Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Na zgon Narbutta

 

dowódcy partii w lidzkim powiecie r. 1863.

..."Był to dzień straszny na sam święty Jerzy;

Jak psów się zbiegło moskiewskich żołnierzy;

Dzień coś był dżdżysty, a na sercu smutno;

Jakby przeczuwał niedolę okrutną.

Bracia, rzekł Narbutt, dają mi znać z Lidy,

Że znowu idą carskie samojedy,

A choć nas strzegą niedostępne brzegi

Kotry i Dzitwy i wierne szeregi,

Choć i przysięga Bazylewicza

Kmiotka z Dubicz nas tu zabezpiecza,

Jednak mi w sercu tak smutno, tak nudno,

Że mi tej chwili opisać jest trudno.

Jakby przeczucie jakiejś złej przygody.

Wróg daje tysiąc już temu nagrody,

Kto by mię dostał czy żywcem, czy trupem...

Nie tak się lękam zostać carskim łupem;

Gdyby mię los mej ojczyzny nie trwożył,

Chętnie bym za nią swe życie położył.

Lecz bój wieść zdradą, którą wróg nasz skrycie

Wiecznie tam knuje na nasz byt i życie...

...Gdy tak zagrzewał swoich towarzyszy,

Zdrada okropna knowała się w ciszy.

Kmieć Bazylewicz już prowadził dzicze

Przez straszne błota hordy najezdnicze,

Jak wąż się ślizgnie Timofieja rota

A na jej czele Judasz-Iskariota.

Po deskach zasłanych idą przez ostępy

Jak na łup pewny krwiożercze sępy.

On jeden wiedział całą tajemnicę,

Poprzysiągł sekret na Boga Rodzicę.

Kaińska dusza z czułości wyzuta

Za rubla carskiego zdradziła Narbutta,

Za tysiąc obiecanych w darze -

Podjął się zdradzić, niech go Pan Bóg skarze.

"Dość, dość, rzekł Narbutt, dość już tej biesiady,

Pośpieszmy, bracia, do wspólnej gromady,

Tam nas czekają, mam pewne przeczucie,

Że wróg nasz nie śpi, myśląc o Narbucie".

Zerwał się hyżo, z nim bracia ochocze,

Wtem kula świśnie - nogę mu druzgocze.

Wszyscy się rzucili na ratunek wodza,

Gdy sto wystrzałów znów ich rani srodze.

Próżno go bronią, zasłaniają ciałem,

Biją zabójcy bezbronnych z zapałem.

Próżno ich błaga, zaklina na Boga,

By go rzucili, a strzegli się wroga.

"Jam już zgubiony, wasze drogie życie,

Wy za śmierć moją jeszcze się zemścicie".

Lecz głusi na to, gwałtem go w objęcia

Chwycili swoje: zwierz by bez pojęcia

Teżby się wstrzymał w najdzikszym zapale

Na taki widok, lecz nigdy Moskale...

Oni z krwią zimną, bezduszni, sztyletem

Kłuli niosących Narbutta, niestety.

I nim go w końcu donieśli do rzeki,

Już Narbutt na zawsze zamknął swe powieki....

Rozpacz ogarnęła pozostałych braci,

Każdy się zemstą za śmierć wodza płaci,

Każdy ze wszechstron otoczony dziczą,

Stosem się trupów okrywa dokoła,

Lecz cóż dwunastu, przeciw tysiąc zdoła.

Wszyscy dwunastu legli pod Dubiczą...

Ciała ich skłute przez dzikie bezdroża

Wlekli do Dubicz, gdzie pięć dni na dworze,

A trzy dni potem leżały w stodole.

Uśmiech anielski jaśniał na ich czole...

Jeszcze po śmierci rozwścieklona tłuszcza

Darła z głów włosy i odzież szarpała,

A na ten widok Dubicka puszcza

Ponurym szumem znak żalu dawała...

