Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Lucjan Turkowski (1905-1976)

 

Powoli odkrywamy dla siebie lidzian, których okrutny los rozrzucił po świecie. Jednym z nich był dr Lucjan Turkowski, profesor etnografii i etnologii Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie.

Był to wybitny etnolog, doskonale przygotowany badacz terenowy, twórczy, całkowicie oddany pracy naukowej. Jego publikacje cechuje sumienne, wnikliwe i krytyczne opracowywanie zebranych materiałów i podjętych problemów, przy których rozwiązywaniu uwzględniał szerokie horyzonty.

Urodził się w Lidzie 13 listopada 1905 r. W 1926 r. ukończył tu Gimnazjum Państwowe im. Karola Chodkiewicza. Pod czas nauki czynnie udzielał się w harcerstwie.

Wybór kierunku studiów wyższych i specjalizacji skrystalizował się u Lucjana Turkowskiego nie od razu. Zanim zdecydował się ostatecznie na studia etnologii i etnografii pod kierownictwem prof. dr Cezarii Ehrenkreutzowej, L. Turkowski wstąpił na filologię słowiańską i polską na Uniwersytet im. Stefana Batorego i przez dwa lata studiował filologię polską i słowiańską oraz geografię, później zaś przeniósł się na studia etnografii w tejże uczelni.

Brał czynny udział w różnych pracach Zakładu Etnografii, w szczególności w badaniach terenowych na Wileńszczyźnie, Nowogródczyźnie, na północnym Polesiu, jak również częściowo na Wołyniu. W 1931 r. gromadził materiały do Atlasu Kultury Ludowej w Polsce.

Od 1930 do 1936 r. penetrując najgłuchsze tereny gromadził obiekty dla stworzonego przez prof. C. Ehrenkreutzową Muzeum Etnograficznego USB w Wilnie. Zebrał on duży materiał ludoznawczy z terenów byłego województwa wileńskiego, nowogródzkiego i częściowo z Polesia. Ogółem zostało przez niego przebadane około 200 wsi. W jego tekach znalazły się szczegółowo i wnikliwie opracowane materiały do takich kwestii, jak występowanie na ziemiach polskich byłego województwa wileńskiego i nowogródzkiego wielkich, trójdzielnych stodół budowanych na sochy spiętrzone, często z podcieniem głębokim i ich krzyżowanie się na tym obszarze z typem odmiennym, znacznie mniejszym (studia nawiązujące do dawnych wielkich chat litewskich i łotewskich). Do wysoce interesujących kwestii prowadziły także obserwacje i studia L. Turkowskiego odnośnie do relacji o piecu łaziebnym, piecu piekarnianym czy ogrzewaniu pomieszczeń mieszkalnych. Brał też czynny udział w badaniach stacjonarnych, m. in. we wsi Mieszkańce pod Wilnem.

W Dziekanacie Wydziału Humanistycznego USB w Wilnie, oprócz pracy magisterskiej o tkactwie, złożył L. Turkowski pracę pt. „Garncarstwo ludowe na Wileńszczyźnie”. W latach 1929-1932 prowadził ćwiczenia etnograficzne przy Katedrze Etnografii Europy Wschodniej w Wyższej Szkole Nauk Politycznych w Wilnie oraz okresowo wykłady ze szczególnym uwzględnieniem kultury ludów fińskich.

Jako zamiłowany znawca tkactwa bierze czynny udział w pracach Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego na terenie ówczesnej północno-wschodniej Polski, a później Polesia i Wołynia. Wiele swych sił poświęca w tej dziedzinie pracom społeczno-organizacyjnym.

W 1935 r. przenosi się do Warszawy, gdzie pod tym samym kierunkiem odbywa studia doktoranckie, przygotowując pracę pt. „Tkactwo ludowe i rzemiosło tkackie w Wileńskiem i Nowogródzkiem”. W tym też czasie zostaje delegowany przez Uniwersytet Warszawski do Muzeum Narodowego w celu zreorganizowania tam Działu Etnograficznego. W 1937 r. opracowuje Wystawę i przewodnik pt. „Ubiór ludowy w Polsce” , drukowany w Muzeum Narodowym w Warszawie. W tym samym roku zaproszony przez Towarzystwo Ochrony Sztuki Ludowej w Warszawie, organizuje wystawę sztuki zdobniczej ludu polskiego. Do czasu wybuchu II wojny światowej gromadzi z terenu Polski przedmioty sztuki ludowej, uzupełniając zbiory tego Towarzystwa. Z tego też ramienia czuwa nad działalnością podległych mu ośrodków wytwórczości zdobniczej.

