Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 



Byłam towarzyszką wędrówek Karola Wojtyty


Każdy, komu dane było pokochać góry, które w zależności od pory dnia, roku i pogody potrafią zadziwiać pięknem, kolorytem albo budzić grozę swym ogromem.....
Wystarczy odrobina wyobraźni, by porównać ich kształty jak z baśni dłutem rzeźbiarza wyczarowanych.
Moje zauroczenie górami powodowało, że bardzo często sama po nich wędrowałam na w miarę bezpieczne trasy - szczególnie Tatr Wysokich, zarówno po polskiej, jak i słowackiej stronie.
Z czasem zauważyłam, że często napotykam na moich trasach podobnego do mnie turystę samotnika. Witaliśmy się górskim pozdrowieniem i coraz to cieplejszym uśmiechem. Wreszcie nadszedł moment wynikający z potrzeby wymiany uwag o poszczególnych szczytach (byliśmy, jak by nie było, starymi znajomymi z racji częstych spotkań). Siadaliśmy wtedy na sąsiednich głazach i mogliśmy gadać i gadać bez końca, albo pisać. Odkryliśmy, że każde z nas odczuwało pociąg do pisania wierszy. Zaśmiewaliśmy się z nich wzajemnie, a czasem brała nas ochota, żeby sobie zanucić "cosik". Kiedyś odpoczywałam sobie na którejś z hal i nagle słyszę z góry jak ktoś śpiewa "Halo, halo, Halinko - jakoż ci się pasie" - to śpiewał mój samotny, jak ja, Lolek.
Mijały lata i wszyscy żyjący w czasach PRL-u pamiętają, że Telewizja Polska nie miała w zwyczaju transmitować odbywających się uroczystości kościelnych - nagle w roku 1964 nadano transmisję z uroczystości mianowania metropolitą krakowskim Karola Wojtyłę, w którym poznałam mojego towarzysza górskich wypraw.
Konsternacja - czy to możliwe, że przez okres około dwudziestu lat nie zorientowałam się, że mój towarzysz jest osobą duchowną. Z racji ogromu nowych obowiązków abp Karolowi Wojtyle brakowało czasu na wyprawy w góry, a ja coraz częściej wyjeżdżałam na wyprawy z kolegami w coraz to inne góry: Kaukaz, Alpy, Dolomity i inne zagraniczne wyprawy.
W latach 1963-1989 pracowałam w PTTK kolejno w Zgierzu, Ozorkowie i najdłużej 15 lat w Łodzi w charakterze kierownika Biura Obsługi Ruchu Turystycznego. Z tego powodu nigdy nie miałam kłopotów z uzyskaniem wiz do krajów zachodnich. Od czasu do czasu organizowałam dla grona przyjaciół i znajomych tzw. wycieczki trampingowe - autokarem z namiotami. Były to na ogół 25-30 dniowe wyprawy do wielu krajów Europy lub Krajów Demokracji Ludowej.
W międzyczasie, jak pamiętamy w roku 1978 konklawe w Rzymie wybrało papieżem arcybiskupa z dalekiego kraju - Karola Wojtyłę, który przyjął imię Jan Paweł II. Jakim był papieżem przez 27-letni okres pontyfikatu i na ile przyczynił się do zmian, zarówno w Europie, jak i na całym świecie na ogół większość ludzi winna pamiętać. W sprawach pojednań międzynarodowych, w zrozumieniu, ile zła przez długie lata wyrządził komunizm w wielu krajach i jak niejednokrotnie bez walk i przelewu krwi można było go wyeliminować, według przysłowia "aby zniszczyć wroga - trzeba go wpierw dobrze poznać". Ponadto, w jakże zdawało się prosty sposób poradził sobie z antagonizmami wśród wyznawców różnych religii, np. judaizmu - do absolutnej zgody wystarczyło uznać Żydów za starszych braci wiary chrześcijańskiej.
