Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Nasze drzewa

Dąb

 

W Dokudowie nad Niemnem, śpiewały mnie ongiś młode dziewczęta (dziś stare już baby) dumkę bardzo żałosną o ptaku-rybołowie, którego przyłapały dwaj łabędzie na swoim „cichim dunaju”, a chcąc go utopić badały najpierw - kto on jest? Pojmany ptak na tym dochodzeniu opowiadał:

Cichi dunajok - to moj tatańka,

Syra ziamla - maja matańka,
Zialony dubok - to moj braciejka*.

W innej śpiewce chłopiec wiejski chcący bliżej poznać dziewczynę, która mu się spodobała, zwraca się do niej z trwożliwym zapytaniem:
Kazali, dziauczyna - z zialonaho duba?

Na to mu dziewczyna odpowiada:

Ja nie z zialonaho duba, mianie maci radziła

U szcraśliwuju hadzinu i u pialonki spawila...

W południowym Polesiu na wiejskim weselu młode kobiety i dziewczęta tańcują „kozaka” i wesoło przyśpiewują:

Oj, czy ja ne harna?

Oj, czy ja ne luba?

Wytesała mene maty

Z zelenaho duba.

Wytesała, szczej namalewala,

Dała mene za krawczyka,

Szczob ja panowała!

Znaną jest powszechnie legenda o Lizdejce „wróżbicie i najwyższym kapłanie pogańskim”, o którym kronikarze litewscy twierdzą, „iż był w gnieździe orlim w lesie nalezion i który rozumiał wieźdźby i wróżby rzeczy przyszłych”. Według Macieja Stryjkowskiego Lizdejko miał być znaleziony przez w. ks. Witena „w orlim gnieździe w jednej puszczy przy gościńcu, a niektórzy powiadają, iż w kolebce ochędożnej na drzewie zawieszony”**. Litewskie lizdas - gniazdo, zaś verksmas = płacz. Ten to wróżbita i arcykapłan pogańskiej Litwy tłumaczył Giedyminowi znaczenie snu o żelaznym wilku! Z gry słów powstała fabuła o Lizdejce, gniażdzie, kwileniu dziecka, o założeniu Wilna, a nawet o pochodzeniu nazwiska rodu którego protoplasta Giedyminowi radził Wilno założyć. Są to rzeczy stare. Czy Werki otrzymały swą nazwę od płaczu dziecka - można wątpić. I na naszym terenie, na gruntach dóbr ziemskich Trokiele, w gminie Lipniskiej, jest uroczysko Werki.

Te kilka wzmianek naprowadza na domysł, że powiedzenie o zielonym dębie dawniej było rozumiane, przynajmniej na naszym terenie, jako określenie o nieślubnym urodzeniu się człowieka. Możliwie, że ongiś ofiara nieszczęśliwej miłości pozostawiała swe dziecko gdzieś pod dużym zielonym dębem, bądź to w lesie, bądź przy gościńcu, jednak tam, dokąd uczęszczała ludność: dla jakiejkolwiek praktyki religijnej, naprz. modlitwy lub ofiary, czy też dla wróżbiarstwa, albo nawet w celach żywnościowych - dla zbierania żołędzi. Takie miejsca musiały być znane wśród ludności miejscowej, cieszyły się poważaniem i stale były nawiedzane. „Są w powieściach gadki o dębach wróżących, nieprzestrzałe nawet” - powiada Teodor Narbutt. „Dęby wydawały głosy i odpowiadały na pytania. Zapewna w wypróchlinach, często w takich starych drzewach bywających, przesiadywać musiał jaki oszust. Taki dąb nazywał się Baublis”. Autor tych słów, jako źródło relacji podaje: „Powieść gminna z nad brzegów Pielasy”***. Sławny dąb Baublis w maj. Bordziach, o 3 mile od Rosien, gdy upadł w 1811 r. miał 700 słojów wyraźnych, prócz tych co już były spróchniały. Pień Baublisa miał w obwodzie u spodu łokci litewskich 19 cali 6, średnicy łokci 7.

