Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Na początku był ... teatr

 

"A na początku, wierz mi, był właśnie teatr, wielki, kosmiczny teatr. Stworzenie naszego świata, jeśli się naprawdę dokonało, musiało mieć też coś z gigan­tycznego widowiska. Coś z cudownego pleneru. We wspaniałej iluminacji. W świetle oślepiającym miliardów słońc. Przy akompaniamencie archanielskiej (to tylko takie określenie) muzyki sfer niebieskich. A potem zaczął się dialog. Ewa i Adam. O wiele ciekawsze partie dialogu miała na pewno Ewa. W takich sytuacjach role kobiece jakoś zawsze, zauważ, wychodzą lepiej".


(Jerzy Ronard Bujański "Wteatrwstąpienie")

 

Życie Polaków Ziemi Lidzkiej ostatnim czasem jest obfite w różne wydarzenia kulturalne. W październiku witaliśmy Kazimierza Borowca (wspaniałego aktora z Krakowa), a dzisiaj gościmy na naszej ziemi Teatr Polski z Wilna, który zagra komedię Michała Bałuckiego pt. Grube Ryby w reżyserii Ireny Litwinowicz.
Zespół Dramatyczny "Polski Teatr w Wilnie" pod kierownictwem Ireny Rymowicz powstał nie na początku świata, ale trochę później. W 1965 dał pierwszą premierę, wystawili wtedy "Damy i huzary" Aleksandra Fredry. Zachęceni aplauzem wileńskiej polskiej publiczności niezadługo po Fredrze szarpnęli się "na Zapolską". W 1966 odbyła się premiera "Moralności pani Dulskiej". Tak to się zaczęło... Szczupłe grono aktorskie rekrutujące się z amatorów, ludzi różnych pokoleń i profesji zaaranżowało zabawę w teatr, i nikt z nich nie przypuszczał wtedy, że potrwa ona bardzo długo, bo aż... dziesiątki lat.
2005 rok jest w tym zespole rokiem osobliwym: 40-lecie zabawy urosłej już do metki polskiego teatru w Wilnie. Jubileusze skłaniają do wspomnień. Tylko... jak je skatalogować? Setki masek, tysiące, miliony słów, najprzeróżniejszych wydarzeń. Na scenie, w chwili wypełniania się gry, obrazy sceniczne mają swój konkretny kształt, widz - może je zapamiętać, aktor - prawie nigdy. Ulotna, efemeryczna sztuka. Żyje swoim życiem i w innym czasie, nie w astronomicznym, biologicznym, tylko na zasadzie tu i teraz. Ale właśnie w tej aktorskiej ulotności kryje się jakiś sens, jakiś intrygujący wykładnik życia, azyl, w którym można się schronić. Balansowanie na granicy dwóch światów - realnego i wyimaginowanego.
Co tych tu ludzi kiedyś przywiodło? Niezgoda na rzeczywistość? Chęć bycia kimś innym? Pragnienie zmiany świata? Podobne pytania można zadać widzowi - dlaczego przychodzi do teatru? "Teatr jest ratunkiem, nigdy wyborem" (Diderot).
... Pewien odsetek starszego pokolenia, jeszcze z tamtego "pierwszego Fredry" i Zapolskiej (1965-1966) z biegiem lat znalazł się po drugiej stronie rampy - życia. Ich twarze-maski zostały na pożółkłych fotografiach - w albumie teatru. Zeszły z tego świata po odegraniu swoich ról - w życiu i na scenie. Młodsze, któremu już dzisiaj włos na głowie się srebrzy, pozostało na warcie. Amatorzy. Podwójne życie, podwójna praca - ta z wyboru, zawodowa i ta druga, która jest ratunkiem przed naciskiem rzeczywistości.
