Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Zapiski oficera armii cyerwonej

 

Towarzyszowi W. Churchillowi
3 października 1941 roku Folwark Burki

Pisać nie ma kiedy.
Roboty dużo, bo tylko we dwoje pracujemy... Jednakowoż będę ja te moje Zapiski po trochu dalej prowadził. Postanowiłem ja zadedykować je towarzyszowi W. Churchillowi. Tak. Bo okazało się, że jest to bardzo wielki i ważny człowiek. Szkoda tylko, że nie jest komunistą i że to Anglik. Lecz teraz wygranie wojny od niego zależy... Pani Józe­fa to wszystko mnie dokładnie wytłumaczyła. Bo przedtem cała polityka w głowie mi się pomieszała.
W parę tygodni po moim przyjściu na folwark zacząłem ja przy kola­cji bardzo silnie Stalina kląć. Wiedziałem, że go Polacy nie lubią, więc chciałem w ten sposób pani Józefie dogodzić. A ona powiedziała:
- Grzeszysz ty, chłopcze! Nie wolno tak brzydko przeklinać. Świad­czy to o braku dobrego wychowania. A że nowa wojna rozpętała się, to Stalin wcale jej nie chciał. To Hitler na Rosję napadł, tak jak poprze­dnio na Polskę. To jest jego szatańskie dzieło!
Ja na nią oczy wytrzeszczyłem ze zdumienia. Nawet przestraszyłem się, bo pomyślałem, że może komunistką jest albo agentką NKWD. A ona dalej mówiła:
- Ty teraz naszym sprzymierzeńcem jesteś, bo 30 lipca Stalin i Mołotow na Kremlu w Moskwie umowę z naszym naczelnym wodzem, generałem Sikorskim, zawarli. I teraz Polacy i Rosjanie będą walczyć o wyzwolenie Rosji i Polski od wspólnego wroga, Hitlera. A kiedy jego zwyciężymy, wówczas Polska będzie znów wolna i w Rosji inne życie się zacznie. Bo rząd wasz będzie musiał zatroszczyć się o naród rosyj­ski, który wskutek wojny dużo ucierpiał. Przypuszczam nawet, że i u was też demokratyczny ustrój wprowadzą.
- Ale chyba nie zwyciężymy Hitlera, bo to bardzo sprytny dowódca i armię ma potężną.
A ona powiedziała:
- To nic. My sami może i nie zwyciężylibyśmy, ale nam Anglia pomoże.
- Anglia?! - spytałem i poczułem, że mi w oczach ciemno robi się i że pomieszania zmysłów dostaję.
Pomyślcie sobie ludzie: czego dożył Związek Radziecki!... Ta sama Anglia, która przez tyle lat przeszkadzała nam żyć w dobrobycie i pra­cować; która chciała zrobić z nas niewolników i naród rosyjski obrabo­wać, będzie teraz nas od Hitlera wyzwalać, który był tak wielkim na­szym przyjacielem. Poczułem ja, że już zupełnie niczego zrozumieć nie mogę. A pani Józefa tak dalej mówiła:
Naturalnie Anglia. Jest to wielki naród o ogromnej cywilizacji. Za nimi też Ameryka ujmie się, jeśli będzie trzeba... Jest w Anglii wspaniały polityk, Winston Churchill się nazywa. On Hitlera na pewno pokona. Na razie im jeszcze trudno, bo nie byli przygotowani do wojny. Ale mają oni wspaniały przemysł, więc bardzo prędko uzbroją się i wówczas wykończą Hitlera.
Od tego czasu zaczęła ona mnie dużo o Anglii i Ameryce opowia­dać. Mówiła mi, że Anglia nigdy żadnej wojny nie przegrała i że z nią pięćset milionów ludzi współpracuje. I że od wielu setek lat na ich ziemi wróg nie był. Że potrafiła nawet Napoleona wykończyć. Więc na pewno da sobie radę i z Hitlerem.
Ale mnie najwięcej Churchill zainteresował, bo okazało się, że to on właśnie potrafi Hitlera zwyciężyć. Powoli zacząłem ja nawet wierzyć pani Józefie, bo przekonałem się, że ona dużo wie o tym, co się dzieje na świecie. Nawet o naszym Związku Radzieckim dużo ciekawych rze­czy mi opowiedziała. I skąd taka babina to wszystko zna?!
Otóż postanowiłem ja te moje Zapiski Churchillowi zadedykować, żeby wiedział on o tym, jak bardzo go szanuję. Bo niezawodnie Anglicy tu przyjdą, żeby Niemców wypędzić. A gdy przyjdą, żeby nas wyzwo­lić, to rzecz jasna na zawsze zostaną, żeby za wyzwolenie odpowiedni zysk z ludności dla siebie ściągnąć. Warto więc zabezpieczyć się i w ra­zie potrzeby będę mógł dowieść angielskiemu NKWD, że ja ich wodza bardzo uwielbiam. Szkoda tylko, że nie mamy portretu Churchilla, żeby zawczasu powiesić, a nie wówczas, gdy Centralny Komitet Angielskiej Partii Kapitalistycznej taki rozkaz wyda.