Jako stypendysta Funduszu Kultury Narodowej, w ramach współdziałania z prof. C. Ehrenkreutzową od 1929 r. w związku z Międzynarodowymi Targami w Poznaniu gromadził on obiekty ceramiczne i tkackie, częściowo przeznaczone dla celów muzealnych, pomagał też w opracowywaniu wzorów tkackich.

W liście do Marii Znamierowskiej-Prüfferowej z dnia 10 II 1972 r. pisał: „Wszystkie moje materiały poginęły, może coś ocalało u W. Dynowskiego, z którym 3 lata po 3 miesiące objeżdżaliśmy wszystkie powiaty Wileńszczyzny i Nowogródczyzny”. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, z dużej pracy liczącej 280 stron, poświęconej tkactwu i rzemiosłu tkackiemu na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie, po pożarze drukarni ocalał chociaż wstęp. Został on opublikowany w Zeszytach Naukowych Wydziału Humanistycznego, z. 6, w Londynie pt. Źródło oddziaływań na tkactwo ludowe w Wileńskiem i Nowogródzkiem .

Losy wojenne skierowały L. Turkowskiego do Wilna, a potem na daleką tułaczkę. W 1942 r. wstąpił on do Armii Polskiej, z którą dostał się do Palestyny. Jako podporucznik przez cztery lata pracował na stanowisku redaktora technicznego wydawnictw wojskowych. Praca ta umożliwiła mu zebranie dużego materiału etnograficznego z zakresu kultury materialnej w Górach Judzkich.

W 1947 r. po zdemobilizowaniu przybywa do Anglii, gdzie mimo ciężkich warunków przystępuje do opracowywania materiałów etnograficznych zebranych w terenie. Bierze też w Londynie czynny udział w pracach Komisji Etnograficznej Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie.

W 1960 r. prof. C. Baudouin de Courtenay Jędrzejewiczowa doktoryzuje swego ukochanego, wysoko cenionego ucznia na podstawie przerwanej przez wojnę pracy „Tkactwo ludowe a rzemiosło tkackie w Wileńskiem i Nowogródzkiem”.

W 1964 r. Senat Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie zatwierdza przewód habilitacyjny i nadaje mu tytuł docenta etnologii i etnografii, a w 1969 r. powołuje go na stanowisko profesora zwyczajnego tej dyscypliny. Ciężko pracując w fabryce, a następnie w biurze, Lucjan Turkowski z wielkim zamiłowaniem i wytrwałością opracowuje swe materiały terenowe korzystając z Biblioteki British Museum.

W rezultacie długoletnich wysiłków L. Turkowski „pozostawił w kilkudziesięciu pudłach i teczkach, utrzymanych wzorowo, liczne rękopisy, rozprawy i materiały, na które składają się nie publikowane prace, a przede wszystkim materiały etnograficzne zebrane wyłącznie przez niego z obszarów Wileńszczyzny i Białorusi, a co najważniejsze, materiały zebrane na Środkowym Wschodzie, które stanowią obecnie jedno z najważniejszych źródeł do kultury ludowej ludu arabskiego Gór Judzkich”.

Prof. Lucjan Turkowski, postępowy patriota, żołnierz Polski Podziemnej, człowiek o wysokiej etyce, otwarty dla ludzi i świata, uspołeczniony i uczynny zmarł nagle i niespodziewanie dnia 2 stycznia 1976 r. w Londynie.

W 1972 r. we wspomnianym liście pisał do Marii Znamierowskiej-Prüfferowej o zmarnowanych 20 latach życia, żałując, że nie powrócił do Polski. Gdyby istotnie L. Turkowski, niezmiennie związany z Polską, myślący o powrocie do kraju, powrócił po II wojnie światowej, niewątpliwie mógłby mieć znacznie większe publikowane wyniki swej pracy naukowej.

Opr. ak

 

 

Prace publikowane Lucjana Turkowskiego

 

zestawiła M. Znamierowska- Prüfferowa

 

(W spuściźnie L. Turkowskiego znajdują się także rękopiśmienne prace i materiały dotyczące niektórych zagadnień kultury ludowej w Polsce oraz na Bliskim i Środkowym Wschodzie.)

1933

Prymitywna ceramika ludowa na Ziemi Wileńskiej (lub garncarstwo ludowe na Wileńszczyźnie). Praca nagrodzona na USB. Wilno 1933.