Trzon teatru przez dziesiątki lat stanowią: Henrietta Kubilius, Danuta Sielicka, Jerzy Łajkowski, Irena Litwinowicz, Mirosław Szejbak, Mieczysław Dwilewicz, Tadeusz Szpakowski... W latach ostatnich: Teresa Samsonow, Renata i Jerzy Szymanelowie, Elżbieta Monkiewicz. Przemiennie, dorywczo grali w nim i dotąd grywają: Dominik Kuziniewicz, Wanda Marcinkiewicz, Roman Parylak. Wcześniej - Helena Szypica, bracia Henryk i Czesław Malewscy, rodziny Nohiewiczów, Bujków, później - Janusz Dąbrowski, Halina Jasińska... Jest to zaledwie garść nazwisk w 40-letniej historii tego Zespołu.
40 lat. Ponad dwa tysiące przedstawień, blisko milion widzów. Komedie, dramaty, bajki. Klasyka i utwory współczesne. W przeważającej większości - sztuki polskich autorów. Mapa występów gościnnych: Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina, Rosja, Armenia, no i przede wszystkim - Polska. Udział w festiwalach, w skali lokalnej i międzynarodowej. Częste i gęste objazdy - w miasteczkach i wsiach na Wileńszczyźnie, gdzie, jak mówią, mają najlepszego, wyjątkowo emocjonalnego widza.
Wilno skutecznie zmienia swoją twarz. Komputery, sekty, rabunki, wybuch bomby - to wszystko stało się niejako "normą" naszego życia, "żywym teatrem" na ulicy, a tu... A teraz tutaj, w drugim dniu Bożego Narodzenia, Polacy grają Bałuckiego - przy pełnym komplecie na widowni. Bawmy się wesoło! Bo najgorsze, co nas może spotkać - to zderzenie ze światem przeraźliwie realnym.
Sala Domu Kultury w Lidzie była wypełniona, tak jak zawsze!!! Na przedstawienie przyszli wielbiciele kultury polskiej, a także Polacy, dla których spotkanie z rodakami było kolejnym spotkaniem z Ojczyzną. "Grube Ryby" Michała Bałuckiego to komedia o miłości i zalotach dwóch starszych panów Wistowskiego i Pagatowicza do dwu młodych panien Wandy i Heleny, wnuczki ich kolegi. Nasi bohaterowie uznają się za grubych ryb, ponieważ są to ludzie na stanowiskach. Uważają siebie za zatwardziałych kawalerów, bo w wieku 52 lat nie mają jeszcze rodziny. Cała akcja odbywa się w domu Ciaputkiewiczów i oparta jest na nieporozumieniu: Wanda chce wyjść za mąż za bratanka Wistowskiego, a Helena chce suknię.... Warto jest zobaczyć lub przeczytać, co było dalej!!! Jest to komedia, a to znaczy, że powinny być elementy śmieszne i groteskowe. W mojej pamięci utkwiła scena tańców, kiedy się przewrócił Pagarowicz. Komedia kończy się pomysłowo. Wadna wychodzi za mąż za młodego Henryka Witkowskiego, stary Witkowski oddaje mu majątek, Helena dostaje wymarzony jedwab.... Najważniejszym mi się wydaje wybitna gra aktorów, ich język i postawa. Utwór jest zachwycający, ponieważ Bałucki tak pobudował akcję, że widz o wszystkim wie, tylko bohaterowie nie wiedzą. Właśnie takie przedstawienie całkiem pochłania, wtedy przeżywasz i odczuwasz tak samo jak bohaterowie, wtedy emocje przepełniają. W spektaklu były wykorzystywane utwory J. Straussa, co sprzyjało wewnętrznej refleksji, a także w innym świetle widz odbierał grę i całą komedię.
Życzmy sobie nawzajem, żebyśmy witali w naszych stronach jak najczęściej takie przedstawienia i takich wspaniałych aktorów. A oni ze swojej strony grali dla nas tak zachwycające dzieła. Nie mowię Teatru z Wilna żegnam, tylko DO ZOBACZENIA NA ZIEMI LIDZKIEJ!!!

Alicja Wodejko