, w ostatnich dniach lipca 1945 r.".

Linię Curzona przekroczył oddział "Lalusia" nocą 28.07.1945 r. na wysokości wsi Klimówka i Nomiki. Po przejściu paru kilometrów zatrzymano się w kolonii wioski Puciłki. Stąd odeszła grupa ludzi z "siatki", która dołączyła podczas marszu. Po krótkim postoju oddział został zaatakowany przez konną grupę pograniczników, którą odparto ogniem broni maszynowej. Cofając się dalej w kierunku zachodnim, oddział uwikłał się w walkę ogniową z grupą operacyjną NKWD znajdującą się we wsi Malawicze (Rosjanie przyjechali tam na aresztowania). Po oderwaniu się od przeciwnika przekroczono szosę Sokółka-Grodno, po czym zatrzymano się na odpoczynek w niewielkim lesie koło wsi Kraśniany (na płn. od Sokółki). Tu oddział został okrążony przez grupę operacyjną złożoną z jednostek WW NKWD, KBW i UBP z Sokółki, wspartą 2 tankietkami. Pierwszy atak sowiecki został odparty. W toku dalszej walki oddział "Lalusia" przebijał się z okrążenia trzema grupami. Według meldunku WUBP w Białymstoku do MBP w Warszawie, w walce pod Kraśnianami miało polec 12 partyzantów, zaś 4 wzięto do niewoli (2 zostało rannych). Partyzanci stracili też 3 rkm, 4 pm, 5 sztuk broni krótkiej, amunicję, itp. Największe straty poniosła "grupa kowieńska". Oddział w mocno uszczuplonym składzie dotarł do Puszczy Knyszyńskiej, gdzie zaopiekowały się nim placówki AK-AKO. Został rozformowany, po czym żołnierze zaopatrzeni w fałszywe dokumenty rozjechali się w różne strony, głównie na Ziemie Odzyskane. Rannymi, w liczbie 8, zaopiekowała się sokolska organizacja AKO.

Kazimierz Krajewski