Nie rzadkie były i w okolicach Lidy okazy takich leciwych i takich potężnych dęoów jak wspomniany Baublis, tylko że zmiotły je czasy wielkiej wojny. W ogrodzie maj. Tarnowszczyzny, o 16 km na południo-zachód od Lidy był dąb o 2,5 metr. w średnicy. Miał on jedną stronę wypróchniałą i wypaloną, dzięki czemu, za czasów hr. Dymitra Maurosa, około 1880 r., została w tym pniu dębowym łatwo urządzona wygodna altanka. Nie mniejszej wielkości rósł dąb na pastwisku wsi Nowosiołki, o 2 km na południo-wschód od Lidy, również wypróchniały i wypalony z jednej strony. W ogrodzie maj. Czechowce p. Jana Petrusewicza, o 4 km na północ od Lidy, dziś jeszcze roszkosznie się zieleni potężny dąb o 2 m. średnicy. W 1909 r. oficerowie jednej goszczącej tu w czasie manewrów dywizji upamiętnili swój pobyt przybitą na pniu dębowym srebrną tabliczką z napisem, że dąb ten liczył wówczas 500 lat, to znaczy pamiętał czasy Jagiełły i Witolda. Na gruntach byłego majątku Naczy w powiecie Lidzkim dąb znacznej grubości posiada zrośnięte potężne konary; ta osobliwość w starożytnej Litwie uznawana była za oznakę szczególnej łaski bogów, którą oni otaczali takie drzewo. Sławne były przed laty dokudowskie gaje dębowe - dąbrowy. Szczątki takiej dąbrowy w łuce rzeki Niemna pod Dokudowem, na Pożarowie, przechowały się do naszych czasów. Dęby, jako drzewa najwięcej trwałe i długowieczne, najczęściej służyły znakami granicznymi pomiędzy ziemskimi posiadłościami. Nie rzadko miały takie dęby graniczne własne swe nazwy. Mam w ręku spisany w Bielicy 14 marca 1554 r. akt graniczny pomiędzy gruntami wsi Leśniki, należącej do dóbr Lebiody pana Heronima Chodkiewicza, kasztelana trockiego, a gruntami hospodarskimi w. ks. lit. poddanych bielickich. W trakcie tego rozgraniczenia bieliczame mienili grunta swoimi aż do granicy zblańskiei „do duba prozywajemaho Pleszywoho”. Pan Chodkiewicz prowadził granicę „ku pniu dobowomu sożżonomu i powiedił, że w tom dubie rubieży byli, a bieliczanie jeho dla tych rubieżow sożgli”. Na granicy z Pacukami „okazał jeho miłost' dub nowo posieczeny i powiedił, że w nim rubieży byli, a bieliczanie jeho dla tych rubieżow dnia wczorajszoho porubili i rubieży wysiekli. Poddanyje hospodarskije bielickije tot dub mienili swoim Dawidówskim...”. „Pierejechawszy reczku Sołodkuju prywieł jeno miłost' pan Trocki ku dubu kraj pola, kotory z odnoho boku do połowicy wyżżon, i powiedił, iż w nim kamień był na znak hranic położon i bieliczanie kaziaczy hranicu jeho sożgli i kamień wykinuli...”. Dąb Pleszywy wspomina się i w późniejszym akcie granicznym pomiędzy gruntami zblańskimi ks. Mikołaja Radziwiłła a gruntami hołdowskimi pana Tryzny, spisanym w Bielicy 3 grudnia 1586 r.: „Iduczy dorohoju, kotoraja idiet mimo dub Pleszywy z Bielicy”. W akcie granicznym pomiędzy gruntami Heronima Chodkiewicza, dóbr jego Lebiody, a majątkiem Radziwoniszkami Jana Komajewskiego spisanym w Lebiodzie 15 marca 1554 r. wymieniono: „osmyj kopiec niedaleko ot tono kopca w Lesance pod dubom Rozsochatym...”.

W przytoczonych wzmiankach o dębach niewolnie zastanawia okoliczność, że prawie każdy z nich z jednej strony był wypalony. Jakoś to zawsze się składało, że pień dębowy służył stałym miejscem dla rozkładania ognia, paleniskiem. Czy traf, czy jakaś głębsza przyczyna sprawiły, że w spisie bogów żmudzkich i litewskich, sporządzonym przez Lelewela a zaopatrzonym w przypisy przez M. Akielewicza, umieszczony został „Aspelenie, bóg kąta domowego, raczej kopca, uspu granicznego... Użpelenis, ognisko, miejsce, gdzie się ogień rozpala, w kominie lub w piecu”. Do tej wzmianki Akielewicz dodał swoją uwagę: „Aspelenie wyraz przekręcony, powinno być „użpelene” albo „użpelenis” (dosłownie: miejsce za popiołem), ognisko. Ponieważ ogień u litwinów jako pierwiastek życiowy był rzeczą świętą, przeto i użpelene, ognisko uważało się za pewną świętość. Boga zaś pod tym imieniem nie było”. (Polska, dzieje i rzeczy Jej (1859), II, 458).

Dąb jako materiał od najdawniejszych czasów był używany szczególnie w budowie mostów, śluz, młynów, hamerni, okrętów itp., był zawsze pielęgnowany i zawsze wysoko ceniony. Puszcze litewskie rokrocznie wydawały na spław zagranicę ogromne ilości wszelkich materiałów drzewnych, a w tym spławie klepka i bale dębowe zajmowały bardzo ważne pozycje. Pnie dębowe wydobywane z łożyska Niemna po tysiącletnim tam ukryciu są czarne jak heban i twarde jak żelazo. Mieszkańcy Dokudowa, Rudy, Bondarów pod Bielicą i innych miejscowości nadniemeńskich, od dawnych czasów trudnią się wyrobem drewnianych okrągłych naczyń: dojnic, bójek, wiader, rażek, fasek, dzież, cebrów, kaduszek, beczek, kubłów, balii itp. Niektóre rodzaje tych naczyń, jak dzieże do rozczynu chleba, kaduszki do kiszenia kapusty i buraków i inne są wyrabiane z klepek dębowych kolejno białych i czarnych.

Lud tutejszy wystrzega się sadzania dębu wpobliżu swych domostw, uznając dąb za drzewo niebezpieczne, w które najczęściej bije piorun. W zaścianku Podubniach, o 8 km. na południe od Lidy, na przeciągu ostatnich pięćdziesięciu lat pod jednym i tym samym dębem zostało zabito od pioruna aż troje ludzi. U starożytnych dąb był poświęcony Jowiszowi.

 

*„Rybołów zaś jest wielkości jastrzębia, czoło ma łyse i właśnie tylko szczeciną zarosłe, kolor jego jest czerwony, a ogon biały. Po wielkich lasach w Litwie nad wodami mnoży się i jest pospolity, umie sztucznie z wody chwytać i największe ryby”. X. Ładowski S.P., Historya naturalna, II, 1804 r., 190. Do staroświeckich pieśni - staroświecki komentarz...

** M. Stryjkowski. Kronika (1766) 355.

*** Rz. Pielasa – w lidzkim powiecie.

Michał Szymielewicz

ZL 1939/4-5