Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Wędrując ze św. Mikołajem

 

Wiele ciekawych tradycji i obrzędów przynoszą nam co roku Święta Bożego Narodzenia. Jedne pozostawały niezmienne od dawnych czasów, drugie przybierały nowe kształty. Niektóre, zaś, wróciły z zapomnienia. Jak, na przykład, św. Mikołaj. Dziadek Mróz tak głęboko siedzi w świadomości naszych obywateli, że nawet przedstawiciele starszego pokolenia nie potrafią już zidentyfikować św. Mikołaja. Ale, o wszystkim po kolei.
W wielu parafiach, organizacjach społecznych w okresie Bożego Narodzenia (czy wcześniej) są organizowane imprezy z udziałem św. Mikołaja. Taka właśnie tradycja istnieje w Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej, w Lidzie. W końcu grudnia do dzieci członków organizacji przychodzi św. Mikołaj z prezentami, w asyście anioła i diabła albo królików i krasnoludków. Od wielu lat te postacie bajkowe towarzyszą św. Mikołajowi. To pozwala nie tylko stworzyć świąteczny nastrój w każdej rodzinie, ale daje również możliwość interesujących spostrzeżeń. Serce się raduje, kiedy widzisz dzieciaków ubranych w stroje galowe czy karnawałowe. Z rodzicami bywa różnie. Nie tylko od strony garderoby. Czasem można zauważyć, że męska połowa rodziny gdzieś chowa się albo obserwuje wszystko z ukrycia.
Ale są naprawdę nieobojętni rodzice, którzy starają się stworzyć święto rodzinne dla swoich dzieci, korzystając z odwiedzin św. Mikołaja. Dzieci na wszelkie sposoby popisują się talentami przed wielkim gościem, dają się zaangażować we wspólny śpiew, taniec, zabawę. Nie trzymają się na uboczu i rodzice takich dzieci.
W rodzinach, gdzie nie pierwszy raz przyjmują św. Mikołaja, nikt nie myli tego gościa z dziadkiem Mrozem. Ale zdarzają się sytuacje fatalne, kiedy wszyscy w rodzinie, nawet dziadkowie, nazywają św. Mikołaja dziadem Mrozem. Wtedy najpierw udzielamy lekcji o tym, kto kim jest. Natomiast, w innej rodzinie starsze dziecko poinformowało nas, że w jego szkole nauczycielka opowiada dzieciom o św. Mikołaju, który jest jedyny i prawdziwy, i o dziadku Mrozie, złym leśnym duchu. Gdyby takich nauczycieli, którzy odkłamują naszą kulturę i historię było więcej!
Chciałabym podkreślić jeszcze jeden ciekawy moment związany ze św. Mikołajem: reakcje przypadkowych przechodniów, przede wszystkim, młodzieży. Kilku- czy nawet kilkunastoosobowe gromadki stoją przy blokach, na klatkach schodowych czy podwórkach. Widać, że nudzą się. Bo zwyczajnie pierwsi nawiązują kontakt, nawet biegną z daleka. Nudzą się? A przecież są święta.
Taka gromada otacza nas, jeszcze do końca nie orientując się, cośmy za goście. Ktoś zaczyna recytować wierszyki rażące ucho, domagając się poczęstunku, myśląc, że spotkali dziadka Mroza. Kategorycznie przerywamy recytację i proponujemy zgadnąć, kto przed nimi stoi. Cisza, milczenie, zainteresowanie. „Kto z was chodzi do kościoła?” „Ja, i ja, i on!” „Więc, kto to może być: mitra, alba, ornat?” „Ksiądz!” „Tak, już cieplej”. „Św. Mikołaj!” Wtedy nasz biskup obdarowuje wszystkich cukierkami. I co słyszymy teraz? „Dziękuję” i „Szczęść Boże”! Inni (nastolaty!) zaczynają wspominać jakieś dziecięce wiersze i radośnie biorą cukierki od św. Mikołaja.
W jednej z dzielnic musieliśmy wysiąść z busa, bo chłopcy po prostu biegli za nami. Znów otaczają nas ze wszystkich stron, nawiązują się rozmowy, św. Mikołaj rozdaje słodycze. Ktoś nieśmiało prosi: „Zostańcie z nami. Zabawmy się razem!” Właśnie! Te dzieci (bo to jeszcze dzieci!) potrzebują normalnej dziecięcej zabawy, żywego ludzkiego kontaktu, bajki! Brak tego wszystkiego można zarzucić współczesnej rodzinie. Drodzy rodzice, czytajcie dzieciom bajki, rozmawiajcie z nimi, głaskajcie je po głowach. Bierzcie na serio świat dziecka! Bądźcie dla niego idolem i przyjacielem. To z kolei będzie bodźcem dla doskonalenia się samych dorosłych. Uczcie się razem bycia dzieckiem Bożym. Wtedy z zapartym tchem ze swoimi pociechami będziecie czekać na św. Mikołaja!

Weronika Tumilewicz