 

Towarzyszowi J.W. Stalinowi
17 października 1941 roku Folwark Burki

Okazało się, że Stalin, chociaż jest Gruzinem, nigdy zdrajcą Rosji nie był. Tylko Hitler podstępnie go oszukał. Umyślnie przez dłuższy czas udawał przyjaciela, żeby wspólnie Polaków rozbić, bo Francji się obawiał. Potem wybrał sprzyjający mu moment i zdradziecko łamiąc zobowiązania państwowe, napadł na nas. Ale mu tego towarzysz Chur­chill nie daruje. Bo Anglicy są ogromnie honorowym narodem i nie lu­bią, jeśli ktokolwiek słowa nie dotrzymuje. Tak.
Spostrzegłem ja, że pani Józefa zawsze przed jedzeniem krótką modlitwę odmawia. A pewnego razu spytała mnie ona:
- Ty pewnie nie ochrzczony, bo nigdy nawet nie przeżegnasz się. Nie wiedziałem ja, co jej na to odpowiedzieć, ale wolałem skłamać.
- Mnie matka sama ochrzciła, kiedy byłem małym dzieckiem. Ale modlić się nie nauczyła.
- Wiem, że u was religia jest prześladowana - powiedziała pani Jó­zefa. - Ale to jest bardzo źle. Ja ci zaraz wytłumaczę, dlaczego. Bo tobie i zrozumieć to trudno. Ot, na przykład, ja jestem chrześcijanką. To znaczy, że staram się postępować w moim życiu tak, jak nam Chrys­tus nakazał. Najważniejsze jego przykazanie jest: "Kochaj bliźniego jak siebie samego". Jak ty uważasz: czy to źle tak postępować, czy dobrze? Czy lepiej kochać tylko siebie, a innych nienawidzić?... Jeślibym nie była ja chrześcijanką, to i ciebie z tamtej biedy, w której jako człowiek znalazłeś się, nie ratowałabym. Po co ryzykować dla obcego człowieka i do tego jeszcze naszego wroga. Bo wiem, że was uczą tylko niena­wiści i do Boga, i do innych ludzi. Lecz ponieważ Chrystus nam kazał nawet wrogom przebaczać, a ludziom w nieszczęściu pomagać, to i ja tobie pomogłam. Otóż: pomogłam ci tylko dlatego, że jestem chrze­ścijanką. Czy to jest źle?
-  To bardzo dobrze, pani Józefo! I ogromnie jestem wam za to wdzięczny. Ale Bogu modlić się ja nie umiem. Za późno mnie tego się uczyć.
Kilka razy my o sprawach religijnych rozmawiali. I ostatecznie ja nawet zgodziłem się z tym, że chrześcijanie to niezupełnie podli ludzie są. Oczywiście nie powiedziałem ja jej tego, co naprawdę myślę. Że każda religia jest oszustwem, kapitalistycznym wybiegiem i opium dla biednego ludu. Tak nas wyuczyła partia i tak ono i jest. Bo jeśliby reli­gia była czymś dobrym, to dlaczego tacy mądrzy ludzie jak Lenin i Sta­lin uznali ją za szkodliwą dla proletariatu? Nawet przypuszczam ja, że to w ogóle żydowska robota. U nas Trocki zdradził Związek Radziecki. A wówczas pewno Chrystus był reakcjonistą i anglo-amerykańskim ka­pitalistom wysługiwał się. Ale tego ja pani Józefie nie powiedziałem, aby nie dorozumiała się, że kulturalnym człowiekiem jestem, a nie jakimś tam szeregowcem, chłopem albo robotnikiem.
Pewnego razu ona do mnie powiedziała:
- Wiesz co, Janku, ponieważ jesteś chrześcijaninem, warto żebyś wyuczył się chociaż jednej modlitwy. Jest piękna modlitwa: Ojcze nasz - Zostawił ją nam sam Chrystus. Jeśli ty zechcesz i potrafisz ją przemy­śleć, to tobie wszystkie drogi, jakimi człowiek powinien w życiu się kierować, wyjaśni. Wyuczę ja ciebie tej modlitwy. A ty ją, dla dobra swej duszy, chociaż raz dziennie zmów, aby tobie w życiu lepiej się wiodło i abyś zrozumiał, że masz w sobie duszę nieśmiertelną, a nie pustkę, którą wam bolszewicy wypełniali złością i nienawiścią do ludzi.