Tak to z Narbuttów legł Jodko waleczny,

Pokempinowicz, Kraiński stateczny,

Stefan Hubarewicz i Brzozowscy bracia,

Żukowski, którego męstwo dobrze znacie,

Dwóch jego braci już wprzódy poległo,

A dziś nam tego niebo nie ustrzegła; -

Legł Klimontowicz, Taraszkiewicz z Lidy,

Dzielny Jankowski jak rycerz z Aneidy...

 

Pisal Daniel Kamiński w majątku Sapuńcach

Raduńskiej parafii Lidzkiego powiatu. R. 1863.

 

 

 

Cieniom Narbuttów

 

Chwalą Ci, Litwo, pieśń starych czasów

W litewskich sercach nie ginie,

Cześć wieczna dzieciom twych ciemnych lasów,

Cześć tobie, bracie Litwinie!

Dopokąd serca, dopokąd pieśni!

Na sercach ludu pieśń wschodzi,

A im zabrzęknie lira boleśniej,

Tem więcej porwie serc młodzi.

Młodzież z tych pieśni nowy świat stworzy,

Z tych złotych nici wysnuje,

Bo w sercach młodzi żyje duch Boży

W każdym - kto myśli i czuje.

Litewskiej duszy nędza nie spodli,

Choć ją okryje popiołem.

Cicho niewiasta w Litwie się modli

I skrycie płynie pieśń siołem.

Wieczne tam święcą z Bogiem przymierze,

Wolność ma w sercach mieszkanie,

Co wierzchem płynie - to czas zabierze,

Co w głębiach płynie - zostanie.

Matka Litwinka i lirnik stary,

Kiedy z pieśniami zasiądą,

Nad dzieckiem takie zawiodą czary,

Taką tkaninę uprzędą,

Że jej nie przerwą wichrów podmuchy,

Ni mglisty powiew zwątpienia,

Owiną dziecko w złote pieluchy

Z najdroższej przędzy - natchnienia.

I przejdzie całe życie burzliwe,

Odziane w płótno niebieskie,

Gdy nieszczęśliwe - to nieszczęśliwe,

Lecz zawsze wierne, litewskie.

Z dzisiejszych czasów krwi i pożogi

Z czystego złota ukuta.

Przy lirze wejdzie w litewskie progi

Rycerska postać Narbutta.

Wejdzie z tym Ojcem, co kreślił dzieje,

Z matką, ze Siostry sieroty,

I kurna chata wskroś rozwidnieje

Blaskiem rodziny tej złotej.

Nad księgą ludu Ojca zobaczą,

Nad księgą sercem pisaną,

Nad męką Matki i Sióstr zapłaczą,

Na widok Syna - powstaną.

Gdy ujrzą Starca, przeszłość im cala

Przed oczy stanie tak jasno.

Przy ojcu westchnie Litwa zbolała,

Przy dzieciach... gwiazdy pogasną.

Zobaczą wodza dzielnej drużyny,

Płomień im wyjdzie na lica,

Matki zapragną mieć takie syny,

Synowie takie Rodzice.

I na mogiłę męża pośpieszą

U świętej Wilii wybrzeża,

I pukać będą, czyli nie wskrzeszą

Czasów dzisiejszych rycerza.

On śpi w mogile porosłej trawą,

Pająk wyrabia tam nici,

On śpi w mogile, a jego sławą

Niebieskie słońce się szczyci.

Nad jego grobem cisza tam sielska

I gaj zawania na wiosnę,

A w gaju matka jęczy anielsko.

Siostry kukułki żałośnie.

O! nie kukułki - nie cienie łzawe

W oczach narodu powstaną,

Lecz nastrzępione orlice krwawe

Nad brata krzyczące raną.

Głosy ich w wietrze z niebieskiej strony,

Nie brzękną łzawą słodyczą,

Lecz, jak litewski ból nie pomszczony,

Za brata zemsty zakrzyczą.

Eumenidy głosy usłyszą,

Tysiące wężów zakrzyczy,

Aż krew pociecze z moskiewskiej dziczy

I duch się w grobie uciszy.

 

Teofil Lenartowicz

Florencja, 16 stycznia 1865 r.