1935

Ludowa wytwórczość rzemieślnicza w Wileńskiem i Nowogródzkiem. Nakł. Wileńskiego Kuratorium Szkolnego, Wilno 1935, ss. 32, ilustr. 93.

1936

Przemysł ludowy na Polesiu Wołyńskim. (Tekst powielony przez Towarzystwo Popierania Przemysłu Ludowego w Łucku), Łuck 1936.

1937

Ubiór ludowy w Polsce. Przewodnik po wystawie. Nakł. Muzeum Narodowego w Warszawie, Warszawa 1937.

1939

Tkactwo ludowe a rzemiosło tkackie w Wileńskiem i Nowogródzkiem. Nakł. Zakładu Etnografii Polski UJP w Warszawie (druk nie ukończony).

1957

Migracje nazw uprawnych roślin. „Rocznik VII Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie” (Londyn) 1956-1957, s. 92-96.

1958

Egejski ośrodek kultury ogrodniczej. Kolebka pochodzenia uprawnych roślin. „Rocznik VIII Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie. Komisja Etnograficzna Wydz. Humanistycznego PTNO” 1957-1958, s. 67-75.

1969

Peasant Agriculture in the Judean Hills. „Palestine Exploration Quarterly” (London) 1969, z. 1, s. 21-33; z. 2, s. 101-112, ilustr.

1976

Kultura rolnicza fellachów w Jordanii Zachodniej. „Gazeta Niedzielna” (Londyn) z 11 IV i 18 IV 1976 r.

 

 

 

Tkactwo ludowe a rzemiosło tkackie w Wileńskiem i Nowogródzkiem

 

Lucjan Turkowski

 

Różnorodne były okoliczności, które sprzyjały uprawie lnu i ludowej wytwórczości tkackiej w dorzeczu Niemna i Wilii, przyczyniając się do powstania sławy tzw. tkanin wileńskich. W okresie międzywojennym istniała w stolicy Polski społeczno-handlowa instytucja pod nazwą „Len Wileński”, doskonale się rozwijająca dzięki walorom ludowych tkanin, powszechnie wyrabianych po wsiach Ziemi Wileńskiej i Nowogródzkiej. Jakimi drogami doszły kobiety wiejskie do tak wysokiego poziomu twórczości zdobniczej w tak skromnych warunkach gospodarczych?

Na podstawie bezpośrednio po wsiach zebranych informacji ustnych, sięgających w tradycji ludu do początków dziewiętnastego wieku oraz badań, przeprowadzonych nad ornamentacyjną techniką tkaczy rzemieślników, a także przy pomocy literatury fachowej, łącznie z materiałami archiwalnymi, mogłem ustalić przebieg zadziwiającego procesu przemian, jaki się dokonał na omawianym terenie w ciągu dziewiętnastego wieku.

Według przepisów wileńskiego rzemieślniczego cechu tkaczy płócienników (Ewa Makowska Gulbinowa, Wileńskie cechy tkackie do r. 1795, Ateneum Wileńskie, II, Wilno, 1932), odnoszących się do majstersztyków, czyli prac dyplomowych, wykonywanych przez adeptów sztuki tkackiej ubiegających się o stopień czeladnika lub o stanowisko samodzielnego majstra można sądzić, że tkacze płóciennicy, produkując białe ręczniki i obrusy, posługiwali się techniką wielonicielnicową, uzyskując wysoce efektowne ornamenty geometryczne. Do swego cechu chętnie przyjmowali spoza granic Wielkiego Księstwa Litewskiego kwalifikowanych rzemieślników odbywających przewidziane ustawami wędrówki, przy czym oprócz Koroniarzy osiedlali się w stolicy Litwy także i tkacze pochodzący z Prus Książęcych, między innymi z Królewca. W ten sposób przenikały do cechu zawodowe tajemnice techniczne płócienników zachodnioeuropejskich. Te same ornamenty geometryczne, wynikające z wzorotwórczych splotów techniki wielonicielnicowej, które występowały na ziemiach litewsko-białoruskich, znajdowały się też i w krajach skandynawskich oraz na całym bałtyckim pobrzeżu po Schleswig-Holstein, a obrusowe płótna holenderskie słynęły szeroko ze swej ozdobności i doskonałości. W cechu wileńskich tkaczy płócienników przez wieki pielęgnowano kunszt zdobniczy i chętnie przyswajano płóciennicze udoskonalenia techniczno-ornamentacyjne. Na praktykę do stołecznego Wilna starali się dostać również i tkacze z prowincji, a wśród nich przemykali się cichcem i tkacze dworscy. Rzemieślnicy dworscy po uzyskaniu dostatecznych wiadomości fachowych powracali do swych panów, by wyrabiać na potrzeby dworskie bardziej misternie zdobione ręczniki i obrusy.

