Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Zapiski oficera armii cyerwonej

 

14 lipca 1944 roku

Miasto Vilnius

Wczoraj dowiedzieliśmy się od chłopów, że polscy partyzanci zdobyli miasto i że Niemcy skapitulowali. Nasi żołnierze również weszli do miasta. Wówczas postanowiliśmy też udać się tam. Dotarliśmy do przedmieścia wieczorem, lecz było już za późno, ponieważ w każdym polskim mieszkaniu, do którego zaglądaliśmy w celu socjalizacji, poprzednio było dużo bojców i lepsze rzeczy były zlikwidowane. Więc nam mało co dobrego do rąk wpadło. Ja tylko dwa damskie zegarki zdobyłem i jedną obrączkę. Wielki to zawód!

Stanęliśmy biwakiem nad brzegiem Wilii. Major kazał nam trzymać się razem i nie chodzić więcej po mieszkaniach, bo tam mogą być miny. Polecił mi trzymać nadzór nad oddziałem i poszedł szukać łączności ze sztabem naszej armii. Łączność prawdopodobnie nawiązał, bo wrócił na czworakach późną nocą, zupełnie pijany i długo chorował. Potem położył się na ziemi i zasnął.

Ja długo nie mogłem usnąć. Wszędzie nasi bojcy krzyczą, strzelają, biją się o zdobycz wojenną. Po obu stronach rzeki ogniska się palą. Ale później i ja w sen zapadłem. Obudziłem się od zimna poranku. Bojcy już wstali i wodę na herbatę w kotle gotowali. Major również obudził się.

Chciałem ja obuć się. Szukam butów, szukam - nie ma. Znikły. Ukradł jakiś drań podczas mego snu. Spod głowy potrafił mi je wyciągnąć. Bardzo nieostrożnie postąpiłem, że z nóg je zdjąłem. Ale po długim marszu bardzo mnie nogi bolały. Na szczęście zegarki wszystkie ocalały. Ledwie ja potem przyłapałem jakiegoś Polaka i kazałem mu trzewiki z nóg zdjąć. Bo inaczej musiałbym ja boso chodzić. A to mi, jako oficerowi i zastępcy naczelnika groźnego oddziału partyzanckiego, nie wypadało. Trzeba będzie pójść po polskich mieszkaniach i coś odpowiedniejszego poszukać. Lecz nadzieja słaba, bo nasi bojcy miasto już dokładnie zbadali. Zresztą nie miałem ja na to czasu, bo major znów gdzieś ulotnił się, a mnie kazał przy oddziale zostać. Więc mogłem tylko z żalem w sercu obserwować, jak nasi bojcy porządki w mieszkaniach polskich panów robią i workami z nich zdobycz wojenną wynoszą.

Major dopiero po południu wrócił w towarzystwie dwóch oficerów NKWD, pułkownika-tankisty i jakiegoś cywila z opaską na rękawie. Cywil był korespondentem wojennym. Zrobił on kilkadziesiąt zdjęć naszego oddziału, sztandaru oraz mnie i majora. Długo wypytywał on nas o bojowe wyczyny oddziału, coś w notesie zapisywał.

Po dłuższej rozmowie ulokowaliśmy nasz oddział w jednym z ocalałych domów przy ulicy Zygmuntowskiej. Kazaliśmy bojcom i komunistom, żeby nie szli wszyscy razem do miasta, lecz kolejno, po dwóch. Sami zaś ruszyliśmy w drogę.

Okazało się, że NKWD już jest w mieście i już przystąpiło do robienia porządków - tak jak się należy. Po drodze zauważyłem ja kilku polskich partyzantów z biało-czerwonymi opaskami na rękawach i z orzełkami na czapkach. To mi się ogromnie nie podobało. Ale jeden z enka-wudzistów powiedział, że wkrótce i z nimi porządek zrobimy.

Major kazał mnie trzymać się przy nim, bo trzeba będzie załatwić sprawę naszych dokumentów. Spytał mnie: czy chciałbym pracować w NKWD. Powiedziałem mu szczerze, że marzyłem o tym zawsze, ponieważ jestem ideowym komunistą. Obiecał, że postara się mnie urządzić.

