Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

Była wśród nas

Nie raz przebierając w pamięci znajomych współtowarzyszy w pracy zawodowej lub społecznej z bólem stwierdzamy, że tej osoby już nie ma wśród nas, że ją już nigdy nie spotkamy w życiu. Jedną z takich osób jest pani Weronika Kuryło, która rok temu odeszła do wieczności.

Dla wielu mieszkańców Lidy była osobą dobrze znaną. W wieku szkolnym dla setek dzieci z pierwszych klas była tą Osobą, która uczyła ich pierwszych literek, czytania i pisania, uczyła pierwszych najprostszych matematycznych rozwiązań, wprowadzała ich na początkową drużkę do edukacji, która potem dla wielu przerosła w szeroki gościniec w zdobywaniu wiedzy zawodowej w technikum, wyższych uczelni byłego Związku Radzieckiego, a po 1989 roku i w Polsce. Za życia pani Weronika była dumna ze swych wychowawców, mile o nich wspominając, a pamięć miała dobrą do ostatnich dni życia. Mówiła, że wśród jej wychowanków są nauczyciele, lekarze, inżynierowie, a za ostatnie lata i kilkanaście księży.

Aby bardziej przybliżyć Czytelnikowi postać tej osoby zacznę od jej życiorysu. Urodziła się Weronika w 1928 roku z drugiego małżeństwa ojca Stanisława Dziakiewicza i matki Jadwigi z domu Buczyńska. Od pierwszego małżeństwa w domu miała dwóch braci Aleksandra i Longina.

"Ziemia Lidzka" w ?30-31 za 1998 rok w artykule "Dzielny ziomek" między innymi wspominała o ciekawej przygodzie z lat wczesnej młodości Stanisława Dziakiewicza, jak nieproszonym gościem okazał się w Petersburgu w zakładach Jana Guścia. Ten wyczyn sprawił, że z młodych lat okazał się wśród klasy robotniczej Petersburga, a potem podczas zawieruchy wojenno-rewolucyjnej poznał sporą część terenu Rosji. Gdy pracował w Petersburgu tokarzem, to obok niego pracował tokarzem Michał Kalinin, w przyszłości w rządzie sowieckim piastujący godność Przewodniczącego Rady ZSRR, czy jak go zwano "Narodny Starosta".

Ta szkoła życiowa ojcu po powrocie do niepodległej Polski chyba najbardziej zaważyła na wychowaniu dzieci: dążył, aby otrzymali wykształcenie i zawód. Będąc z młodzieńczych lat daleko od rodzinnych stron zaznał, co to znaczy żyć na obczyźnie, a dzieci byli wychowywane w duchu patriotycznym. Podczas niemieckiej okupacji bracia pani Weroniki wstąpili w szeregi AK. Brat Longin wskorem ginie od wrażej kuli, a Aleksander w stopniu porucznika walczył w oddziałach aż do 1945 roku.

Do szkoły pani Weronika wstąpiła mając 6 lat i uczyła się w Polskiej szkole ?7 m. Lidy, następnie uczy się w szkole rosyjskiej, a przy Niemcach w białorusko-niemieckiej.

W 1944 roku wstępuję w Lidzie do Technikum Pedagogicznego, lecz wskorem na skutek ciężkiej choroby ojca przerywa naukę. Po śmierci ojca przedłuża zaocznie naukę w Technikum jednocześnie pracując nauczycielką początkowych klas. W 1949 kończy Technikum Pedagogiczne. Pierwsze kroki nauczycielki zaczyna na wsi. W 1947 roku pracuje w szkole wsi Pieciulewcy, potem w Ćwierbutach. Z 1950 roku przenosi się do pracy w szkołach miasta Lidy: ?4, ?8. Z 1960 roku przez dziesięć lat pracuje na stanowisku dyrektora początkowej szkoły ? 4. Następnie pracuje nauczycielką początkowych klas szkole ?3, szkole 11 i 3, pracuje wykładowcą prac ręcznych. Po uzyskaniu możliwości przez Polaków miasta Lidy nauczaniu swych dzieci języka ojczystego z 1988 roku pani Weronika staje do tej pracy jako pierwsza nauczycielka języka polskiego w kółku przy Domu Pionierów. Pełna zapału organizuje wśród swych wychowanków dziecięce zespoły amatorskie, które swymi występami cieszą lidzką publiczność podczas różnych imprez religijnych i narodowych. Podnoszą świadomość narodową nie tylko w Lidzie, ale i we wsiach Gudy, Małejkowszczyźnie. Pracuje nad odrodzeniem harcerstwa.

Od samego początku powstania polskich organizacji w Lidzie w 1989 roku pani Weronika Kuryło wchodzi w zarząd Polskiego Stowarzyszenia Kulturalno Oświatowego im.A.Mickiewicza, a od 1991 roku jest członkiem zarządu Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Zawsze była inicjatywna, zrównoważona.

Największą jej zaletą jako nauczycielki było oddanie się całym sercem dzieciom i młodzieży. Za swe zasługi w dziedzinie oświaty kilkakrotnie była odznaczana obwodowym kuratorium oświaty, kilkakrotnie wychodziła zwycięzcą w współzawodnictwie w dziedzinie oświaty miasta Lidy. Kilkadziesiąt jej wychowanków zdołało dostać się na studia do Polski.

Pani Weronika za swe oddanie się dzieciom została pierwszą na Białorusi odznaczona przez dzieci "Orderem Uśmiechu", a także medalem Polskim Ministerstwem Edukacji Narodowej.

Panią Weronikę cechowało poczucie pieczołowitego gromadzenia i zachowania rodzinnego archiwum. Nie wiele rodzin może poszczycić się tak bogatym archiwum rodzinnym. W jej archiwum znajdują się dokumenty obejmujące cały XX wiek - od Rosji Carskiej, Polski, niemieckiej okupacji, ZSRR.

Losy rodzinne ojca i matki w związku ze zmieniającymi się sytuacjami politycznymi na naszych terenach zostały bardzo ciekawie poprzeplatane z innymi narodowościami, nieraz nawet fantastycznie. Pani Weronika to doskonale rozumiała, w bardzo świetnej formie umiała to opowiadać. Kilkakrotnie z wielkim zaciekawieniem słuchałem jej narracji o młodzieńczym losie ojca, o ciotkach po matce, jak zapuskali korzenie w niemiecki grunt, o jej odwiedzinach u brata w oddziale Krysi i innych!

Niech dobra pamięć o Weronice Kuryło jak najdłużej zostanie w jej wychowankach i współtowarzyszy.

 

Stanisław Uszakiewicz