Gdy w drugiej połowie dziewiętnastego wieku nastąpiło uwłaszczenie chłopów na wsi a zrewoulcjonizowanie produkcji tkackiej w mieście, nie opłacało się dworom utrzymywać własnych rzemieślników. Bardziej ekonomicznym stało się nabywanie po miastach wyrobów płócienniczych, wykonywanych zmechanizowaną techniką żakardowską. Oczywiście, artystyczna strona wyrobów żakardowskich nie podążała za techniczną, coraz bardziej udoskonalaną, lecz nie przeszkadzało to zwolennikom industrializacji propagować zalety fabrykatów sztuki „postępowej”. Na tradycji oparte miejskie cechy tkackie podupadły zupełnie, a tkacze dworscy przechodząc na własne ryzyko produkcyjne musieli osiedlić się w miasteczkach i po wioskach.

Większe oddalenie od ośrodków przemysłowych oraz obfitość surowca na miejscu uratowały na pewien czas małomiasteczkowych rzemieślników tkackich w Wileńskiem i Nowogródzkiem. Konsumentów na swe płóciennicze wyroby znaleźli niespodzianie wśród ludności wiejskiej, która po przejściowej dezorganizacji i nieporadności gospodarczej zaczęła się socjalnie wzmacniać i ekonomicznie bogacić. Ze wzrostem zamożności rosły ambicje kulturalne, a to, co było niegdyś dworskie, stało się przedmiotem pożądania chłopskiego. I tak, tradycyjne, piękne wyroby zawodowych tkaczy płócienników zaczęły się rozpowszechniać wśród wiejskiego ludu. Tkaczom rzemieślnikom pomagały w ich zawodowej produkcji dorastające dzieci, i podczas gdy któryś z synów dziedziczył po ojcu tkacki warsztat, to córki wychodząc za mąż na wieś kontynuowały na nowych gospodarstwach dawną twórczość techniczną swego rodzinnego domostwa. Jako gospodynie wiejskie wykonywały one na własne potrzeby ręczniki i obrusy, posługując się zdobniczą techniką wielonicielnicową w ten sam sposób, jak to czyniły w domu ojcowskim. Przez wprowadzenie, przy wielonicielnicowej technice wzorotwórczej, barwnego wątku lub zarówno wątku, jak i barwnej osnowy uzyskiwały niezwykłe efekty ornamentacyjne, niestosowane dotychczas na wsi przy zdobieniu tkanin używanych do wyrobu pościółek, czyli płacht do zaścielania pościeli.

W nowobudowanych wiejskich chatach, znacznie powiększonych i rozjaśnionych oszklonymi oknami, unowocześnionych doskonalszymi piecami kominowymi nie było miejsca na prymitywne pomosty do spania, tak bardzo pospolite do czasu uwłaszczenia chłopów. Powszechnymi stały się łóżka, które się z satysfakcją zaścielało ozdobnymi pokryciami. To właśnie barwne pościółki, tkane na wsi wielonicielnicową techniką ornamentacyjną przysporzyły tyle sławy tkaczkom Ziemi Wileńskiej.

Zawodowi tkacze płóciennicy tracili bezpowrotnie możliwości do rozwoju. W dwudziestym wieku niełatwo już było trafić na pozostałości ich produkcji. Jedynie w miasteczku Traby w województwie nowogródzkim udało mi się opracować wytwórczość ostatniego z tkaczy, który trudnił się wyrobem ręczników i obrusów, odziedziczywszy po ojcu stare narzędzia tkackie. Jego opanowanie kunsztu rzemieślniczego było zadziwiające, potrafił z łatwością operować 24 nicielnicami, zawsze jednak wykonywał ornamenty geometryczne, na jakie jedynie pozwalała wielonicielnicową technika tkania zdobniczego.