Tych kilka zdań przypominających pokrótce wyjątki działania Ojca Świętego w czasie Jego długiego pontyfikatu nie są obce zainteresowanym. Wielu pisarzy, dziennikarzy i sprawozdawców, każdy na swój sposób, w najdrobniejszych szczegółach opisywało i nadal opisuje sposób i formę, w jakich Jan Paweł II nazwany Wielkim działał.
Intencją do napisania powyższych wspomnień był fakt, że w mojej pamięci najwięcej miejsca zajmują lata, kiedy w błogiej nieświadomości, z każdym rokiem radośniej witałam spotykanego turystę o imieniu Lolek na górskich ścieżkach bądź grani, że rozumieliśmy się bez słów, że każdy zdobyty szczyt przybliżał nas do Boga. Często, szczególnie mnie zdarzało się - jeżeli udało mi się pierwszej stanąć na którymś ze szczytów - wrzasnąć "znowu jesteśmy bliżej Ciebie, Panie Boże".
Od czasu, gdy mój towarzysz górskich wędrówek zasiadł na tronie papieskim, wiele lat i wody upłynęło, żeby mogło dojść do naszego spotkania. W sierpniu 1989 r. byłam z grupą w Castel Gandolfo, gdzie w okresie wakacji letnich spędzał czas Jan Paweł II, tam też odprawiał mszę Anioł Pański. Ja stałam na wprost okna, z którego wygłaszał homilię, przy samej barierce. Po pożegnaniu wiernych, kiedy uczestniczący w mszy pielgrzymi opuszczali patio, poczułam, że ktoś chwyta mnie za rękę - był to ksiądz Stanisław Dziwisz, który mnie wyprowadził z tłumu do ogrodu, a tam czekała na mnie "Biała Postać". Oniemiałam, a On kładąc mi ręce na mych dłoniach powiedział " Mój Boże, ile to już lat minęło od czasu naszych wędrówek po górach". Poznał, pamiętał - byłam szczęśliwa i wzruszona, a te kilka chwil, które mi poświęcił wypytując o moją " działalność społeczną" i trudności z nią związane - pozostaną na zawsze w mej pamięci.
Po upływie kolejnych wielu lat 15 sierpnia 2004 r. poczułam nagłą potrzebę napisania listu do Jego Świątobliwości Jana Pawła II. W tym dniu Ojciec Święty wybrał się na 104. Pielgrzymkę do Lourdes w rocznicę Wniebowzięcia Matki Bożej, którą Papież Pius IX ogłosił 150 lat temu.
Schorzenia, na które cierpiał Jan Paweł II na tyle wyniszczyły jego zdawało się tak silny organizm, że z trudem znosił narzucone sobie liczne obowiązki.
List do Jana Pawła II wysłałam 1 września 2004 r. na adres pani Hanny Suchockiej - ambasadora Polski w Watykanie. Odpowiedź otrzymałam 26.09.2004 r., którą w imieniu Jana Pawła II podpisał asesor Mons. Gabriele Caccia. Stan zdrowia nie pozwolił Papieżowi złożyć podpisu pod listem do starej koleżanki.
W huraganowym tempie stan zdrowia Papieża ulegał pogorszeniu. Nie pomogła Matka Boska z Lourdes, modły wiernych, starania lekarzy - w pełni świadom, że nadchodzi pora opuszczenia tego padołu łez, które po nim zostaną - otoczony najbliższymi przyjaciółmi i współpracownikami, trzymając ręce abpa Stanisława Dziwisza ze słowem "Amen" odszedł do Pana Następca Świętego Piotra na Ziemi, człowiek, który przez całe życie bardzo ciężko pracował - na chwałę Panu i z umiłowania ludzi.

