Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Dwory, zamki i pałace


Ruiny zamku Gedyminowego w Lidzie przedstawiają się dziś w resztkach murów obwodowych, zakreślających prostokąt na podstawie niewysokiego wzgórza, wznoszącego się nad bagnistą kotliną, mającą łączność z rzeką Lidzinją. Bagno owo, to część fosy, otaczającej niegdyś wzgórze. Ściany od dołu aż do góry murowane są z kamieni polnych. Z zewnątrz były w części tynkowane, w części zaś futrowane cegłą czerwoną, jak to widać na załączonej fotografii. Grubość ścian, imponujących i dziś jeszcze swoim ogromem, wynosi do 2,5 metra. Przed laty kilkudziesięciu były one o wiele wyższe i świeciły jeszcze resztkami baszt o trzonie kwadratowym, wznoszących się w węglach północno-wschodnim i południowo-zachodnim. Obecnie baszt tych niema ani śladu, a nawet cały południowo-zachodni węgieł runął, otwierając obszerny wyłom. U góry ściany południowej zachowały się jeszcze strzelnice o konturach łukowatych, w trzech rozmiarach, a niżej widzimy otwory z kawałkami zachowanych gdzieniegdzie belek dębowych, na których wspierały się krużganki. W ścianie wschodniej była brama wjezdna, z której pozostał tylko duży, niekształtny otwór i furta dla pieszych, cała prawie zasypana gruzem. Bramę flankowała baszta, widoczna na fotografii ze strony prawej, ściana ta, jako frontowa, miała piękny ornament z fryzu łukowego, romańskiego, który wykonano z cegły czerwonej, pięknie odbijający od białego tynku. Inne ściany ozdoby tej nie posiadały.
Wewnątrz prostokąta murów obwodowych żadnych śladów budowli nie pozostało, cały bowiem plac, mierzący wzdłuż 85.1 m., a na szerokość 78 m., został przed laty zrównany dla celów wojskowych. W ogóle można powiedzieć, że do ostatecznej ruiny zamku lidzkiego bardziej przyczynili się ludzie, niż wszystko niszczący czas. A przyczynili się do tego nie tylko przez złą wolę, lecz nawet mając względem ruin najlepsze zamiary. Tak więc po „uporządkowaniu” wewnątrz nastąpiło częściowe rozebranie murów, zwłaszcza północnego i zachodniego, zarządzone przez jednego z „isprawników”, jakoby w imię bezpieczeństwa publicznego. Na koniec, przez źle zrozumianą gorliwość, podmurowano i zgładzono ściany, zarównywując nawet framugi łukowe, znajdujące się w ścianie północnej od wnę­trza, i wszystko to zalano z wierzchu cementem. Czy pomysł ten można nazwać szczęśliwym - niech to osądzą specjaliści. Mnie by się zdawało, że tak konserwować nie wolno. Można by jeszcze darować to, że w ten sposób zeszpecono mury, ale najgorzej, że taka skorupa, nie zabezpieczając od przenika­nia wilgoci do wnętrza murów, powstrzymuje jej wyparowywanie, przez co przyśpiesza proces zniszczenia. To jest już stwierdzone, i nigdzie w taki sposób murów nie konserwują.
Dzieje zamku lidzkiego są ściśle związane z przejścia­mi, jakich doświad­czał kraj cały. Miał więc chwile swojej świetności, a następnie upadku. Założony według Stryjkowskiego w roku 1323 przez Giedymina, ni­gdy jednak nie był stałą rezydencyą panujących. Przebywał tu tylko czas jakiś w roku 1422 Władysław Jagiełło z młodą małżonką Zofią, Witoldem i całym swoim dworem.
Później mieszkał tu Hadży Girej, zanim go tatarzy krymscy nie powołali do siebie na chana. Na koniec Aleksander Jagiellończyk w zamku lidzkim złożony śmiertelną niemocą, w roku 1506 tu testament swój pisać kazał. Czasy Jana Kazimierza odbiły się niszcząco na zamku lidzkim, ostatecznego zaś zburzenia dokonali szwedzi za Karola XII w roku 1710. Od tego czasu zamek z upadku się nie podniósł.
Na zakończenie muszę wspomnieć o dwóch legendowych sosnach, rosnących na północnym stoku usypiska gruzu przy ścianie obwodowej zamku. Są to drzewa bardzo stare, chociaż z powodu warunków nie sprzyjających wegetacyi nie wysokie i stosunkowo nie grube; jakby przysiadłe do ziemi, przyczem wszystkie gałęzie pochylają się ku połu­dniowi. Legenda opiewa, że wyrosły one na grobie franciszkanów, pomordowanych przez pogańskich litwinów. Lud wierzy, że gdyby te drzewa zaciąć, toby krew z nich nie smoła pociekła. Rozumie się, nikt tego nie próbuje, i legenda utwierdza się w umysłach ludu, na czem najlepiej wychodzą owe sosny, rozrastając się i rozpościerając coraz bardziej korony swoje nad murami.

Wandalin Szukiewicz
Tygodnik „Ziemia”, 1911 r.
(Od redakcji: Przedstawiając Szanownym Czytelnikom niniejszy tekst, prawie z przedwieku, chcemy przypomnieć jak wówczas widziano nasz zamek i jego „konserwowanie”, wszakże teraz w ramach przygotowań do Dożynek prace na zamku idą pełną parą.)