 

21 lipca 1944 roku Vilnius

Wielkiemu Stalinowi hura! hura! hura!

Jestem słynny na cały świat. Piszą o mnie we wszystkich gazetach Związku Sowieckiego. Fotografie moje zdobią mnóstwo ilustrowanych pism: jako bohatera wspaniałych walk partyzanckich na tyłach wrogów Rosji. Tylko to mi jest bardzo przykre, że o majorze, jako o dowódcy naszego oddziału, piszą więcej niż o mnie.

Major mi powiedział, że o naszym bohaterskim oddziale będą pieśni układać, książki pisać i może nawet wielki film zrobią. A sztandar naszego oddziału już został odesłany do Moskwy i będzie tam umieszczony w specjalnym dziale pamiątek historycznych z okresu walk o wyzwolenie Rosji od najazdu hitlerowskiego. Ten sztandar stanie się gwiazdą przewodnią dla Rosji i komunistów całego świata.

Bardzo to przyjemne samopoczucie.

 

11 sierpnia 1944 roku Vilnius

Ostatni raz pisałem 21 lipca. Potem nie miałem czasu, chociaż było dużo ciekawych rzeczy do zanotowania. Teraz opowiem trochę więcej.

Otóż, mieszkam ja znów u nauczycielek. Przed dwoma tygodniami poszedłem ja tam. Jak babska mnie zobaczyły, to bardzo przestraszyły się. A ja od razu walę do mego pokoju i widzę, że drzwi są otwarte. A przecież zostawiłem je dobrze pozamykane na wszystkie kłódki i wewnętrzne zamki.

- Kto to zrobił?! - spytałem groźnie. Maria Iwanowna powiedziała:

- Niemieckie gestapo. Kilka razy tu przychodzili i o was pytali. Potem wyłamali drzwi. Przyprowadziła ich tu jakaś prostytutka, Irena, która mieszkała naprzeciwko i miała z wami jakieś sprawy. Gestapowcy wypytywali nas wszystkich o lejtnanta Zubowa, bo otrzymali skądś informacje, że tu mieszkał i był znanym komunistą.

Zrozumiałem ja, że zrobiłem wielki błąd wysyłając list od gestapo, aby ukarać tamtą podłą Irkę. Z tego wynikło tylko to, że sam siebie ukarałem, bo najdroższe moje rzeczy znikły. Tylko katarynki Niemcy nie zabrali, więc Maria Iwanowna w swoim pokoju ją przechowywała. Natychmiast mi ją oddała. I jeszcze jedna rzecz została w pokoju nie naruszona: portret Hitlera który ją wychodząc z Wilna, na honorowym miejscu powiesiłem. Zdarłem ja portret ze ściany, rzuciłem na podłogę i nogami podeptałem. Potem zwymyślałem ja należycie babska i kazałem im natychmiast dla mnie jeszcze jeden pokój zwolnić. Jestem teraz wielką osobistością i nie wypada mnie byle jak mieszkać. A te trzy babcie i dziecko mogą doskonale w jednym pokoju się zmieścić.

Nie mogę odżałować ja straty mojej walizki i butów. Ale pistolet i dokumenty, które przed wyjściem z miasta schowałem pod obicie w fotelu, ocalały.

 

11 listopada 1944 roku Vilnius

Ojczulkowi świata, wielkiemu Stalinowi, hura! hura! hura!

