Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Pamięć o Katyniu w Lidzie

 

Niezbadane są drogi opatrzności Bożej. Wytyczamy sobie cele na tych drogach, dokładamy starań, by je urzeczywistnić. Aż nagle okazuje się, że Bóg już przedtem wszystko poukładał. Czym są w takim razie nasza wola i wolność? To pytanie stawiają sobie i mąż stanu, i gospodyni domowa. Jak również my, świadkowie wydarzenia, które wstrząsnęło światem 10 kwietnia.
Na 13 kwietnia w Lidzie zaplanowano uroczystość poświęcenia krzyża katyńskiego na starym katolickim cmentarzu przy ulicy Engelsa. W ten sposób aktywiści Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej postanowili uczcić 70. rocznicę zbrodni katyńskiej. Jednak porankiem 10 kwietnia jak piorun uderzyła wiadomość: pod Smoleńskiem - katastrofa lotnicza, nikt nie ocalał. Szok... Dopiero po jakimś czasie przyszła świadomość, że uroczystość, którą przygotowywaliśmy na 13 kwietnia, staje się do bólu aktualna. Krzyż, który miał być symbolem pamięci, został na nowo zroszony krwią. Stało się jasne, że dzień 13 kwietnia będzie dniem szczególnym dla nas i dla wszystkich uczestników zaplanowanej uroczystości. †
Msza św. była wyznaczona na godzinę 15. Już po 14. przy kaplicy św. Barbary zaczęli gromadzić się ludzie, którym przy wejściu rozdawano żałobne kokardy. Przygotowano ponad 80 kokard, ale ich zabrakło, ponieważ na cmentarz przyszło około 300 osób. Mszę św. koncelebrowali: proboszcz lidzkiej Fary ks. Włodzimierz Hulaj, proboszcz lidzkich pijarów ks. Jan Osipowicz oraz inni księża.
Na ołtarzu stanął flakon z ziemią katyńską ozdobiony barwami narodowymi. Po jednej stronie ołtarza stali młodzi ludzie z polską flagą z czarną wstążką, po drugiej - dziewczyna trzymająca ubrany kirem portret prezydenta Rzeczypospolitej Polski Lecha Kaczyńskiego z małżonką i chłopiec trzymający rogatywkę.
Msza św. rozpoczęła się odśpiewaniem hymnu „Gaude Mater Polonia” w wykonaniu zespołu „Kresowiacy”, który przygotował muzyczną oprawę liturgii. Słuchając słów kapłana na rozpoczęcie Mszy św. oraz kazania, ludzie nie kryli łez: zginęli nasi bracia, sąsiedzi, katolicy. Polacy. W swoich słowach skierowanych do wiernych księża powiązali historię czasów odległych i teraźniejszych: Katyń, znajdujący się miedzy dwiema datami - 1940 i 2010, i nas samych – pomiędzy „wczoraj” i „jutro”. Dzisiaj musimy odrobić trudną lekcję z wiary i historii: odczytać znak, dany nam w katyńskiej ofierze krwi prawie stu naszych rodaków. Nie da się tego dokonać, jeżeli w centrum historii narodu i całej ludzkości nie umieścimy krzyża Chrystusowego, który zawsze jest znaczącym punktem zwrotnym naszych losów.
Wielu ludzi pragnęło podczas Mszy św. przystąpić do stołu Pańskiego. Po zakończeniu nabożeństwa wierni w procesji udali się do krzyża, gdzie nastąpiło uroczyste poświęcenie zarówno jego, jak i umieszczonego obok granitowego głazu z napisem „Katyń 1940”. Nikt nie wiedział, że historia zechce zrobić swoją korektę tego napisu.
U stóp krzyża zamocowano chorągiewkę w barwach narodowych i portret pary prezydenckiej, postawiono znicze oraz złożono kwiaty i wieńce. I nawet kiedy uroczystość skończyła się, nikt nie chciał odchodzić: wszyscy chcieli być razem, bo poczuli dotyk czegoś nieznanego i wielkiego. To był nie tylko ostatni hołd złożony naszym rodakom, wynieśliśmy stamtąd zadanie: przemyśleć swoje życie, sprawdzić drogowskazy, cele, kierunki.
W ciągu całego tygodnia żałoby lidzianie przychodzili pod krzyż katyński z modlitwami, kwiatami, zniczami. Jestem pewna, że dla każdego człowieka wolnego, każdego człowieka dobrej woli ten krzyż - znak wydarzeń z najnowszej historii - pomoże odpowiedzieć na pytanie: czy naprawdę Chrystus jest dla mnie Drogą, Prawdą i Życiem? Odpowiedź natomiast będzie ściśle związana z pamięcią o naszych poległych w Katyniu rodakach. Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie! Cześć ich pamięci.
Lilia Tumilewicz