Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Rok 1920. Sowieci w Polsce


Niesłychane obrazy zdziczenia
Bezrobotnemu w Płocku zgwałcili 6-letnią córkę i zabrali buty. - Straszliwa masakra rannych w szpitalu. - Najpierw dziewczęta, później klacz. - Tusz lekarstwem. - Żydówka Litwaczka o polskich żydach.   

 Warszawa, 20 września
Bliższe, bezpośrednie zetknięcie się z bolszewikami ochładza nawet najgorętszych ich wielbicieli. Niezwykle charakterystyczne w tym względzie szczegóły opowiada korespondent „Robotnika” z pobytu czerwonej armii w Płocku. Czytamy tam:
W przeddzień najazdu bolszewickiego zjawił się w magistracie płockim delegat bezroboczych, którzy znaleźli zajęcie przy robotach publicznych. Zażądał natychmiastowego wydania deontatów, oświadczając pół żartem, że niezadowoleni bezrobotni przyłączą się do bolszewików. Po dwóch dniach, gdy bolszewicy wyszli z Płocka, delegat ów powrócił z okopów, sypanych na drugim brzegu Wisły, do domu. Dowiedzaił się, że bolszewicy zabrali jego żonie jedynie sto marek, jemu zrabowali buty i na dodatek unieszczęśliwili w ohydny sposób sześcioletnią córeczkę.
Wściekły wychodzi na miasto, gdzie akurat wyłapywano maruderów bolszewickich i natyka się na jeńca, który niesie jego buty w ręku. Krótka wymiana zdań i bezrobotny wyrwanym żołnierzowi karabinem rozbija czerep swojemu „zbawcy”.
Jedna z przekupek dosyć głośno przyznawała się do tęsknoty za „ruskimi” aliści „ruscy”, przykładając jej rewolwer do piersi, zabrali jej wszystko, co miała i podarli na niej w dodatku ubranie. Przykładów rozczarowań wśród ludu znajdzie się bez liku. Dla ogółu bolszewicy, jako kombatanci, przedstawiali się w niedwuznacznym świetle, wkraczając do szpitala wojskowego.
Sanitariuszki zgwałcono, onych zaś i chorych wyprowadzono w pole, gdzie po zgruchotaniu kończyn, zmasakrowano ich białą bronią.
Pozostały kołdry po tych, którzy wstać z łóżka nie mogli – poszatkowane jak kapusta, szablami. W wielu wypadkach przejawiało się już nie odwieczne barbarzyństwo kozackie, lecz nowoczesna psychoza czerwonych chuliganów, tem różniących się od dawnych, czarnych, że nie tylko żydzi padają ich ofiarą. Na folwarku Kuntzmana pod Płockiem bolszewicy zgwałcili cztery dziewczyny, a następnie wzięli się do półtorarocznej źrebicy. Gdy biedna klacz okazała się niezbyt powolną przejawom „szirokoj russkoj natury”, zarąbano ją szablami.
Uświadamiająca tresura demagogiczna niezbyt wpłynęła na podniecenie intelektu prawnuków Stańki Riazina. W mieszkaniu pewnego inteligenta znaleźli kozacy parę butelek  kolorowemi tuszami. „Czte, u tiebia apteka?” Gospodarz wyprowadza gościa z błędu. „A wsio taki, daj mnie liekarstwo”. Jakże zdziwił się gospodarz. Krasnoarmiejec nazwał kawalerską chorobę, która oczywiście pozostawił prócz hańby płocczankom.
Robotnicy płoccy zorganizowali się szybko z kim mają do czynienia. W dużej fabryce maszyn rolniczych inżyniera S. panują poprawne stosunki pomiędzy właścicielem i pracownikami. To też, gdy Kozacy szukali właściciela, robotnicy przebrali go i zasiedli z nim do roboty. „Eto wsio wasze”, - oświadczył uzbrojony towarzysz, poczem wraz z innymi zaczął grabić, co się dało.
W Łukowie znowu po wyparciu bolszewików współpracownik „Kuryera Porannego” rozmawiał z gromadą ograbionych żydów, którzy żalili się na „czerwonych zbawców”. Słuchającxa tych utyskiwań żydówką, mówiąca źle po polską, a władająca natomiast wyśmienicie językiem rosyjskim, uśmiechała się znacząco. Na zapytanie, dlaczego się śmieje, odpowiedziała:
„Ja im mówiłam, nim weszli bolszewicy, że źle będzie, że po bolszewikach nie powinni spodziewać się niczego dobrego. Ja bolszewików znam, byłam przed rokiem w Kijowie, mówiłam, że bolszewicy ograbią i żydów, choćby im kwiaty siali pod nogi. A „nasi mądrzy” żydzi nazywali mnie „polską szpionką”, bo wciąż mówiłam im: „Nie zdradzajcie Polski”. Ja źle mówię po polsku, ale choć jestem żydówką – czuję, że trzeba być wierną dla kraju, w którym się mieszka. Oj głupie żydy zawierzyły komunistom i cóż mają z tego. Ci, co uciekli z nimi, wracają ograbieni za Bugiem. Uciekli ze strachu. Czują jednak, że zawinili wobec Polski. Narzekać teraz zapóźno. Nietrzeba było iść za komunistami i nie powinni się też żydzi dziwić, że żołnierze polscy ich nie lubią i że kara spotyka tych, których policya złapie na drogach odwrotu bolszewickiego.
 Ilustrowany Kuryer Codzienny, 22 września 1920

