Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Słowo przyszło i dało życie

 

31 grudnia, ostatni dzień roku. Ludzie po domach przygotowują się do zabawy noworocznej, a my jedziemy w drogę - do Łazdun i Juraciszek. Chyba że na żaden ze swoich koncertów "Kresowiacy" nie jechali w tak przygnębionym nastroju. Parę dni temu dowiedzieliśmy się, że władze wydalają księdza Mariusza Iliaszewicza i że parafianie rozpoczęli głodówkę.
Informacje są bardzo skąpe, tylko to, co udało się ściągnąć z internetu. W dniu 30 grudnia Polska Agencja Prasowa podaje: "Kilkudziesięciu wiernych prowadzi głodówkę w obronie polskiego proboszcza z Łazdun na Grodzieńszczyźnie, któremu władze białoruskie nakazały opuszczenie Białorusi. Protest rozpoczęło w czwartek (28.12. - ZL) wieczorem kilkanaście osób. W piątek rano odprawiono mszę, a ksiądz udał się na rozmowę z przedstawicielami władz grodzieńskich, którzy wezwali do zakończenia głodówki. Wierni planują jednak pozostać w kościele także tej nocy."
...Jedziemy, żeby wesprzeć głodujących, żeby wesprzeć księdza, z którym przez tyle lat współpracowaliśmy.
Na Białorusi ksiądz Mariusz pracował przez trzynaście lat. Były to lata pełne rzetelnej pracy dla wiernych, dla tego państwa. Jako świadectwo tej pracy pozostanie wspaniały gmach nowowybudowanej świątyni w Juraciszkach. Lecz jeszcze większe świadectwo pozostanie w sercach ludzkich. Najpierw były festiwale dziecięce, następnie spotkania młodzieży, na końcu - spotkania trzeźwościowe... Wszystkiego zabroniono.
...Przyjeżdżamy do Łazdun. Już jest po Mszy św., ksiądz się żegna z wiernymi - wkrótce musi wyjechać na granicę, a nas wysyła do Juraciszek mówiąc "zaśpiewajcie tym ludziom jak najpiękniej, oni tego zasłużyli".
W Juraciszkach kościół jest pełen ludzi, modlą się. Nie zdążam wyjść na ulicę jak podchodzi do mnie kobieta z pytaniem: - Pan z Mińska czy z Grodna? Z jakiej gazety? Za chwilę jeszcze kilka. I jeszcze. Czekają. Niestety nikogo nie doczekali się.
..."Kresowiacy" śpiewają na chórach. Prosto przed nami stara litewska Pogoń, obok Orły królewskie. Symbole jedności naszych narodów.
Ksiądz Mariusz przed wyjazdem jeszcze raz zawrócił do Juraciszek, w milczeniu wysłuchał kilku kolęd "Kresowiaków", jakby chciał zapamiętać te dźwięki na zawsze.
Przed wyjazdem jeszcze raz zabiera głos. "Dzisiaj już z wami się żegnam. Chciałem, aby ten ostatni podarek - przyjazd gości z Lidy - przyjęli jako dar serca, bo kochałem zawsze Juraciszki. Coś takiego było w duszy jak przyjechałem tu pierwszy raz, jakieś przeczucie, że zostawię tutaj jakiś ślad. I ten ślad - to ten kościół, ta wspólnota, która wypełnia świątynię na trzech Mszach świętych. Tu nie było niczego. Ani kaplicy, ani ludzi. A teraz są. To jest dar Pana Boga. To jest mój podarek dla Białorusi, który pozostanie. Tu chodziło sto dzieci na roraty. Ja nie wiem czy jak będę w Polsce, czy gdzieś będzie sto dzieci na roratach. Ale najbardziej zadziwia fakt, że w niedzielę jest 60% nowych wiernych. Wielki ukłon wam, którzy podjęli protest. 11 ludzi głodowało. Tylu ludzi łączyło się z nimi na Mszy św. każdego dnia, żeby bronić księdza, żeby bronić księży, których wyrzucają z Białorusi. Podjęli to dobrowolnie, sami przyszli i prosili nie zamykać kościoła na noc. I to mnie głęboko wzruszyło. Gdziekolwiek będę, będę pamiętać o waszej pięknej postawie. Nie wiem, czy gdziekolwiek spotkam tak oddanych ludzi. W całym świecie usłyszano, że Juraciszki i Łazduny buntują się, są niezadowoleni.
W 1994 i 1999 odebrano mi prawo do pracy, w 2006 roku ponownie odebrano prawo do pracy i dzisiaj muszę jechać na granicę. Wielki wam ukłon. Nie wiem, czy jeszcze się w życiu zdarzy zbudować kościół, przyciągnąć 60% wiernych. Nie wiem czy to się powtórzy, ale trudziłem się, starałem się przez 13 lat ile tylko można dla kościoła. Kościół to winnica Chrystusa i warto trudzić się dla kościoła.
Jak nie będzie Boga, niczego nie będzie. Dlatego chciałem wam powiedzieć, żebyście bronili kościoła w swoich duszach, bronili kościoła na ulicach, w miastach. Gdzie tylko się da. To jest łaska być wiernym synem kościoła, to jest łaska być katolikiem."
- Chciało się zrobić więcej, ale się nie dało, - byli ostatnie słowa kapłana.
Żegnamy Cię, Kapłanie i oczekujemy powrotu, na pewno masz jeszcze wiele pięknych pomysłów do realizacji. Jak również czekamy powrotu wszystkich wydalonych księży.

Aleksander Kołyszko