Wiejskim kobietom w Wileńskiem i Nowogródzkiem wystarczało najzupełniej 8-12 nicielnic do uzyskania bardzo ozdobnych tkanin, toteż tą ilością głównie się posługiwały i tylko niektóre z nich umiały tkać bardziej skomplikowanymi splotami. Główny wysiłek ludowych tkaczek skierowany był na efekty barwne, na takie łączenie kolorów wątku i osnowy, by zarówno wzorzystość uzyskiwana splotem, jak i barwna ornamentyka cieszyły oko swą dekoracyjnością.

Działaczki społeczne z Bazarów Przemysłu Ludowego, zachwycając się pięknem ludowych tkanin „wileńskich” i rozpowszechniając je wśród mieszczan, zapewniały, że „takie wzory pochodzą z prawieków”. Nie uświadamiały sobie wcale, że dokonał się stosunkowo niedawno wielki proces przemian, równie istotny na wsi wileńskiej, jak techniczno-przemysłowa rewolucja w Europie zachodniej. W ludowej produkcji tkackiej drugiej połowy dziewiętnastego wieku główne zmiany wyglądały z grubsza następująco.

Choć posiew lnu nie uległ zmianie, rozpowszechniły się doskonalsze gatunki siemienia; pierwotne roszenie lnianych łodyżek zastąpiono moczeniem tam, gdzie była odpowiednia do tego woda; do łamania i międlenia słomy lnianej oraz otrzepywania włókna z paździorów wprowadzono o wiele doskonalsze przybory; udoskonalono też narzędzia do segregowania i wyczesywania włókna lnianego; obok pierwotnych wrzecion pojawiły się, niegdyś po dworach tylko znane, kołowrotki do przędzenia, a z nimi i specjalne wijadełka do suszenia przędzy; snucie osnowy zeszło ze ścian na snowadła, przyswojone od tkaczy zawodowych; największym jednak zmianom uległy wiejskie krosna tkackie.

Jeszcze pod koniec dziewiętnastego wieku używano często, niegdyś bardzo powszechnych krosien bezstaciwowych. Nawój na przędzę przymocowywano po prostu do ławy wbudowanej na stałe przy szczytowej ścianie pierwotnej izby wiejskiej. Pod przeciwległą ścianą osadzano wprost w polepie chaty dwa rosochate paliki, na których umocowywano nawój na płótno. Między tymi nawojami rozpinano przędzę osnowy, czyniąc krosna. „Naczynie”, czyli bardo z płochą oraz dwie lub cztery nicielnice z podnóżkami zawieszano na drążku, umocowywanym pod pułapem. Ta nieskomplikowana konstrukcja wystarczała najzupełniej do wyrobu, nie tylko zwykłych płócien, lecz też i ozdobnych tkanin odzieżowych i pościelowych.

Oczywiście, oprócz prymitywnych krosien bezstaciwowych znano od dawna także i krosna staciwowe, które zresztą były również dość pierwotne. Podstawą staciw, czyli ramowej konstrukcji służącej do rozpinania osnowy i podtrzymywania barda i nicielnic były zwykłe sosnowe pieńki z rosochami spełniającymi rolę nóg tak, iż oba boki krosien mogły stać samodzielnie. „Krosna na kokoszkach”, jak je regionalnie nazywano, łatwe były do rozbierania i przenoszenia, utrzymywały się przeto do początku dwudziestego stulecia. Na takich pierwotnych dwu i czteronicielnicowych krosnach można było zdobić tkaniny jedynie kolorem przędzy, bowiem czteronicielnicowego splotu rządkowego nie sposób jest uważać za dostatecznie wzorotwórczy. Splotu igłowego, stosowanego w technice kilimowej nie znano na ziemiach wileńsko-nowogródzkich i nie natrafiono nawet na ślady posługiwania się nim w tkactwie ludowym. Zdobiąc tylko kolorem przędzy, otrzymywano ornamenty pasiaste za pomocą wielobarwnego wątku, przez połączenie zaś wielobarwnego wątku z wielobarwną osnową osiągano wzory kraciaste, niekiedy równie piękne, jak szkockie tartany. Pasiaki i kraciaki są jednak powszechne w całej Europie, niczym więc ludowe tkaniny znad Niemna i Wilii nie mogłyby się wyróżniać, gdyby wieśniaczki nie rozpowszechniły u siebie techniki wielonicielnicowej i tak niepowszedniej ornamentyki geometrycznej, łącznie ze stosowaniem barwnej przędzy. Z rozkwitem sztuki tkackiej na wsi łączył się nierozdzielnie i rozwój tkackiej techniki, nic też dziwnego, że wielonicielnicowe warsztaty (tak je też na wsi nazywano) różniły się ogromnie od prymitywnych krosien. Sławne desenie tkanin „wileńskich”, imponujące dyskrecją stonowanych kolorów i różnorodnością geometrycznych wzorów przysporzyły wiele chwały ludowemu tkactwu ziem litewsko-białoruskich. Stały się one dumą miejscowych kobiet, które naprawdę wielce pomysłowo potrafiły połączyć techniczno-ornamentacyjne osiągnięcia rzemieślników miejskich z własnymi koncepcjami zdobniczymi. O tym, że wielonicielnicowa technika wzorotwórcza rozpowszechniła się dopiero w drugiej połowie dziewiętnastego wieku dobrze wiedziały starsze kobiety wiejskie. Zdecydowanie twierdziły, że podczas ich młodości umiano zdobić tkaniny jedynie barwnymi ornamentami pasiastymi i kraciastymi, deseniowe wzory geometryczne zaś osiągane na krosnach wielonicielnicowych pojawiły się i stopniowo rozpowszechniły w czasach późniejszych, przypadających na ostatnie dziesiątki lat ubiegłego stulecia. Pierwotnie tylko bardzo zdolne tkaczki wiejskie potrafiły posługiwać się nowowprowadzoną techniką.