Gospodarka bolszewicka w powiecie lipnowskim
W Ligowie połamano w kościele i zrabowano naczynia liturgiczne, proboszcza zaś, ks. Gieryszewskiego pobito do nieprzytomności.
W Maliszewie pod Lipnem, p. Starzyński, znany działacz społeczny, zginął męczeńską śmiercią. Bolszewicy opalili mu wąsy i włosy, obcięli uszy, nos, wyłupili oczy i odrąbali ręce. Wśród tych straszliwych tortur p. S. skonał. W parę dni później chłopi ujęli w lesie trzech bolszewików, których przez zemstę zatłukli kłonicami.
Borzewski z Ugoszcza, wyprawiwszy rodzinę z domu, pozostał sam i przyjął zbliżających się rabusiów salwą …Zabił jednego kozaka, a dwóch ranił, poczem odebrał sobie życie.
W Bogucinie bolszewicy dopuścili się gwałtu na dziewczętach. Przypiąwszy im potem czerwone krzyże do rękawów, mianowali „siostrami miłosierdzia” i nakazali opiekować się rannymi kozakami. Wiele takich „sióstr miłosierdzia” z sobą uprowadzili.
We wsi Urszulewie wszystkie młode kobiety i dziewczęta ukryły się przed bolszewikami na strychu u jednego z gospodarzy i pomimo poszukiwań, oraz nawoływań złoczyńców: „gdie diewki”, uszły szczęśliwie sromoty. Gorzej było w innych wsiach lub miasteczkach, gdzie bolszewicy pastwili się w iście zwierzęcy sposób nad niewiastami.
W Skórznie wszystkim ludziom, nawet najbiedniejszym, zabierano pieniądze, bieliznę, ubranie, obuwie. Opornych bito nahajkami. Obrazki religijne i krzyże w chatach zdzierano i deptano ku oburzeniu włościan, dotkniętych do żywego tem świętokradztwem. Kobiety bezczeszczono. Bolszewicy nie taili się, że jak tylko wejdą do Włocławka, to ludność będą „rizat” za to, że Włocławek nie chciał się poddać.
Najwięcej jednak faktów, charakteryzujących bolszewizm, jest do zanotowania ze Szpetala. Miejscowość ta, leżąca na prawym brzegu Wisły, naprzeciw Włocławka, była terenem kilkudniowych operacyj wojennych, tu bowiem znajdował się przyczółek mostowy. Gdy bolszewicy, opanowawszy przyczółek, wdarli się do Szpetala, niektórzy chłopi klaskali w ręce z radości; znalazły się też dziewczęta, które powystrajały się z okzyi tak wielkiego święta „robotniczego”. Zaraz jednak radość zamieniła się w płacz i lament. Głosząc, że „Polaki –pany nie wiernutsia”, bolszewicy rozpoczęli swą gospodarkę od ogólnego rabunku w Szpetalu Górnym i Dolnym. Ofiarą bolszewików padła przedewszystkiem plebania. Inwentarz żywy zrabowano. Szafy i biurka zamknięte porozbijano.
Do ludności bolszewicy mówili: „Wasz ksiądz niedobryj: on moliłsia noczami, cztoby my nie pryszli” (aluzja do suplikacyj wieczornych). Ze swoim ateizmem bolszewicy bynajmniej się nie kryli : „Kajko tam Boh! Niet nikakowo Boha – my sami Bogi”. Figurkę św. Stanisława wyrzucili z plebanii, mówiąc do kościelnego: „Na, weźmi swojego Boha”. Cmentarz kościelny i ogród plebański zamienili bolszewicy na stajnię. Pozostawili tam pełno nawozu i siana.
W kościele bolszewicy splądrowali zakrystię, rozbili skrzynię do przechowywania świec i symboliczną trumnę. Wszędzie znać ślady rabunku i zniszczenia.
Na wsi zabierano wszystkim buty, ubranie, bieliznę, pieniądze, kolczyki, obrączki. Poduszki i pierzyny rozdzierano, rabując powłoczki i lepsze gatunki pierza; gorsze pierze puszczano z wiatrem. Łupy zabierano na podwody chłopskie. Nad niewiastami, które nie zdołały się ukryć, znęcano się w bestyalski sposób. Ludność zmuszano do kopania okopów, oraz do zbijania tratew, na których bolszewicy zamierzali przeprawić się przez Wisłę.
 „Piast”, 05 września 1920 r

