Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Lida – Warszawa – Częstochowa.

2009. Dni pamięci Katynia

W połowie kwietnia, - a była to niedziela Miłosierdzia Bożego, - na występy gościnne do Warszawy udały się teatr młodzieżowy i zespół „Kresowiacy”, działające przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Artyści wyjechali na zaproszenie ks. Andrzeja  Kwaśnika, proboszcza parafii św. Judy Tadeusza. Szczegółem również ważnym jest fakt, że ks. Andrzej jest  kapelanem organizacji „Rodzina Katyńska”, a także sprawuje opiekę duchową nad policją stołeczną.
I właśnie dni 17-18 kwietnia, jako dni pamięci ofiar Katynia, stały się wspaniałą okazją by zaprezentować kunszt artystyczny młodych aktorów z Lidy. Na scenie polskiej lidzianie odtworzyli sztukę teatralną „Pamięć o Katyniu”, autorstwa utalentowanej reżyserki Anny Komincz.
Ale zacznijmy od początku. Cała podróż do Warszawy przebiegała w strugach deszczu, co nie zakłóciło dobrego nastroju lidzian. Po rzewnym, emocjonalnym powitaniu nas przez ks. Andrzeja zaproponowano nam gorącą herbatę, co było na czasie w ten deszczowy dzień. Po czym zaczęliśmy oswajać teren, przede wszystkim dolną kaplicę, która w razie potrzeby służy jako sala ze sceną. Młodzież  zaczęła montować dekoracje, światła, dźwięk, w czym okazał się niezastąpiony ksiądz wikary.
A już o godzinie 12.00 wszyscy zbieramy się w kościele na Mszy św. Poprzedził ją półgodzinny koncert reprezentacyjnej orkiestry dętej policji stołecznej. I my, i wszyscy zebrani byliśmy zauroczeni mistrzowskim wykonaniem utworów nie tylko religijnych, ale również klasycznych, estradowych, patriotycznych.  I z tą właśnie orkiestrą mieli śpiewać na przemian „Kresowiacy” podczas Mszy św. Jak przystało na taką uroczystość były poczty sztandarowe, reprezentanci organizacji wojskowo-patriotycznych w historycznych polskich mundurach. W koncelebrze Mszy św. uczestniczyli księża-kapelani. Jako ministranci służyli przy ołtarzu żołnierze. Nie zabrakło przedstawicieli uczniów liceum i oczywiście „Rodzin Katyńskich”.
To wszystko, jak również wspólna modlitwa i śpiew „Kresowiaków” na Mszy św., wzruszyły do głębi serca  samych wykonawców i wszystkich uczestników uroczystego nabożeństwa. Po zakończeniu Mszy św.  nastąpiły kolejne gorące powitania, uściski , tym razem z byłymi lidzianami, którzy licznie przybyli na Mszę św. Trochę później wszyscy byli zaproszeni  do dolnej kaplicy na spektakl „Pamięć o Katyniu”.
Młodzi aktorzy uświadomili sobie, że będą mieli przed sobą niezwykłego widza. To będą ci ludzie, albo ich potomkowie, czyje postacie będą odtwarzać na scenie. I tę prawdę nie tylko zrozumieli ale  wręcz wykreowali! Chociaż ten spektakl był dla aktorów już którymś z kolei, było widać, że grają autentycznie, nie szczędząc siebie. W oczach niektórych z nich było widać łzy. Nic więc dziwnego, że na widowni panowało niesamowite wzruszenie.
Po zakończeniu przedstawienia między artystami i widzami jeszcze długo trwały rzewne rozmowy, brzmiały słowa wzajemnej wdzięczności.
Ochłonąć z wrażeń i trochę odpocząć lidzcy artyści mogli w rodzinach tej gościnnej parafii, gdzie na nich czekano z gorącym obiadem. W tak miłej, rodzinnej atmosferze poznawaliśmy naszych gospodarzy, naszych drogich rodaków.