 

Nie lękajcie się!

(Refleksje na okoliczność pierwszej rocznicy śmierci Jana Pawła II)

Totus Tuus - są to słowa uwielbienia
Składane przez Jana Pawła II do Matki Bożej.
Z Jej pomocą - odszedł do Pana świadom,
Że dobiega końca Jego posługa duszpasterska na Ziemi.

Nie bacząc na cierpienia cielesne,
Do ostatniego tchnienia wypełniał swe obowiązki i nauczał,
Że "człowiek wart jest więcej przez to co wie - od tego co ma".

Ojcze Święty - wzorem poprzednich papieży
Ciało Twe złożono w katakumbach Bazyliki Wiecznego Miasta,
Ale Duch Twój - wrócił do domu Ojca.
A my wierni Twoim naukom - nie lękamy się!
Otwieramy szeroko drzwi i prosimy za Twoim przykładem
"Niech zstąpi Duch Twój"

A ukochane przez Ciebie nade wszystko Tatry
Z krzyżem na Giewoncie
I   dla nas pozostaną wzorcem do naśladowania,
By być bliżej Boga...
A dla Ciebie Ojcze Święty błagamy Boga - SANTO SUBITO!

2 kwietnia 2006 r.


W Pierwszą Rocznicą rozstania z Jego Świątobliwością Janem Pawłem II

Nadeszła wiosna, Karolu...
Krokusami hale już okryte
Niby kołderką z liliowej mgły
A ciepły wiatr mi przypomina,
Że wkrótce z wiosną nadejdziesz Ty,

Że spotkam Cię na Jarząbczym,
Gdy z Chochołowskiej wyjdę w siną dal.
Wtedy na Grzesiu razem przysiądziemy
I na Wołowiec z Tobą będę szła.

Po naszych wędrówkach zostały wspomnienia.
Z zaświatów powracasz czasem do mnie w snach.
Spoglądam wtedy na Twą fotografię
Z nadzieją, że kiedyś powędrujemy -

Granią Apostołów i Ty i ja

Zgierz, 30 marca 2006 roku


Tatry


Tatry ukochane, góry moje święte!
Tu strzeliste turnie, tam żleby zaklęte,
Ówdzie grzebień zębaty - brabancka gipiura,
Który podświetlony sieje świateł pióra
I barwi czerwienią - śpiące już przełęcze
i tworzy tęczę.

A w księżyca blasku - widziałeś Ty one?
Czarne i ogromne, lekko podświetlone
Zimnym blaskiem - niebieskim, bo z innej planety.
Aż wierzyć się nie chce, że to nie makiety.

Człecze, nie patrz w gwiazdy - one za wysoko.
Zaczekaj do świtu, siądź gdzie Morskie Oko,
Aż pierwszy promień słońca z nieba strzeli.
Mgły zejdą w kosówkę, aż jezioro się wybieli.
Na tle nieba szczyty odsłonią się lite.
Wtedy znów ujrzysz gwiazdy
w Morskim odbite.

Kraciaste szkarpety sięgały kolan,
Pumpy były zapinane na sprzączkę,
Skafander z kapturem wciągnięty przez głowę
I horoleska na jednodniową wyprawę.

Ja na ogół samotna, spotykaliśmy się na posiadach by oglądać widoki.
Ty Ojcze w okularach w grubej oprawie -
Pamiętasz?

Najwytrwalszemu turyście górskiemu Janowi Pawłowi II
1 września 2004 r.


Fragment listu do Jego Świątobliwości Jana Pawła II

A teraz Ojcze Święty przymknij oczy i posłuchaj...

Widok alpejskich szczytów przyprawia o zawrót głowy.
Bladym świtem - ledwo gwiazdy zgasną na niebie
I z wolna pojawią się obłoki - wpierw szarawe,
Potem jasnoróżowe, blade, rozmyte - jeszcze mgłą podszyte,
Jak pióropusze na skrzydłach strusia w biegu
A ich miejsce zajmują te złociste w szeregu.
Szare jak dym szczyty w złote ramy oprawione.
A po chwili słońce z mgieł wyzwolone
Złotą kulą będzie toczyć się po niebie
Oślepiając swoim blaskiem - i mnie i Ciebie.
Wędrując zajrzy w lodowca najgłębszą szczelinę
I tam pozostanie - bądź dalej popłynie ku zachodowi.

Zgierz, 15 sierpnia 2004 r.

 

 

Halina Kuncewiczowa