Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Poznawajmy swoją ziemię rodzinną

 

Lato, czas wakacji i wypoczynku jest w pełni. Coraz bardziej popularne stają się u nas podróże. My wszyscy, nie wiedzieć dlaczego, chcemy pojechać jak najdalej, wybieramy się w egzotyczne kraje, poznawać życie innych narodów. Z kolei warto przyjrzeć się swojej najbliższej okolicy, miejsca urodzenia swoich rodziców i dziadków. Czy ktoś z nas może powiedzieć, że dobrze zwiedził te miejsca, chociaż chodzi na razie tylko i wyłącznie o historię rodzinną. Laik może odpowiedzieć „A cóż tu ciekawego można znaleźć w jakimś Zabłociu?”

Wieloletnie doświadczenia organizacji wyjazdów krajoznawczych przez Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej pozwalają stwierdzić, że podczas naszych wyjazdów żaden z wycieczkowiczów nigdy nie wrócił niezadowolony, nawet na te znane okolice zawsze można spojrzeć z innej perspektywy.

Za przykładami chodzić daleko nie trzeba. Borówkę w kilku kilometrach od Lidy znają praktycznie wszyscy, natomiast z czego jest ona słynna tylko pojedyncze osoby i, niestety większość z nich to osoby w starszym wieku. Jednego razu rozmawiałem z działkowiczami, którzy mają tzw. daczy na dawnych ziemiach marszałka Śmigłego Rydza. Nikt z nich nie skojarzył tego miejsca z imieniem jednego z pierwszych Obywateli Honorowych naszego miasta Lidy.

Wędrując po Ziemi Lidzkiej to tu, to tam znajdujemy ślady obecności Polaków na naszej ziemi, ślady materialne i ślady duchowe. Niestety tych pierwszych jest więcej. Nasze polskie wsie albo umierają, albo przekształcają się w piękne, ale bez duszy i bez charakteru narodowego „agrogorodki”. Odchodzą nasze polskie babcie i dziadkowie, uczestnicy walk z jednym i drugim okupantem.

Poszukując polskie ślady na naszej ziemi wystarczy tylko uważniej przyjrzeć się otaczającej nas rzeczywistości, a zapadła licha mieścina, jak Lenino na Polesiu (właśnie w ten sposób scharakteryzował ją w znanym „Przewodniku po Litwie i Białej Rusi” nasz rodak Napoleon Rouba), niespodziewanie zabłyśnie wspaniałą gotycką architekturą kościoła, z nie mniej olśniewającymi wnętrzami. Tu żył i tworzył nie jakiś przybysz z galaktyki tylko nasz konkretny przodek, czyjś dziadek i czyjaś prababcia.

Tu dotykamy jeszcze jednego ważnego dla nas zagadnienia, a mianowicie wybiorczego charakteru wykładania naszej historii. II Rzeczpospolita jawi się dla większości naszych nauczycieli jako coś złego dla naszej ziemi o czym nie warto nawet mówić. A jeśli już mówić to tylko jako o okupantach ziemi białoruskiej, co się mija z prawdą.

Dlatego warto powtórzyć w ślad za klasykiem naszej literatury Mikołajem Rejem znakomite „Cudze chwalicie, swego nie znacie”!

 

Aleksander Kołyszko