Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Antyfona do gorzałki

 

Niejaki Markiewicz, geometer żyjący w Lidzie pod koniec XVIII wieku, człowiek rozumny i dowcipny, chcąc bronią satyry wpłynąć na poprawę swych współpowietników, napisał następującą Antyfona przed wypiciem gorzałki.

Witaj źródło nad kryształy,

Tobie wszyscy dają chwały,

Ty pocieszasz w utrapieniu,

Ty ogrzewasz w zaziębieniu,

Ciebie panie, ciebie panny

Za posiłek mają ranny,

Ciebie całe ludzkie plemię

Wielbi, ryjąc nosem ziemię.

O, radości! o, wesele!

Pełnym haustem pijmy śmiele!

 

Chcąc zaś zagorzałych amatorów kieliszka na tym większe wystawić pośmiewisko, utworzył statut dla towarzystwa rurowo-bibularnego o wysoce komicznych przepisach. Siebie samego mianował marszałkiem rzeczonego stowarzyszenia.

Pewnego razu, wracając bardzo wcześnie od znajomego obywatela, zajechał do Szejbakpola do kościoła oo. Franciszkanów na roraty, a usiadłszy w ławce, spostrzegł wchodzącego do kościoła chwiejącym się krokiem mężczyznę niemłodego, dobrej tuszy, na pół pijanego, który się usadowił w drugiej ławce. Był to hr. Plater, dziedzic Szejbakpola, gorliwy zwolennik butelki. Po nabożeństwie Markiewicz, zaszedłszy do księdza gwardiana na wódeczkę, zastał tam Platera z wielu innymi sąsiadami. Po przedstawieniu odzywa się dowcipniś:

- Panie hrabio! Miło mi w pańskiej osobie poznać męża prawdziwej zasługi. Ja dotąd byłem marszałkiem towarzystwa rurowo-bibularnego i upijałem się regularnie około godz. 10 z rana, tj. wprzód niż inni członkowie; dziś atoli przekonałem się, żem nie godzien urzędu. Składam więc laskę moją marszałkowską w dostojniejsze ręce pańskie, który umiesz być pijany na roratach, a w zamian proszę tylko o odkrycie mi, jak dojść do tej doskonałości.

Na co z uśmiechem rzecze Plater:

- Bardzo łatwo. Po prostu nie trzeba się wcale wytrzeźwiać.

Po tym charakterystycznym dialogu nastąpiły kordialne uściski. Plater zaprosił Markiewicza i wszystkich obecnych do dworu, gdzie ich przez trzy dni hojnie podejmował. Wino lało się oczywiście strugą.

Gawęda starego szlachcica , „Przegląd Lwowski”, 1876.