Tym czasem za oknem rozpogodziło się, a przed występem „Kresowiaków” mieliśmy parę godzin, więc...idziemy w świat, któremu na imię WARSZAWA! I tu warto wspomnieć wzruszający szczegół. Do centrum na piechotę było daleko, a na całą naszą gromadę za mało aut, więc nasi warszawianie natychmiast skontaktowali się ze znajomymi, którzy przyjechali własnym transportem. Kiedy wszyscy usadowili się na swoich miejscach, cała karawana ruszyła do centrum Warszawy, gdzie wysiedliśmy i już na piechotę poszliśmy zwiedzać. Serce Szopena, Grób Nieznanego Żołnierza, kościół, który jest związany z Lidą poprzez lampkę wieczystą, znajdującą sie obecnie w kościele na Słobódce. Zamek królewski, kolumna Zygmunta, pomniki J. Piłsudskiego, J. Poniatowskiego. A poza tym niesamowity czar warszawskich uliczek z licznymi turystami, kwiaciarkami, muzykami. Chciało się iść w tym słońcu, pod warszawskim niebem i po prostu uśmiechać się do świata i ludzi.
Ale musimy już wracać, bo o godzinie 19.00 w dolnym kościele miał odbyć się koncert zespołu „Kresowiacy”. Rodzinna, serdeczna atmosfera i tym razem wypełniła przestrzeń tej samej kaplicy-sali. Takie koncerty można nazwać duchową wymianą, bo każda ze stron otrzymuje wielką radość i satysfakcję. Ta sama piosenka wykonywana w różnych miejscach nabiera innego wymiaru, nowych barw. Swoim śpiewem „Kresowiacy” rozrzewnili słuchaczy, wzruszyli do głębi serca.
....Trudno było pożegnać się i rozstać tego wieczoru artystom z Lidy i warszawianom. Wszyscy zapewniali siebie o pamięci i nadziei na rychłe spotkanie.
Nowy dzień - nowe plany. 6.00 rano. Rześki, słoneczny poranek. Tym razem na Lidzian czeka Częstochowa, gdzie odbywają się centralne uroczystości pamięci Katynia. Nie zdążyliśmy znużyć się drogą, jak stanęliśmy u bram Jasnej Góry. Trudno wyobrazić sobie Częstochowę w dzień bez tych licznych rzesz pielgrzymów i turystów. Chce się po prostu wejść i roztopić się w tym różnobarwnym i wielojęzycznym tłumie. Ale przed nami jeszcze bardziej odpowiedzialny występ. „Kresowiacy” przygotowują się do śpiewu na Mszy św. w głównej kaplicy sanktuarium,  gdzie zgromadzili się przedstawiciele „Rodzin Katyńskich” z całego kraju. Czy to jawa, czy sen – stoimy z nutami w rękach i w dole, z chórów widzimy Cudowny obraz Czarnej Madonny! Co jeszcze było dla nas ważne i wzruszające – usłyszeć po Mszy św. z ust pana organisty słowa uznania i wdzięczności. Jeszcze trudno było uwierzyć w ten cud, o którym nie śmieliśmy marzyć.
Ale czas przynagla. W sali Jana Pawła II zbierają się widzowie na nasze przedstawienie o Katyniu. Wstęp był wolny, do sali mogli wejść i wchodzili turyści i pielgrzymi. Wielu zostawało na dłużej. I tym razem nasi młodzi  aktorzy nie szczędzili swoich sił i uczuć, co potrafili docenić widzowie, nie ukrywający łez i nie szczędzący braw. I znów nie kończące się słowa dziękczynienia, uściski, rozmowy rodaków!
Po obiedzie mamy trochę wolnego czasu, by samodzielnie zwiedzić Jasną Górę. Oczywiście, to potrzebuje nie godzin ale dni: by to zwiedzić, przeżyć, by zrozumieć cud, fenomen Jasnej Góry. Bo każde kolejne pielgrzymowanie do Czarnej Madonny będzie przeżywane na nowo. Będzie ono nie tylko odkryciem dla siebie na nowo tego miejsca, ale również nowym odkryciem siebie na Boga i świat.
Niestety, wszystko kiedyś się kończy. Przed nami długa droga powrotna. Ale wracamy napełnieni radością, jakąś siłą duchową, nadzieją. Takie wyjazdy, pobyty, spotkania dokonują w nas Przemienienia. Nie koniecznie radykalnego. Ale zawsze dają możliwość doskonalenia się, duchowego wzbogacenia.
Dla większości młodych artystów było to pierwsze spotkanie z Polską, które może zaowocować dopiero jutro. Pozostaje tylko dziękować organizatorom wyjazdu w osobie ks. Andrzeja Kwaśnika za zaproszenie do Warszawy i Częstochowy. A Boga prosić o piękne owoce tych spotkań dla obu stron!

Lilia Tumilewicz