Gosizdat wydał w 1 000 000 egzemplarzy książkę słynnego pisarza, Ilii Stalinbzdurga pt. Niezłomni . Są to opisy dziejów naszego partyzanckiego oddziału im. Wandy Wasilewskiej. W książce tej na pierwszym miejscu jest portret, naturalnie, Stalina, potem Wandy Wasilewskiej, jako patronki naszego oddziału, potem majora, potem mój i wreszcie całego naszego oddziału w różnych sytuacjach: w szyku bojowym, na biwaku itd. W książce jest też 15 map z terenów naszych bojowych operacji i odpowiednio przerobiony oraz literacko rozpracowany Dziennik naszego oddziału. Lecz najciekawszy jest niewątpliwie opis powstania naszego oddziału i jego wielkich wyczynów, pióra liii Stalinbzdurga. Tak on tam barwnie i pięknie opisał nasze brawurowe walki z przeważającymi siłami hitlerowców, jakby i sam razem z nami walczył o wolność Rosji i świata. Tak: możemy być dumni z naszych radzieckich pisarzy. Są zdolni niesamowicie!

Poza tym dowiedziałem się, że ma być zrobiony film, pod tymże tytułem NIEZŁOMNI. Prawdopodobnie będzie to najwspanialszy film świata, szczególnie wartościowy dlatego, że jest oparty na zupełnie prawdziwych zdarzeniach. Tu dopiero Rosja i świat cały zobaczą: jakich cudów odwagi i poświęcenia potrafią dokonać wspólnie rosyjscy oficerowie i polscy komuniści, którym przyświeca wielka idea stalinowskiego socjalizmu!

Będzie również grana pod tym tytułem sztuka teatralna. A poeci radzieccy już układają o nas poematy i ballady... Jak widzicie: opłaciła mi się moja niezłomna wierność komunistyczna dla Rosji i jej WIELKIEGO wodza!... Jestem też hojnie wynagrodzony za moją odwagę i ciężkie walki z krwiożerczymi faszystami. W dniu święta październikowej rewolucji zostałem ja awansowany na kapitana i odznaczony orderami: Suworowa, Kutuzowa oraz Grunwaldu. Major zaś został awansowany na pułkownika i odznaczony orderami: Lenina, Stalina oraz Dzierżyńskiego.

Ale zdarzyła się pewna historia, która mnie bardzo się nie podobała. Dekorowano nas w uroczysty sposób - po defiladzie wojskowej w Vilniusie, na placu Stalina. Dekorował nas sam dowódca Zachodniego Frontu, generał Wazelinowskij. Do odznaczenia wywołano majora, mnie i jakąś kobietę. Ze zdumieniem zobaczyłem, że obok mnie, z lewej, stanęła Irka. Odznaczono ją złoto-czerwoną gwiazdą z brylantami, imienia Wandy Wasilewskiej.

Po uroczystości zbliżyłem się ja do Irki i spytałem:

- Szanowna Ireno Antonowno, czy poznajecie mnie? A ona splunęła i powiedziała:

- Idź do cholery, chamie, bo zaraz ciebie w mordę trzepnę! Dałem ja jej spokój i odszedłem, chociaż byłem bardzo ciekaw: w jaki sposób taka wstrętna i ordynarna dziewka uliczna została odznaczona orderem tak wielkiej polskiej patriotki i największej pisarki świata, Wandy Wasilewskiej? Potem major (obecnie już pułkownik) to mnie wyjaśnił:

- Jest to wielka rewolucjonistka i ofiara gestapowców. Zwolniono ją z więzienia, gdzie siedziała u Niemców jako podejrzana o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego. Trzymano ją w więzieniu prawie trzy lata. Jakiś zdrajca sowiecki doniósł na nią do gestapo, że pracowała na korzyść naszego wywiadu. Lecz ona trzymała się dzielnie i niczego Niemcom nie ujawniła. Dlatego uznano ją też za „niezłomną", udekorowano orderem i jako osobie o wyjątkowo wielkim poczuciu moralności socjalistycznej dano jej stanowisko prezeski Wydziału Opieki nad Matką i Dzieckiem przy tutejszym Gorispołkomie8. Może zrobić teraz wielką karierę, bo nasze władze zwróciły na nią szczególną uwagę i bardzo wysoko ją cenią.

Bardzo mi przykro się zrobiło, że ja swoim donosem na Irkę do gestapo nie tylko nie zaszkodziłem jej, lecz ogromnie ją wywyższyłem. Ale któż to mógł przewidzieć.

 

Sergiusz Piasecki