Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Spełniają się marzenia mego Ojca!

Miałam szczęście urodzić się w szlachetnej rodzinie, w której od dziecinnych lat słyszałam polską mowę, opowiadania o Polsce, polskie piosenki i wiersze. Rodzice uczyli nas czytać i pisać po polsku. Mój Ojciec marzył o zachowaniu polskich tradycji i obyczajów, o przekazaniu ich wnukom i prawnukom. Dbał o to by rozmawiało się tylko w języku polskim. Wychowywałam się w świetnym gronie krewnych i przyjaciół: Chomiczów, Urbanowiczów, Klukiewiczów, Michalkiewiczów, Teresani, Ogonowskich, Pudzinowskich, Szewczuków i innych. W tym oto gronie odbywały się miłe memu sercu spotkania świąteczne i rodzinne jubileusze oraz różne ważne wydarzenia.

Więc gdy zaprosili mnie do szkoły prowadzić fakultatywne zajęcia z języka polskiego od razu się zgodziłam. To był 1989 rok. Później przeszłam do Klubu, w którym mam dosyć dobrą pracownię. Mam wyższe wykształcenie pedagogiczne, jednak ciągle musiałam dokształcać swoją wiedzę w Polsce i samodzielnie. Zwracałam się do księdza proboszcza, który pomagał rozwiązywać różne pytania z gramatyki. Bóg zapłać mu za to! Dziękując administracji Klubu zawsze miałam dobre warunki do pracy.

Za 15 lat pracy ponad 200 uczniów nauczyło się czytać, pisać, śpiewać, recytować wiersze, nieźle rozmawiać, tańczyć "Poloneza" i "Krakowiaka". Corocznie ponad 50-60 uczniów z 2-11 klas uczęszcza na lekcje. Wielce zadowolony byłby mój Ojciec, gdyby widział nasze imprezy, recytowanie wierszy A. Mickiewicza przez swoich prawnuków Andrzeja i Julię, krewnych i innych dzieci.

Tylko moje osiągnięcia byłyby o wiele mniejsze gdyby nie wsparcie najpierw Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej, a następnie i Polskiej Macierzy Szkolnej. Serdecznie dziękuję pani Teresie Kryszyn, panom Stanisławowi Sienkiewiczowi i Aleksandrowi Kołyszce. Zawdzięczając tym zacnym, życzliwym ludziom mam podręczniki, dydaktyczne materiały i techniczne środki nauczania. Ponad 50 uczniów zwiedziło i odpoczęło w Polsce. Kilka razy do roku przeprowadzaliśmy różne imprezy dla rodziców i dzieci, dla chorych dzieci i sierot. Zawsze zwracałam się o wsparcie do PMS i TKPZL i miałam zrozumienie. Najukochańszym świętem dla dzieci zawsze jest Boże Narodzenie i dzięki pomocy powyższych organizacji dzieci zawsze miały słodkie upominki na gwiazdkę. Trójka moich uczniów obecnie studiuje w Polsce. Cieszy bardzo, że w Brzozówce rozszerza się praca z dziećmi i młodzieżą. Moja uczennica Irena Sawieliewa po studiach w Polsce powróciła w ojczyste strony i kieruje kółkiem teatralnym, pracuje w przedszkolu. W przedszkolu również wykłada język polski pani Romualda Piuto, a w szkole nr 2 - Natalia Kuszel. Razem to jest ponad 130 dzieci uczących się języka ojczystego.

Mogę powiedzieć, że powoli spełniają się marzenia mego ojca. Chociaż pracy wciąż jest ogrom.

Halina Teresani