W dwudziestym wieku ukazały się we wschodnich powiatach Wileńszczyzny, zwłaszcza w Mołodecznieńskiem, tkaniny pościelowe ozdabiane całkiem odmienną i nową techniką. Nauczyły się jej miejscowe chłopki od imigrantów z Rosji, których żony umiały posługiwać się sposobem zdobienia stosowanym przez zawodowych tkaczy w carskiej manufakturze pałacowej, oczywiście do czasów rozpowszechnienia się techniki żakardowskiej. Wyrabiane nowym, rosyjskim sposobem pokrycia na łóżka nazywały wiejskie kobiety przebierankami, a samą funkcję zdobienia przebieraniem. Przebierano tu przędzę osnowy wielką ilością pręcików, za pomocą których tworzono wymyślną ornamentykę. Pręciki wplatano w osnowę między nawojem na przędzę a dwiema nicielnicami, które najzupełniej wystarczały do utkania kanwy. Jedna z kobiet musiała siedzieć przy nicielnicach i przetykać wątek, druga zaś stać przy pręcikach i operować nimi, tworząc kolejno odpowiedni dla wzoru ziew w osnowie. Techniką przebierankową można było uzyskiwać ornamenty wszelkiego rodzaju, nie tylko geometryczne, lecz też i figuralne. Tradycyjna, rosyjskiego pochodzenia ornamentyka przebieranek miała wysoki poziom artystyczny, lecz łatwość komponowania wszelkiego rodzaju wzorów sprowadziła na manowce tkaczki wiejskie, które nieraz najzupełniej nieudolnie „przebierały” liche kompozycje z hafciarskich wzorców.

Podobnie przedstawiała się sprawa z komponowaniem ornamentów w tkaninach dwuosnowowych, które wykonywały małomiasteczkowe i wiejskie kobiety na Podlasiu, zwłaszcza na obszarach sąsiadujących z pruską Królewszczyzną. Ornamentyka opracowana w swoistej technice, prawdopodobnie przez zawodowych tkaczy w Królewcu, była godną podziwu, jednak wielkie możliwości w tworzeniu najdowolniejszych wzorów nie przyniosły wielkiego pożytku stronie artystycznej w ludowej produkcji tkackiej. Jedynie interwencja specjalistów od ochrony sztuki ludowej ratuje obecnie przed zupełnym zmanierowaniem w komponowaniu ornamentów techniką dwuosnowową. Ta jednak technika nie dotarła na ziemie wileńsko-nowogródzkie, pozostające główną domeną panowania geometrycznej ornamentyki tkanin wielonicielnicowych.

Czy próby podtrzymania ludowego tkactwa na potrzeby zdobnictwa narodowego zostaną zniweczone przez proces urbanizacji wsi i powszechny pęd wieśniaków do społeczno-kulturalnego wyrównania z miastem - pokaże dopiero druga połowa dwudziestego wieku. To już całkiem odrębne zagadnienie. Tkactwo ludowe drugiej połowy dziewiętnastego wieku korzystało szczodrze z tkackiego rzemiosła, i jak nigdy przedtem wchłaniało jego techniczne zdobycze, nadrabiając w ciągu pół wieku osiągnięcia wielu stuleci.