Otóż zaczęła ona mnie tej modlitwy uczyć. A ja musiałem na to się zgodzić. Bo jakże się nie zgodzić?... Wiedziałem co prawda, że i bez tego by ona mnie nie wyrzuciła i pomocy swej nie pozbawiła. Ale - pomyślałem ja sobie - lepiej tę sprawę załatwić politycznie. Ta jej mod­litwa na kołnierzu wisieć mnie nie będzie. Zresztą może to mi się nawet i przyda kiedyś. A znowuż pani Józefa chyba jeszcze lepsza dla mnie będzie.
Nie bardzo mi ta nauka szła z początku. Trudno było słowa spamię­tać. Ale po kilku dniach umiałem ja całą modlitwę i razem z panią Józefą odmawiałem ją wieczorami. Ona również żegnać się mnie wyuczyła.
Jak to modlenie się u mnie zaczęło, to ja zupełnie humor straciłem i szanować siebie przestałem. "Ot - pomyślałem - jak ja strasznie po­niżyłem się! Sam te zabobony religijne, które zawsze wyśmiewałem, uprawiać zacząłem! Do czego ja, ideowy komsomolec i uczciwy zupeł­nie człowiek, doszedłem! Jak nisko upadłem! A wszystko to przez tam­tych przeklętych Niemców i przez Hitlera!".
Ale pewnego razu zacząłem ja nad tą modlitwą zastanawiać się. I nagle wszystko zrozumiałem i ogromnie ucieszyłem się. Toż modlitwa ta jest nasza - bolszewicka. Można nawet powiedzieć, że zupełnie komunistyczna. "Ojcze nasz...". Któż to?... Jasna rzecz, że ON!... Zawsze OJCEM nazywaliśmy GO. "Święć się imię twoje! Bądź wola twoja!". Oczywiście, że tak. Przecież do tego zawsze dążyliśmy. I - jeśli wszystko dobrze się skończy - dalej dążyć będziemy. I z tym "chlebem powszednim" też zupełnie słusznie. Bo tylko od Niego, towarzysza Stalina, nasz chleb i życie zawsze były zależne. I z tymi "winami na­szymi" też racja! Trzeba zawsze winy te i w sobie, i dookoła wyszu­kiwać i władzom o nich w porę donosić. Tylko z tym "niebem" nie bar­dzo się zgadza. Ale później domyśliłem się ja, że to tylko przenośnia taka i ogólne określenie miejsca pobytu Słoneczka naszego. Więc za­stąpiłem ja słowa "któryś jest w niebie" słowami: "któryś jest w Kre­mlu". Nawet o Hitlerze w tej modlitwie wspomniano: "Ale zbaw nas od złego"... To znaczy od tamtego podleca germańskiego.
Gdy ja to wszystko zrozumiałem, to bardzo się ucieszyłem i nawet sam pani Józefie o modleniu się przypominałem. Tylko słowa "w nie­bie" zastępowałem, w myśli, słowami "w Kremlu". I w ten sposób bar­dzo nawet składnie nam szło. Ona swoje, a ja swoje. I oboje jesteśmy zadowoleni. A ojciec Stalin nie zgniewa się, że mówiłem ja głośno za­miast w Kremlu, w niebie. Lecz myślałem uczciwie co innego. Tak.
Ja nawet sam od czasu do czasu tę modlitwę odmawiałem i wkrótce dobrałem do niej rewolucyjną melodię i ją śpiewałem. Jestem teraz bardzo wdzięczny pani Józefie, że dokładnie mnie wytłumaczyła, iż Stalin Rosji nie zdradził. Więc znów święcie w niego wierzę i znów JEMU moje Zapiski dedykuję. Bo, naturalnie, i Churchill jest bardzo porządnym człowiekiem, ponieważ nas od Hitlera ratuje. Ale gdzież jemu, osobnikowi z burżujską przeszłością, z ojcem Rosji i całego świa­ta się równać!
OJCZE NASZ, KTÓRYŚ JEST W KREMLU, ŚWIĘĆ SIĘ IMIĘ TWOJE! BĄDŹ WOLA TWOJA! PRZYJDŹ KRÓLESTWO TWO­JE JAKO W KREMLU, TAK I W RESZCIE ŚWIATA.

Sergiusz Piasecki