Gen. Żeligowski ze zbuntowanymi oddziałami zajął Wilno
Warszawa (PAT.). Komunikat sztabu generalnego z dnia 9 b. m.:   
Sytuacyjna froncie bez żadnych ważniejszych zmian.
Naczelne dowództwo wojsk polskich otrzymało dziś od generała Sikorskiego, dowódcy armii, następujący meldunek:
Wszystkie zarządzenia zdążające do nawiązania łączności z grupą generała Żeligowskiego zawiodły. Dopiero po południu przypadkowo zgłosiło się na stacji telefonicznej dowództwo grupy, pułkownik Bobicki, podał osobiście majorowi Stamirowskiemu następujące dwie depesze, które przytaczam w dosłownem brzmieniu:
Do dowództwa armii do rąk własnych dowódcy. Tajne, bardzo pilne.
Zważywszy, że zawarte z rządem kowieńskim linie rozejmowe z góry i na niekorzyść nas, mieszkańców ziemi wileńskiej, grodzieńskiej i lidzkiej, nas, wraz z polskiem Wilnem przysądzały Litwinom, postanowiłem z orężem w ręku, prawa samostanowienia mieszkańców mojej ojczyzny obronić i objąłem dowództwo nad żołnierzami z tych ziem pochodzącymi, nie mając możności postępować wbrew własnemu sumieniu i poczuciu obowiązku obywatelskiego.
Z żalem zgłaszam zwolnienie z od obowiązków służby i dowództwa grupy. Wychowani w karności i wierni idei wyzwolenia ojczyzny podlegli mi dowódcy i wojska słuchają moich rozkazów, a dla pozostawionych oddziałów proszę wydać bezpośrednie rozkazy.
Miejsce postoju dnia 8 października 1920 r.
Żeligowski, generał i dowódca grupy.
Do dowództwa armii. Tajne, bardzo pilne.
Gen. Żeligowski z motywów podanych w swoim meldunku złożył dowództwo grupy. Pochodząc z ziemi grodzieńskiej uważam za rozkaz sumienia i poczucia obowiązku obywatelskiego stanąć pod rozkazami generała Żeligowskiego wobec czego z żalem zgłaszam zwolnienie ze służby. Sztab grupy wykonuje dalsze moje rozkazy.
Bobicki, pułkownik i szef sztabu.
Ze względu na ważność sytuacyi, major Stamirowski, mimo otrzymania powyższych depesz prosił pułk. Bobickiego o zakomunikowanie sytuacyi, w jakiej się obecnie oddziały gen. Żeligowskiego znajdują, na co otrzymał następująca odpowiedź:
Oddziały gen. Żeligowskiego znajdowały się o godz. 15 między Waką a Wilnem, o godz. 17 zajęły Wilno.
Gen. Żeligowskiego przyjął w Wilnie gubernator francuski proponując, aby
Wilno zrobić wolnem miastem.
Gen. Żeligowski na propozycje te absolutnie się nie zgodził. Dalszych szczegółów pułkownik Bobicki nie wiedział.
Wobec najwyraźniejszego buntu ze strony gen. Żeligowskiego i jego oddziałów, upraszam Naczelne Dowództwo o możliwie szybką decyzję, jak mam wobec całej tej sprawy postąpić.
Zaznaczam, że o niezadowoleniu dywizyi litewsko-białoruskiej z rozejmu zawartego z rządem litewskim dochodziły mnie wieści już poprzednio i na skutek tych wieści byłem osobiście dnia 8 bm. na miejscu postoju dywizyi litewsko-białoruskiej, celem wyjaśnienia prawdziwości tych wiadomości i uspokojenia umysłów.
Jednakże wobec tego, że dywizyą litewsko-białoruską w ciągu całej wojny nie miałem bliższego stosunku, korpus oficerski i żołnierze nie znali mnie bliżej, wpływ mój osobisty na uspokojenie umysłów w dywizyi najwidoczniej skutku pożądanego nie odniósł.
Wobec politycznej i wojskowej doniosłości meldowanych faktów, upraszam Naczelne Dowództwo o możliwie szybką decyzyę, jak mam się w dalszym ciągu do tych rozkazów ustosunkować.
Sikorski, generał-podporucznik i dowódca armii.
Naczelne dowództwo wojsk polskich
Sztab generalny
„Ilustrowany Kurier Codzienny” 11 października 1920 r.


Wejście gen. Żeligowskiego do Wilna
(telefonem od naszego korespondenta)  
Warszawa 10 października (Z) Jak się dowiaduję Wilno zostało zajęte wczoraj popołudniu. Gen. Żeligowski i oficerowie jego dywizyi pozdejmowali odznaki oficerów polskich. Wojska te wkroczyły do Wilna wśród nieopisanego entuzyazmu mieszkańców. W bankach miejscowych skonfiskowano majątek rządu litewskiego.
Aliancka komisya pojechała do Wilna.
(Telefonem od naszego korespondenta)
Warszawa 10 października (Z) „Kuryer Polski” dowiaduje się że, wojskowa  komisya kontrolna  udała  się  do  Wilna, celem stwierdzenia jakie wojska znajdują się Wilnie po opuszczeniu tego miasta przez bolszewików, oraz dla zapoznania się na miejscu ze stanem rzeczy.
Do Warszawy powróciła delegacya polska ze Suwałk. O rezultatach rokowań, które są dla nas korzystne, będzie wydany specyalny komunikat.
„Ilustrowany Kurier Codzienny” 12 października 1920 r.